Zawody, które najdłużej się pamięta.

Jakie zawody pamiętamy najdłużej? Takie, na których udało się zrobić życiówkę. Albo gdzie pogoda dała w kość, względnie trudny teren. Super żarcie albo jakaś nowa albo odnowiona kontuzja lub wesołe wydarzenie grupowe. Słowem - dobre albo złe emocje. O takich biegach opowiada się przy piwku, rozpamiętując co ciekawsze albo bardziej bolesne momenty w gronie znajomych biegaczy :)

Dla części startujących, takimi zawodami z pewnością będą Ultra Mazury, w których, poza najdłuższym dystansem, na pozostałych mieliśmy swoich ludzi. I od tego biegu zaczynamy relację, ponieważ punkt 6.00 rano w sobotę, na trasę ruszył Rafał Nojman (dystans 70 km). Równo z parkrunem wystartowała ekipa U30 (37 km), godzinę później linię startu przekroczyli biegacze startujący na dystansie U10.

Skoro Rafał rozpoczął, to od niego zacznijmy :) Przeczytajcie, a kto wie, czy nie przyjdzie Wam na myśl takie szaleństwo, jak zapisanie się na U70 :): “Ultra Mazury 70 km. Bieg jak bieg ale jakie boskie jedzenie serwowane dla biegaczy w nieograniczonych ilościach dzień przed biegiem jak i po biegu. Dla tego jedzenia przygotowanego przez kucharzy hotelu Anders warto wystartować w tym biegu. Trasa podobno malownicza, ciężko mi się do tego odnieść bo kto biega ultra wie że głównie patrzy się gdzie nogę postawić i na oznaczenia trasy. Już po 2 km grupa ok 7 osobowych dzików wyrwała do przodu jakby ten bieg był co najmniej na 50 km. Ja zostałem w drugiej 5 osobowej grupie i tak razem na luzie dociągnęliśmy do pierwszego paśnika na 9 km. Niestety okazało się że jest na nim gorzka czekolada grupa poleciała A ja na chwilkę przystanąłem przy tym źródle magnezu. Nie wiem czyj to był pomysł tak drobno połamać ten przysmak ale udało mi się w miarę szybko opanować i ruszyć dalej na trasę z garścią czekolady. Następne kilometry pokonywałem głównie sam spokojnie pilnują oznaczenia trasy i tempa ok 5:00 na km. Jednocześnie zastanawiałem się czy na każdym punkcie będzie czekolada. Na 25 km dotarłem do drugiego paśnika gdzie spotkałem większą grupę  biegaczy z u100 i u 70. Nie chcąc tracić czasu wziąłem kilka bananów i poleciałem dalej. O dziwo nie miałem ochoty już na czekoladę. Na ok 32 km pojawił się problem z GPS w zegarku i niestety do końca biegu praktycznie nie wiedziałem w jakim tempie biegnę i ile km zostało do kolejnego paśnika i do mety. Trzeci punkt z jedzeniem to szybkie banany i pomarańcze w rękę i lecę dalej. Już wiedziałem że jest dobrze bo rok temu tutaj zaczęło się moje umieranie na trasie. Pomiędzy 3 a 4 punktem żywieniowych w zasadzie nic ciekawego się nie działo jakieś górki jakieś błoto co jaki czas mijany biegacz lub grzybiarz no i w końcu dobiegłem do upragnionego paśnika numer 4. Czekałem na ten punkt bo wiedziałem że są na nim bułeczki A ja miałem już dosyć słodkiego. Bułka w rękę i lecę dalej. I znów nie ma co opisywać: błoto - górka - kolejna górka - grzybiarz - biegacz aż w końcu dotarłem do ostatniego punktu gdzie spotkałem uśmiechniętego Jarka. Szybkie pytanie ile kilometrów zostało do mety, poczęstowałem się kawałkiem czekolady i poleciałem na ostatni 6km odcinek A po nim już upragniona meta wysokie 7 miejsce i superaśny medal ręcznie robiony od Magdy Jędrzejak. Po biegu była przepyszna zupka, lody jak i możliwość skorzystania z sauny czy jacuzzi. Warto iść po takim biegu do jacuzzi bo można posłuchać wielu ciekawych historii z biegu. Oczywiście jak już przyjechałem to chętnie zostałem do dekoracji gdzie dodatkowo przewidziano super wypasione jedzonko. Ogólnie Ultra Mazury będę polecał każdemu kto chce spróbować swoich sił w biegach ultra. Trasa na pewno wymagająca ale skoro pod wszystkie górki podbiegałem więc nie mogła być trudna.” Rafał wykorzystał jedynie połowę z przyznanego mu 12 godzinnego limitu, meldując się na mecie z czasem 6:05:14.

Start na dystansie U30 z pewnością mocno utkwi w pamięci Piotrowi Paltianowi, oto jego relacja: “W piątek odebranie pakietu i głowa zaczęła wariować - po co się na to U30 zapisałeś, biegłeś rok temu, wiesz, że ciężko, do tego nie wiadomo jak kolano.... Ale w sobotę dzielnie razem z resztą drużyny stanąłem na starcie. Pogoda w miarę dobra, chłodek, lekka mżawka, czyli nic tylko biec. W głowie uknułem plan, że lecę w swoim tempie, żeby jak najwięcej przebiec, zanim zacznie się kryzys z kolanem. Do 25 km szło całkiem fajnie, nawet pojawiła się myśl, że powinienem skończyć w coś około 4h. Niestety na 27 km kolano się "zbuntowało" i zaczęły się schody.  Do tego na 33 km złapał mnie skurcz i ostatnie kilometry to była niezła walka. Ale się udało, czas lepszy o 10 min od zeszłorocznego. Do tego na mecie super niespodzianka - wykonany osobiście przez Panią Sekretarz spersonalizowany medal i piwko /za które mam wyrzuty sumienia, bo myślałem, że jest darmigo, a trzeba je było zakupić..... muszę pomyśleć o jakimś fajnym rewanżu ;) / Do tego wegańskie ciastka Marcina, wesołe twarze całej drużyny i wymoczenie zmęczonych nóg w jeziorku - czego chcieć więcej.... Reasumując - muszę bardziej zadbać o swoje giczały i za rok powalczyć biegowo na całym dystansie. Dziękuję wszystkim wspólne spotkanie,  za miłe słowa /Asia Palowska mnie na 21km opiętroliła, że za szybko biegnę, a mogła chociaż lodzika zaproponować ;) / i za uśmiech na mecie. Specjalny szacun należy się Magdzie, za medale, przyjazd z Gdańska i doping na ostatnich metrach no i za tego browara :) Dziękuję całej drużynie, bez Was nie myślałbym już o kolejnym U30 :)

O swoich wrażeniach opowiedziała też Basia Berdecka - Niewdzięczna, chociaż w tajemnicy zdradzę, że niech żałuje ten, kto nie słyszał wersji “nieocenzurowanej” :): “W sobotę wybrałam się na Ultra Mazury z nastawieniem - co ma być to będzie. Po dojechaniu od razu gęba się uśmiechnęła jak zobaczyłam naszych wariatów.  Ale nadszedł czas startu i od początku do końca biegłam z Marcin Cinek. Wspieraliśmy się nawzajem i motywowaliśmy. Były pogadanki i czasami słowa niecenzuralne jak to przy podejściach bywa :). Dobiegliśmy cali i zmęczeni ale daliśmy radę. Jestem bardzo dumna z Cinka że przy kłopotach kontuzyjnych dał radę. A najbardziej ucieszył mnie medal od naszej kochanej Madzi z fejsbuka” Wspomnę tylko, że Basia z Marcinem pojawili się na mecie w czasie 4:49:57 (dystans U30).

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

Kto nie miał fantazji pohasać po tych opisanych wyżej błotnistych górkach, tradycyjnie udał się do Parku Centralnego, bo przecież jeśli jest sobota, to jest i parkrun.

#101 Parkrun Olsztyn z frekwencją identyczną, jak 99, czyli spokój i rodzinna atmosfera, na trasie jedynie trzech naszych ludzi:

Klik! I są wyniki :)

Pod nieobecność koordynatora lokalizacji Jarka, który udzielał się we wspomnianych wyżej Starych Jabłonkach, stery ponownie przejął Mirek Mikita i opowiedział nam, jak to wyglądało z jego punktu widzenia: “Parkrun nr 101 jak zwykle w sobotę o 9.Koordynator...czyli ja..i Mariuszeczek...czyli odpowiedzialny za oznaczenie trasy...od 8 rano czekaliśmy na sprzęt, który przechowuje nam zaprzyjaźnione muzeum. Problem jest tylko jeden..notoryczne spóźnianie się ludzi którzy tam pracują. W związku z tym trasa dzisiaj została oznaczona w bardzo oszczędny sposób.Strzałki miały po 10 cm..ale widać i to wystarczyło bo nikt nie pobłądził. 32 osoby stawiły się na starcie...i patrząc na stoper i kolejnych zawodników mijających metę byłem w szoku..Ludzie chyba dzisiaj się gdzieś spieszyli bo wyniki były rewelacyjne. W 35 min mieliśmy zakończony bieg..po 10 min posprzątaliśmy i to był finał. No i wszystko by było rewelacyjnie...gdyby nie wiadomość od jednego uczestnika. Po wgraniu wszystkich wyników i ukazaniu się ich w necie...okazało się, że jakimś cudem wszyscy mają czasy - 15 sek...Jak to się stało...nie wiem do dziś. Wyniki oczywiście będą poprawione...i życiówki niestety anulowane. Trudno....Kończąc poinformuję tylko,że kolejny raz Są Wolniejsi byli wolo w 100% składu osobowego.”

Jedną z trzech osób, która reprezentowała “Są Wolniejszych” na trasie, była Ewa Chećko: “Mieliśmy być rodzinnie wolontariuszami, ale zostałam bezrobotna... Finalnie Kuba zajął się tokenami, Jadzilla dopingowaniem i oprawą artystyczną (puszczanie baniek) oraz szeroko pojętą pomocą w ogarnianiu, a ja pobiegłam towarzysko z Małgosią [Smolińską]; czas: 28:01.

Jak wspomniał Mirek, jedną z osób pomagających, ale także biegnących, był Mariusz Witkowski (ten co ma najdłuższy jęzor): “W sumie to nie ma się czym chwalić, od dłuższego nie biorę udziału w komercyjnych biegach, dlatego kiedy  mogę to uskuteczniam parkrun. Raz biegam go trochę szybciej, innym razem wolniej ale zawsze to fun i fajna zabawa. Ta 101 edycja parkrunowego biegu była dodatkowo godna udziału ponieważ to ostatnia szansa aby pokonać parkrun po starej trasie, ponieważ jego kolejna 102 edycja będzie prowadziła już nowo wytyczoną estakadą wzdłuż Łyny. Frekwencja znośna - 32 osoby, mimo, że sobota to udział dużej liczby biegaczy  imprezie organizowanej w Starych Jabłonkach - Ultra Mazury. 

Jarek-prekursor, pomysłodawca i pierwszy koordynator brał udział jako wolontariusz w Ultra Mazury, dlatego Mirek już  po raz n-ty pełnił tę ważną funkcję. Na jego apel o pomoc w organizacji parkrunu odpowiedziało szereg osób, w tym oczywiście większość z naszej drużyny.  Aneta, Jadzilla, Jakub zabezpieczali pakrun pod względem organizacyjnym a o oprawę medialną wydarzenia zadbała Ela. Ja również miałem swój skromny udział w organizacji parkrunu: po raz kolejny oznaczyłem trasę, dodatkowo pomogłem Mirkowi rozłożyć i zwinąć sprzęt. Parkrun zawsze daje mi motywację do zwleczenia czterech liter z posłania, nie koniecznie tylko po to aby się ruszyć i pobiegać ale przede wszystkim spotkać pozytywnych wariatów z naszego teamu.

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

Przypuszczam, że również zawody niedzielne pozostaną w pamięci uczestników, choćby ze względu na sukces w postaci zajętego przez drużynę III miejsca na zawodach Człowiek z Żelaza IV - Dzika Moc (bieg 15  km) rozgrywanych w Swobodnej k. Dobrego Miasta. Poza biegiem głównym rozgrywane były również inne konkurencje, jak NW i biegi na krótszych dystansach dla młodszych uczestników, w których wzięli udział nasi sympatycy.

Oto relacja Ewy Chećko: “Przy łaskawej pogodzie (piękne słońce i troszkę ciepełka!) i w pięknej okolicy odbyły się po raz czwarty zawody "Człowiek z Żelaza". Naszą drużynę reprezentował mocny skład: Ela, Monika, Mirek, Marek i Piotr, a wśród dzieciaków: Pola i Jadzilla. Kuba gościnnie dołączył do jednego z dobromiejskich teamów nordicowców. Trudna, piętnasto kilometrowa trasa o zróżnicowanym profilu prowadziła wokół jeziora Limajno i było to wyzwanie dla prawdziwych twardzieli. Finalnie, Monika zajęła 3 miejsce Open K, Ela i Piotr wskoczyli na pudło w swoich kategoriach wiekowych, a "Są Wolniejsi" jako drużyna zajęli 3 miejsce. Kuba był 3 wśród nordicowców, tym samym pieczętując swoje zwycięstwo w VI Grand Prix Warmii (biegaczy czeka jeszcze Bieg Niepodległości). Dzieciaki świetnie radziły sobie w swoich, bardzo mocno obsadzonych kategoriach wiekowych. Grzybów w okolicznym lesie nie znalazłam…


Biorący, udział w biegu głównym Mirek Mikita, tak wspomina swój start: “Bieg potraktowałem jako spokojne wybieganie. Nie biegłem na max...raczej spokojnie i równo. Przed startem cennych wskazówek udzielił nam Rafał Nojman...jak się okazało bardzo się przydały. Pierwsze 5 km to spore górki i ciężkie podbiegi( profil trasy na zdjęciu). Później już różnie...raz z górki...raz pod. Reasumując...trasa wymagająca ale do zaliczenia. Jako drużyna załapaliśmy się na pudło w klasyfikacji drużynowej. Jest powód do radości. A ja tradycyjnie zrobiłem rekord życiowy na 15 km (01:30:31) Nie będzie mi dane go pobić za rok...bo z uwagi na brak sponsorów org nie będzie organizował biegu. Szkoda…

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

I to już koniec i bomba!

A kto nie przesłał formularzem relacji, ten trąba!

Ostatnio zmienianyśroda, 16 październik 2019 09:42

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.