Cisza, spokój, parkruny...

Weekend nagrobkowy z urzędu nie będzie obfitował w okazję do pobiegania na zawodach, zatem fajnie, że mamy parkruny - kto chce się pościgać, kto chce pomaszerować, kto chce potruchtać wspólnie z grupą równie ześwirowanych znajomych, ten wstaje z budzikiem, zamiast wylegiwać się w wyrze i spać do wygnicia oczu i leci na start. W Gdyni, w Olsztynie, w Katowicach - w 71 miastach w Polsce.

Nie bez przyczyny wymieniliśmy te lokalizacje, bowiem tam właśnie biegali nasi przedstawiciele i przedstawicielki.

Linki do rezultatów:

  1. Olsztyn --> TU
  2. Gdynia --> TU
  3. Katowice --> TU

Kilka osób postanowiło podzielić się wrażeniami z udziału w spotkaniach, zatem jedziemy z koksem i na pierwszy ogień wrzucamy sprawozdania z naszej macierzystej lokalizacji :)

Mirek Mikita doniósł na siebie i kolegów :) 

Sobotni poranek to oczywista oczywistość...Parkrun. Nie ma złej pogody. Na naszych sobotnich spotkaniach zawsze jest wesoło i pogodnie. Dzisiaj dla odmiany padał lekki deszczyk. No ale nie zawsze może być słońce i upał. Pomimo niesprzyjającej aury dwóch twardzieli wystąpiło w krótkich gaciach...inni mieli już rękawiczki i oczywiście długie skarpety. Bieg tradycyjnie..nie był ani krótki ani długi...ot 5 km. Stawka rozciągnęła się tradycyjnie...a Mariusz Brzeziński biegał raz z jedną grupką raz z drugą. Skakał po trasie jak kozica twierdząc, że ma sporo czasu i nigdzie mu się nie spieszy. I tak skacząc, biegnąc i żartując dobiegliśmy do mety, gdzie czekało na nas brownie z batatów upieczone przez Faziego. Po wspólnym grupowym zdjęciu okazało się, że w dzisiejszym biegu z naszej strony udział wzięli sami faceci. Brakowało nam jakiejś pięknej damy do zdjęcia. Może za tydzień...Z obywatelskiego obowiązku donoszę,że Tomek Hermann zaliczył 50 bieg Parkrunowy. Gratulacje!!!

Warto wspomnieć, że Mirek wystąpił tradycyjnie w roli podwójnej, pomagając również w organizacji biegu. I teraz cieszy się piękną fioletową koszulką otrzymaną za 25 wolontariatów :)

W podwójnej roli, a w zasadzie potrójnej - uczestnika, wolontariusza i donosiciela - wystąpił Piotr “Fazi” Paltian:

Po tygodniowej absencji związanej z wolontariatem na jesiennej edycji Warnelandu czas było pojawić się w olsztyńskim Parku Centralnym. Pogoda od samego rana nie nastrajała optymistycznie i im bliżej było biegu tym coraz mniej mi się chciało. Jeszcze sam wyjazd do Olsztyna i oznaczenie parkrunowej trasy przebiegło w optymistycznym nastroju, jednak potem głowa zaczęła "świrować", motywacja spadała z minuty na minutę. No ale nastąpiła "wiekopomna chwila" i o 9:00 start. Całe szczęście, że prawie cała trasę przebiegłem w towarzystwie dwóch Mariuszów i Mirka, ostatni kilometr pobiegłem jednak szybciej bo już tak mi się biec nie chciało, że jak najszybciej próbowałem zakończyć tę "mordęgę",  Mirek też chyba miał dosyć tego biegania, bo na ostatnich 500 m pomknął jak strzała :) Mogę jeszcze tylko dodać, że dostarczyłem na bieg wegańskie brownie z batatów - na temat jakości ciasta nie wypada mi się wypowiadać ;) Za tydzień urodziny Olsztyńskiego Parkrunu - będzie się działo!

Swoje jedno zdanie - ale za to wielokrotnie złożone - dołożył (i doniósł) Mariusz Witkowski:

Wielokrotnie pisałem, że na razie mam przesyt zawodami dlatego uczestniczę tylko w biegach charytatywnych i darmowych. Dlatego jak tylko obowiązki pozwalają to - zawsze Parkrun. Tym bardziej, że na miejsce startu mam albo 5:30min, 4:30min a jak mi się chce to nawet 4:10min :).

Ten parkrun był urodzinowy ale bez hucznych obchodów, które z wiadomych względów zostały przełożone na jego kolejną - 108 edycję. Wtedy właśnie będziemy świętowali 2 lata od kiedy spotykamy się w olsztyńskim Parku Centralnym.

Sobotnia edycja Parkrunu okazała się zimna, nawet ja który lubię lansować się  na Facebookach i innych internetach zamieszczając moje zdjęcia w zimowej scenerii przy  minus 8 stopniach w stroju "na krótko" - przyznaję się zmarzłem.

Oczywiście mrozu jako takiego nie było ale temperatura oscylująca w okolicach 4°C, zimny wiatr i zacinający deszcz potęgowały dyskomfort cieplny.

Tutaj jednak zaobserwowaliśmy przewrotność biegaczy, czyli frekwencja była odwrotnie proporcjonalna do warunków atmosferycznych. Na linii startu odliczyło się aż 60 osób z czego aż 9 osób reprezentowało nasze barwy a  nawet można by się pokusić o wymienienie 10 osoby, ponieważ Andrzej Kowalczyk też biegł, tylko bojąc się wykluczenia społecznego i drużynowego z owadziego teamu, którego również jest członkiem (tak, tak nasz Statut dopuszcza bycie podwójnym agentem) nie przedstawił tokena do skanowania na mecie ale był i...mimo, że brzydzę się donosicielstwem to zdjęcia z jego parkunowego truchtu zostały przesłane do Pawła P. 

Niestety potwierdziło się, że kobiety to słaba płeć ponieważ w Parkrunie brali udział tylko... ludzie z Są Wolniejsi (hihi).

Sam bieg, cóż jak powiedziałem, że dziś biegnę wolno to oczywiście moja deklaracja przez Faziego została skwitowana stwierdzeniem w stylu "ta jasne jak zawsze" a.. jednak  pobawiłem się bieganiem, powygłupiałem się i korzystając z tempa konwersacyjnego pogadałem przez całą trasę z Mariuszem, Fazim i Mirkiem. Pozostali z nas też nie nastawiali się na rekordy i potraktowali ten bieg jako wolniejszą przebieżkę - Tomek, Jarek, Jurek i Piotrek Sz. pobiegli trochę szybciej od naszej trójki, natomiast Marcin postanowił jeszcze wolniej od nas delektować się dystansem. 

  • mariusz12mariusz12

Na uwagę tej edycji Parkrunu zasługują dwie rzeczy: pierwsza to: ciekawy, nowy maślany smak ciastek od naszego lokalnego sponsora Piekarni Cymes a raczej ich falliczny kształt a druga to pyszne wegańskie brownie autorstwa Faziego. (jak nie widział to zżarłem 4 kawałki).

Oprócz biegania też pomagaliśmy przy organizacji - Fazi wykonywał, już etatowo przypisaną mu fuchę oznaczającego trasę, ja i Mirek rozstawiliśmy parkrunową infrastrukturę i... jeszcze nie chwaląc się, nasza trójca była pacemakerami dla koleżanki biegowej, która debiutowała w parkrunie.”

Z tym udziałem kobiet i płcią słabą… machamy ręką bo mimo że w Olsztynie po męsku, w pozostałych dwóch lokalizacjach przedstawicielstwo 100% żeńskie.

  • magda11magda11

Tradycyjnie w Gdyni pobiegłam ja - piszący relację Sekretarz (znana jako Magda z Fejsbuka). Chociaż “tradycyjnie” - w kontekście faktu, że ostatnio w Gdyni biegłam w sierpniu, jest chyba nadużyciem. W każdym razie pobiegłam z przyjemnością, bo wolontariatami się trochę przejadłam, i to był 139 raz na parkrunie :). Tempo w kontekście wszystkich biegaczy galaktyki raczej wolne, ale jednak szybsze od marszu, bo mi się spieszyło na pociąg do Olsztyna. Podobnie, jak w Olsztynie, w Gdyni frekwencja również dopisała - ostatnie tygodnie średnio koło setki, w sobotę - “przyzwoite” 141. Było super - jak zawsze zresztą :) I mam nadzieję że przyjdzie taki moment, że na Bulwarze Nadmorskim nie będę jedyną przedstawicielką “Są Wolniejszych” :) 

I tym optymistycznym akcentem kończymy relację z ostatniego weekendu :) Kolejny - długi - zapewne obfitować będzie w biegi z okazji rocznicy odzyskania Niepodległości, pozostaje mieć nadzieję, że uczestnicy podzielą się wrażeniami z naszymi wiernymi i okazjonalnymi czytelnikami.



Ostatnio zmienianyśroda, 27 listopad 2019 22:17

113 komentarzy

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.