Radość biegania, radość kibicowania, radość pomagania!

Zaczynamy tradycyjnie, od soboty.

Kiedyś sobotni poranek polegał na obejrzeniu 5-10-15, teraz najczęściej jest 5 kilometrów biegiem. Czyli oczywiście parkrun Olsztyn #98. Wyniki: ⇒TUTAJ
Sześciu przystojniaków na trasie + siedem pięknych i mądrych osób jako wolontariusze (np. Grzesiek Grabowski jako fotograf, Jadzilla pełniła zaszczytną funkcję drogowskazu (trasopilnowacza?) :); niektórzy w funkcji podwójnej.
Jak pochwalił się Maciek Piskor, znów udało mu się pokonać samego siebie i poprawić rekord życiowy, czego bardzo mu gratulujemy: „Kolejny Parkrun było super jak zawsze miałem wielką chęć poprawić swój najlepszy rezultat więc zacząłem trochę szybciej ale na spokojnie w końcu bieganie ma być przyjemnością w samej końcówce znów przyspieszyłem i udało się minuta do przodu Hurra :)”

Mirek Mikita uprzejmie doniósł, co następuje: „Tygodniowymi krokami zbliżamy się do 100 Parkrunu. Dzisiaj szkoliła się u nas ekipa z Iławy. Wolo było pod dostatkiem:) [14 osób na 43 uczestników - przyp. Red.] więc spokojnie przebiegłem dystans. Pogoda była w sam raz na bieganie...

Staszek podsumował aktywny weekend zbiorczo, ale bezczelna redaktorka przetnie tę relację na pół: „Hej:-) Początek roku szkolnego powitał nas deszczem, a jeszcze wczoraj upał i w ten miniony weekend udało się oczywiście aktywnie ale również relaksująco, oraz rodzinnie z mocnym akcentem charytatywnym uczcić koniec wakacji ? i tak sobota a więc #98 PARKRUN jako wolontariusz a później test nowej trasy PARKRUN Olsztyn.

Na szczęście do żywych powrócił nasz najlepsiejszy, najpiękniejszy i najskromniejszy Wiceprezes Mariuszeczek (Mariusz Witkowski), bo bez niego to jednak zawsze trochę stypowato :) Swój powrót uświetnił porządną relacją, jaką ma każdy pisać a (a nie że dwa zdania):

Oj kiedy ja ostatnio byłem na parkrunie abo kiedy w ogóle biegałem? Nie pamiętam, czyli dawno...a to dyżur sobotnio - niedzielny w pracy, później tygodniowy wyjazd służbowy ale w końcu się udało. Ze względu na spadek formy postanowiłem, zgodnie z ideą parkrunu go po prostu przebiec delikatnie i bez spiny przy okazji się trochę powygłupiać. Fajnie było wrócić do aktywności po długiej nieobecności i ponownie włączyć się do wolontariatu. Nie wiem jak przez te kilka parkrunów jego uczestnicy wiedzieli jak mają biec i jakim cudem nie pomylili trasy a może i pomylili tylko jest to utrzymywane w tajemnicy. Na pewno w 98 edycji nie mogłoby się to zdarzyć bo... wrócił profesjonalista od fachowych oznaczeń poziomych. A'propos mojej głupawki na mecie, pozdrawiam biegaczy z Iławy, którzy przed inauguracją parkrunu u siebie, przyjechali aby podpatrywać (szkolić się) u nas "ze sposobu jego organizacji". Iławska ekipa nie zna naszego znaku rozpoznawczego - wywalonego jęzora i kiedy 40 metrów przed metą przeszedłem do marszu przyjmując pozę dyszącego psa, zatroskani myśleli, że to mój ostatni bieg na tym ziemskim padole. E.. nie chciałem nikogo przestraszyć, na szczęście Grzesiu Grabowski wyjaśnił im, że u nas takie zachowania to norma. Mimo to istnieje duże prawdopodobieństwo, że na następne ewentualne szkolenie udadzą się .. na pewno nie do Olsztyna :)"

  • 11
  • 1111
  • 22
  • 33

  • 66
  • 77
  • 88
  • 99

A tymczasem wieczorem, w „Stolycy” - 6. 4F Nocny Półmaraton Praski i szóstka naszych, których postępy na trasie śledziliśmy do ostatniej minuty – mieliśmy najprawdziwszą na świecie, wirtualną strefę kibica. Emocje natomiast były jak najbardziej realne :)

Nasza Rakieta – Rafał Nojman, dotarł do mety najszybciej, uzyskując fenomenalny czas 1:22:24. Oczywiście podzielił się z nami wrażeniami:

Po nieudanym maratonie i leśnym crossie wiedziałem że przygotowania do maratonu muszą w końcu zaprocentować, więc bardzo liczyłem, że to będzie właśnie na półmaratonie Praskim. Pierwszy raz brałem udział w biegu nocnym i miałem trochę obaw, szczególnie co jeść przez cały dzień i jak ten dzień spędzić czy na leżeniu, a może jakiś delikatny spacer? Fajnie że Michelin Olsztyn zorganizował transport - człowiek staje wypoczęty na starcie, jak nie musi ponad dwie godziny siedzieć za kółkiem i prowadzić. Co do biegu - super atmosfera, start o 20:30 A więc było już ciemno - lasery i muzyka robiły niesamowite wrażenie. Trasa półmaratonu płaska jak stół i szczerze mówiąc nie widziałem jeszcze tak płaskiej, więc idealna na życiówki. Na trasie muzyka, DJ, kibice i dość długie punkty z wodą, co jest wielkim plusem. Meta to już bajka - oprócz świetnych kibiców, muzyki to jeszcze dodatkowo płomienie ognia, więc czego chcieć więcej. Półmaraton polecam i już planuję pobiec go za rok i powalczyć o nową życiówkę. Do zobaczenia w Warszawie".

Również z tarczą powrócił do Olsztyna Grzesiek Grabowski (czas 1:54:28):

Moim celem w Półmaratonie Praskim było dobiec na metę w 1 godz i 55 min. Cel został zrealizowany w 100%, a nawet trochę lepiej. To był mój pierwszy bieg z tak dużą ilością biegaczy. Wrażenia nie do opisania. Po prostu było mega super. Dziękuję za to, że pacemaker Arkadiusz Łabacz idealne prowadził grupę na 1:55, dziękuję również drużynie Są Wolniejsi za wsparcie przed startem i kibicowanie podczas biegu. To dzięki Wam wszystkim udało się uzyskać bardzo dobry czas na mecie (1:54:28) poprawiając swoją życiówką o (4:39)”.

Wrażeniami ze startu podzieliła się też Ania Grabowska (2:11:44): „W Półmaratonie Praskim pobiegłam za namową męża i wcale tego nie żałuję. Była cudowna atmosfera podczas biegu, byli wspaniali kibice na trasie, był też dobry wynik na mecie. Choć z perspektywy czasu myślę, że można było pobiec szybciej bo przecież była jeszcze moc. Jeśli za rok jeszcze będę biegać to na pewno ponownie stanę na linii startu.”

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

Chyba najbardziej pozytywną i „grupową” imprezą biegową (i nie tylko) były niedzielne „Kilometry Pomocy Michelin. Aktywnie dla Serc!” zorganizowane przez Michelin Polska. Dla uczestników za free, jednak za każdy kilometr przebiegnięty w czasie godziny, sponsor przekazywał trochę grosza na Odział Kardiochirurgiczny Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie. A grosz do grosza i zebrało się... 100.000 zł. Wybiegane również przez naszych klubowiczów i sympatyków.

Jak zrelacjonował imprezę (okraszając ją informacjami o swoim życiu) Mariuszeczek:

Ostatnio, z różnych względów mam depresję biegową i żeby całkowicie nie pogrążyć się w marazmie zmuszam się do biegania, bo o trenowaniu nie ma w ogóle mowy. Doskonałym motywatorem do ruszenia się z kanapy była impreza charytatywna „Kilometry pomocy Michelin. Aktywnie dla serc!” To już piąty raz, kiedy Michelin Polska S.A. organizuje akcję, dzięki której wspiera olsztyńskie szpitale. Idea imprezy jest szczytna i polega na pomaganiu poprzez różnego rodzaju aktywności, każdy z uczestników, który biegł, jechał rowerem czy też maszerował na kijkach, choćby 1 kilometr dołożył się swoim zaangażowaniem do realizacji wspólnego celu. W tym roku Michelin Polska S.A. ponownie zamienił każdy kilometr na złotówki, a uzbierana w ten sposób kwota trafiła do Oddziału Kardiochirurgii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie. Do dziś pamiętam słowa pani od matematyki, „nie ma większej połowy”, dlatego przewrotnie stwierdzam, że jeśli wziąć pod uwagę liczbę członków naszego stowarzyszenia to w biegu uczestniczyła większa połowa naszego teamu. A jeśli dodać sympatyków – czyli osoby, które wystartowały w naszych barwach: w marszach Nordic Walking i biegu junior to… ta połowa jest jeszcze większa. Nasi reprezentanci w poszczególnych konkurencjach:
1. Nordic Walking (dystans 1km): Zaremba Jakub;
2. Bieg (dystans 1.7km): Brzeziński Mariusz, Całka Aneta, Chećko Ewa, Ciećko Elżbieta, Grabowska Anna, Grabowski Grzegorz, Guzowski Stanisław, Konopka Monika, Mikita Mirek, Niewdzięczna Barbara, Niewdzięczny Jerzy, Olszewski Wojciech, Palowska Joanna, Paltian Piotr, Piskor Maciej, Słowik Jarosław, Stradomski Marcin, Waszkiewicz Marcin, Witkowski Mariusz;
3. Bieg Junior 1km: Awiżeń Pola, Chećko-Zaremba Jadwiga, Karolewska Julia, Karolewska Weronika, Paltian Szymon.
Jednak nie wyniki a idea powyższych zmagań sportowych była najważniejsza. Dlatego niezależnie od ilości wykręconych kółek, tradycją tego biegu jest to, że wbiegamy całą ekipą na metę. Nie inaczej było i tym razem, przy punkcie nawadniania poczekaliśmy na siebie a raczej zebraliśmy się w grupę … bo trudno powiedzieć kto na kogo czekał, ze względu na różne ilości okrążeń pokonanych przez poszczególnych naszych zawodników. Najważniejsze, że tradycja wspólnego wbiegnięcia  na metę została utrzymana i efekt fun&run został osiągnięty
.”

Mirek Mikita dodaje: „Nie będę się rozpisywał. Byłem...pobiegłem...3 okrążeniach musiałem zejść z trasy. Nic wielkiego się nie stało..kłopoty żołądkowe..i tyle.

Ewa Chećko opisuje rodzinny udział w imprezie:

Upał, żar, skwar... Ale atmosfera była gorąca nie tylko ze względu na ponad trzydziestostopniowe temperatury. To już kolejna impreza sportowa, będąca częścią konsekwentnie budowanego przez organizatora wizerunku firmy odpowiedzialnej społecznie. Formuła zawodów polegała na pokonaniu jak największej liczby okrążeń wyznaczonej trasy w limicie czasowym. A za każdy "zaliczony" kilometr organizator przekazywał pieniądze na rzecz Oddziału Kardiochirurgii olsztyńskiego Szpitala Wojewódzkiego.

Przed biegaczami pieniądze "zarabiali" rowerzyści oraz nordic walkerzy - tu reprezentujący naszą drużynę Kuba nadawał ton rywalizacji, najszybciej pokonując kolejne kilometry z napędem 4x4. Najwięcej, bo ponad 400 osób stawiło się na starcie biegu, gdzie tak jak rok temu liczna reprezentacja "Są Wolniejsi" postanowiła pokonać razem kilka pętli 1,7 km w godzinnym limicie. Kilka osób wybrało bieg własnym tempem, ale większość drużyny zdecydowała się na wspólne, rekreacyjno - towarzyskie pokonywanie trasy pokazując, że starty w zawodach to nie tylko rywalizacja i wyniki, ale też okazja do integracji i świetnej zabawy! I w ten sposób przetruchtaliśmy razem 5 okrążeń, dokładając swoją cegiełkę do szczytnego celu.

Wisienką na torcie był bieg dziecięcy, gdzie na dystansie 1 km rywalizowało ponad 202 młodych zawodników w wieku 5-15 lat, w tym kilkoro dzieciaków członków naszej drużyny. Pomimo iście piekielnych temperatur dzieciaki się nie oszczędzały i wszystkim udało się pokonać niełatwą trasę z kilkoma podbiegami. Dla Jadzi był to udany start - na mecie zameldowała się wśród starszych dzieciaków na 10 pozycji (3 wśród dziewcząt) z niezłym czasem. W trakcie całych zawodów można było skorzystać z licznych atrakcji zapewnianych przez organizatora oraz Centrum Rozrywki Bartbo, czego też nie omieszkaliśmy uczynić. Podsumowując - było gorrrrąco, intensywnie, wesoło! Świetne zakończenie wakacji.”

Również Staszek Guzowski przybył pomagać z rodziną: „Niedziela, to już tradycyjnie uczestnictwo w Kilometrach Pomocy MICHELIN - w tym roku po raz pierwszy cała rodzinka na biegowo i pomimo skwaru wraz z bracią biegową z najlepszej drużyny biegowej w Olsztynie Są Wolniejsi oraz wszystkimi uczestnikami tej imprezy udało się zebrać dla Szpitala Wojewódzkiego 100.000 zł. A później schłodzenie emocji i odpowiednie nawodnienie - po całym dniu wrażeń i fajny wieczór w gronie bliskich mi osób. Było SUPER!!!

Asia Palowska podsumowała: „Wynik nie ma znaczenia,najważniejsze by wziąć udział w imprezie z grupą szalonych biegaczy i dołożyć swoją cegiełkę w szczytny celu! Takie bieganie to czysta przyjemność nawet w piekielnym upale.”

Nie możemy się oczywiście z tym nie zgodzić :)

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

Pisząca tę relację sekretarz wspomni tylko, że w środowy wieczór wzięła udział w Cyklicznym Biegu Śledzia – on Tour (5 km), a w sobotę – oczywiście parkrun Gdynia. Byli wolniejsi.

Z kolei Tomek Hermann uczestniczył w triathlonie w Nieporęcie, a Piotrek Szczepaniak pobiegł w „Dyszce Juranda” w Spychowie. Ale albo z nich straszne lenie i nie chciało się pisać relacji, albo, wzorem Mariuszeczka, są tak skromni, że nie chcieli się pochwalić swoimi wyczynami. Może coś powiedzą o startach w nadchodzący weekend, kto wie...

.

Ostatnio zmienianywtorek, 24 wrzesień 2019 16:25

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.