Biegowy Trójpak

Ostatnią w listopadzie relację możemy skwitować krótko - listopadzicy się nie dajemy i biegamy, kiedy i gdzie tylko można. A że w weekend mieliśmy “na własnym podwórku” sporo okazji, to nie dziwi fakt, że znaleźli się wśród nas tacy, którzy tytułowy “Trójpak biegowy” popełnili w całości, a tym, którym było najzimniej, biegali najszybciej, załapując się na pudło.

Przejdźmy jednak do rzeczy. Wyjątkowo drużyna o 9 rano zebrała się na jednym jedynym parkrunie, oczywiście w Olsztynie.

Wyniki: TU

Królem parkruna został Tomek Hermann, który na metę dobiegł jako pierwszy. Nie jest to pierwsze zwycięstwo naszego zawodnika; wcześniej dwukrotnie na najwyższym podium stawał Rafał Nojman oraz Ewa Chećko jak również - Agata Lecewicz oraz - jeszcze nie w naszych barwach - Marcin Dębowski.

A teraz taka dygresja redaktorki: jeśli jest się w szczęśliwej sytuacji redagowania tego biuletynu i ma się wcześniejszy dostęp do relacji pisanych przez uczestniczki i uczestników, ma się ten komfort, że parsknięcie śmiechem i oplucie kawą ekranu komputera następuje w domowym zaciszu,kiedy większość potencjalnych czytelników szykuje się do pracy bądź zdążyła z niej wrócić. Lektura opisów takich, jak ten poniżej, autorstwa Mariusza Witkowskiego, nastraja pozytywnie na co najmniej 12 godzin:

“W biegowym świecie popularne są memy, których przesłaniem jest prześmiewcze pytanie „na ile kilometrów jest ten maraton”? Każdy biegacz wie, że maraton to dystans 42 kilometrów i 195 metrów a to pytanie jest swoistym przytykiem dla osób, które znają sport  tylko z telewizji a ich jedyną aktywnością jest spacer do sklepu po papierosy czy piwo. Dodatkowo to retoryczne pytanie zadawane jest przez samych biegaczy w swoim środowisku, co świadczy o dystansie do siebie tej grupy społecznej. Ale czy pytanie jest do końca niedorzeczne w stosunku do innych dystansów?  No bo jeśli używamy określenia tylko nazw zawodów: typu maraton i półmaraton to problemy z określeniem dystansu będą mieć na pewno kanapowcy.

Po powyższych dywagacjach czas postawić również przewrotne pytanie odnośnie dystansu Parkrunu. Mimo, że na stronie internetowej wydarzenia widnieje jak przysłowiowy wół opis: „Parkrun to bieg na dystansie 5 kilometrów z pomiarem czasu organizowany co tydzień przez cały rok”, to … dlaczego dystans parkrun w moim wykonaniu miał 10 km?

Zanim jednak złożę oficjalną reklamację do „parkrunświat”  to poddam pod ocenę innym zasadność mojego protestu.

Oczywiście najpierw wyświechtany slogan typu – „jak sobota to tylko do .. Parku Centralnego w Olsztynie”.. lub do innych pozostałych 70 lokalizacji w kraju albo  w świat, gdzie możemy wybrać jedną z 5 000 innych lokalizacji.

Jak mantrę powtarzam, że od dłuższego czasu nie biegam w zawodach dla medali, stąd między innymi moja decyzja aby mój mały medalowy dorobek wystawić na licytację i w ten sposób wspomóc Fundację Przyszłość dla dzieci, udało się i zwycięzca aukcji zasilił konto fundacji wylicytowaną kwotą. 

Wracając do  parkrunu to zawsze staram się brać w nim udział a odległość lokalizacji biegu od mojego miejsca zamieszkania daje mi ten komfort, że jak wstanę o godz. 8:55 to i tak zdążę na start. Dlatego i w tę sobotę postanowiłem odwiedzić olsztyński Park Centralny. Oczywiście wstałem dużo wcześniej, odpaliłem naszego grupowego Messengera co utwierdziło mnie, że na parkrun warto a nawet trzeba przybyć i wspomóc Jarka i Mirka przy wolontariacie. Jako, że ze względów na nawał pracy ostatni mój tydzień biegowy to praktycznie brak kilometrażu to chętnie przystałem na fuchę „oznaczacza” trasy. Tutaj również delikatna dygresja, w formie pytania: czy internetowe reklamy dobierane są z jakiegoś klucza pod konkretną grupę docelową?

Ja nie mam wątpliwości, że są wyświetlane pod konkretny target, bo niby dlaczego mi akurat pojawiają się pop-upy reklamujące aparaty słuchowe?  Dlatego nie jest dziwne, że jak zadałem pytanie czy oznaczyć całą trasę i na odpowiedź Mirka, która brzmiała „nie tylko do mostu”, moje uszy przetworzyły na:  „pewnie, że całą, nie ma miękkiej gry”. Tak, też uczyniłem, dając przy okazji upust mojemu kunsztowi malarskiemu i fantazji literackiej – stąd napisy w stylu „jaka jest najlepsza drużyna w Olsztynie i dlaczego to team SĄ WOLNIEJSI”. Oczywiście po oznaczeniu trasy, pobiegłem ją jeszcze raz, oficjalnie o godz. 9:00, już ze wszystkimi. Chyba dlatego zegarek pokazał mi 10 km, wobec powyższego wstrzymam się ze złożeniem protestu do centrali parkrunu z obawy, że nie koniecznie mogą mi uznać to jako błąd pomiaru zawiniony przez organizatorów. 

Co do samego biegu to 110 edycja olsztyńskiego parkrunu była bardzo kameralna, przede wszystkim z względu na fakt, że w tę sobotę odbywał się City trail  i część biegaczy postanowiła wziąć udział tylko w nim. Na starcie parkrunowego biegu stawiło się tylko 33 zawodników.

Szkoda, że nie zmobilizowałem się do szybszego biegu bo … byłbym drugi raz w mojej historii biegów drugi.  Ale za to nasz zawodnik Tomek Hermann postanowił biec po miejsce i… przybiegł przed 32 pozostałymi biegaczami. Nie ma chyba parkrunu w którym nasza drużyna nie zaznaczyłaby swojej obecności. Tak było i tym razem, co piąty uczestnik parkrunu to biegacz z naszego teamu. Część z nas występowała w podwójnej roli czyli wolontariusz-biegacz a niektórzy ze względu na konieczność piastowanej funkcji, tak jak Marcin Dębowski (skaner) musieli zadowolić się tylko wolontariatem. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że specjalnie na parkrun z dalekiego zamorskiego kraju przybyła JWP Sekretarz, która zupełnie przez pomyłkę sprzedała się komercyjnej hucpie biorąc udział również w City trailu.

Niektórzy za niską frekwencję parkrunowego wydarzenia winią niesprzyjające warunki atmosferyczne. Oczywiście dementuję tę pogłoskę ponieważ odczuwalna temperatura w postaci  - 5 °C nie była wcale dokuczliwa. Świadczą o tym stroje sportowe dwóch „mądrych inaczej” zawodników z naszej drużyny. Jeden z nich postanowił pobiec w krótkich spodenkach a drugi … całkowicie „na krótko”. Ze względu na RODO nie podaję ich danych personalnych ale donoszę że zajęli oni kolejno 4 i 11 miejsce open.

Oczywiście jak to na parkrunie, tam gdzie nasza drużyna tam dobra zabawa czyt. „pozytywna głupawka”. Tak było i tym razem, mimo tego że frekwencja była średnia to za to humory DUŻE, co  zresztą doskonale widać to na zdjęciach.”

Inaczej niż JW Wiceprezes, niektórzy z nas za komercyjnymi hucpami przepadają, w każdym razie - nie stronią od nich :) Jedną z takich osób jest Mirek Mikita, który, podobnie jak kilku innych wariatów, wziął udział zarówno w parkrunie, jak i w popularnym “Citku”. Ale nie uprzedzajmy faktów:

Za oknem - 2 trzeba szukać rękawiczek i ciepłych skarpetek. Ale nie ma co przesadzać..nie jest jeszcze zimno...tylko trochę zimno. Sobotni Parkrun miałem potraktować luźno bo później jeszcze kolejny bieg z cyklu City Trail. Oczywiście wyszło jak wyszło. Chłodek sprawił,że chciałem jak najszybciej przybiec i założyć coś ciepłego na grzbiet. Na mecie jak zwykle ciastki i gorąca herbata. Szybkie ogarnięcie całego parkrunowego majdanu i  w drogę...cdn

Na olsztyński parkrun zawitałam i ja (znaczy Magda z Fejsbuka), bo nie wyobrażam sobie innego rozpoczęcia soboty, o ile oczywiście nie biegam czegoś innego. Po raz pierwszy przemierzyłam nową trasę a ogółem to trzeci wariant pr Olsztyn, który zaliczam. Bardzo dobrze się biegło, trasa obecnie jest bardziej podobna do gdyńskiej, tylko rzeka zamiast morza. Ale nie można mieć wszystkiego. Miało być slow, bo za dwie godziny City Trail, ale koniec końców wyszło tak, że zrobiłam najlepszy czas w lokalizacji. W sumie nie wiem po co, bo można było się podelektować albo pooglądać widoki. Ale nie było z kim gadać no i zimno, to leciałam. Tyle.

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

Ledwo co się człowiek ogarnął, trzeba było pędzić nad jezioro Długie, gdzie znajdował się start i meta II biegu z cyklu CityTrail

Jedni koszulkę zmienili, inni nie. Mirek Mikita zmienił, i przynajmniej będzie wiedział, które zdjęcia są z którego biegu: “cd...szybka zmiana koszulki...czapka na głowę i nad J.Długie...kolejny sobotni start. Miałem jechać do Szczytna na otwarcie sezonu morsowego ale zostałem w Olsztynie z drużyną.

  • city112019olsztyncity112019olsztyn

Zebrała się nas spora grupka...i Ci co parkrunowali...i Ci co zdecydowali się wstać później i pobiec. Grzesiek pojawił się i robił zdjęcia. Brawa dla niego...bo zimno dawało się we znaki. Bieg jak bieg..wystartowali i finiszowali...Nic wielkiego. Ja potraktowałem start jako spokojne wybieganie i dobrze, bo miałem czas na pogaduchy z Agatą.Spokojnym tempem i dobrym finiszem wpadliśmy prawie razem na metę. Zadziwia ilość uczestników..480..fajnie...ale czemu na Parkrunie nie możemy dobić do 100? Magia medalu? Bo dają buty do testowania? Dziwne te olsztyńskie biegacze...dziwne..cdn

Skoro Mirek wspomina o pojawieniu się Grześka Grabowskiego, jest to właściwy moment na zaproszenie Was, szanowni czytelnicy, do obejrzenia foto- i wideorelacji jego autorstwa: TU KLIKNIJ!

Na filmie uwieczniona została również walka Jadzilli. Do dziś nie zagadką pozostaje, w jaki sposób, omal nie zostając stratowaną po upadku zaraz po starcie, wyprzedziła znacznie wszystkich uczestników i dobiegła jako pierwsza do mety. Zresztą poczytajcie relację Ewy Chećko, mamy  Jadzilli:

Drugie zawody w tegorocznym cyklu City Trail odbyły się w piękny, słoneczny i zimny poranek. Jak zawsze pierwsze pobiegły dzieciaki, a wśród nich Jadzilla w kategorii D2 (8-9 lat, 600 m). Po upadku kilkadziesiąt metrów za linią startu musiała się mocno napracować by biegnąc z obdartymi kolanami dogonić konkurentki i... wygrała. Ja natomiast mając w perspektywie podróż tuż po zakończeniu biegu, postanowiłam potraktować "citka" jako wydarzenie rekreacyjno-towarzyskie. Fajnie się tuptało przez las w miłym towarzystwie, rozmawiając o rzeczach różnych :-) Bardzo przyjemny początek intensywnego weekendu!

I ja (Magda) też tam byłam, ale “tą razą” - po mojemu, moim ulubionym tempem 7:05 min / km - idealne do podziwiania krajobrazów i listopadowego lasu. Tym, którym zdarza się marudzić na trasę - że trudna czy tam wymagająca, polecam wycieczkę na edycję Trójmiejską. Ja z niej “uciekam” na łatwiejszą i przyjemniejszą trasę, czyli właśnie do Olsztyna. W sumie żałowałam, że bieg nie 10 km i tak szybko się kończy. Równym tempem pokonałam trasę 5 km, podbiegałam górki, wyprzedzając biegaczy z mojej “fali startowej”, bo oni wchodzili. Z Są Wolniejszych byłam najwolniejsza ale pod koniec, chwilę przed mostem wybiegł mi na przeciw Marcin Waszkiewicz, więc porzuciłam pomysł wydłużenia trasy i zameldowałam się na mecie

WynikiTU

Komu nie chciało się w niedzielny poranek wylegiwać w łóżku do zgnicia oczu, miał okazję rozpracować połówkę albo ćwiarteczkę w Stawigudzie. I bynajmniej nie mam na myśli napoju wyskokowo - wzmacniającego kozaczenie a… bieganie w ramach I Stawiguda Półmaraton - dystans pół i ćwierć maratonu. Taka niespodzianka. Wśród takich wariatów były osoby, które ogarnęły cały weekendowy trójpak. Jedną z nich jest Mirek Mikita

cd..weekendowe szaleństwo biegowe zakończyłem w Stawigudzie. Start jako kolejne treningowe spokojne wybieganie bez ścigania się na trasie. Kolejny dzień z mrozikiem. Zaskoczyły mnie zwrotne numery startowe...plastikowy medal..Człowiek na każdych zawodach uczy się czegoś nowego. Pomimo zimna na starcie 190 osób. Na trasę ruszyli wszyscy...bo bieg rozgrywany był na dystansie półmaratonu...10 km+ i NW..Też dziwne...ale co tam..Ruszyli..Pierwsze 2 km pobiegłem szybciej...bo musiałem się rozgrzać..kolejne już w założonym tempie...czyli spokojnie. Miałem czas na przyglądanie się gdzie biegnę...a trasa fajna. Sporo podbiegów...cały czas las. Na 5 km woda do picia...zimna jak z wiejskiej studni i Ela robiąca foty. Jak zwykle finisz z dociśnięciem. Na mecie opisany wcześniej kawałek plastiku...i pyszna kiełbasa, którą każdy musiał sobie upiec w ognisku.Gorąca herbata...i zbiórka na morsowanie. Przyjechaliśmy w 5 wracaliśmy we 3. Ela na trasie jeszcze robiła zdjęcia...Piotrek został...bo zwęszył  pudło. Pojechaliśmy nad Ukiel zamoczyć dupska...no i okazało się,że to było najszybsze moczenie jakie pamiętam. Już jak szedłem na plaże to było mi zimno...po wejściu do wody nie odczuwałem przyjemności...tylko przeszywające zimno...brrrr. Wytrzymaliśmy 3 min i szybkie suszonko i ubieranie kolejnych warstw suchych ciuchów. Nie wejdę już nigdy do wody wychłodzony..Nie ma radości i tym bardziej przyjemności. Reasumując..weekend.. 3 biegi, morsowanie, spotkanie z przyjaciółmi i znajomymi..to lubię!!!!

Nie tylko Ela robiła zdjęcia. Ponownie obecny na trasie był Grzesiek Grabowski: “Kontuzja chwilowo wykluczyła  mnie z biegania więc postanowiłem towarzyszyć biegaczom w sobotę i niedzielę podczas biegów z aparatem, aby uwiecznić ich starty.” Kawał dobrej roboty Grześka obejrzycie w linku:

LINK

Ponieważ ja, sekretarz, byłam jedną z tych świrów, którzy pobiegli ów “trójpak”, dodam dwa zdania od siebie: atmosfera sielska. Biuro zawodów w jakiejś stodole, zwierzaki, płonące ognisko, jakieś sanki rozstawione dookoła tego ogniska - jak się okazało, z nich zrobiono podium :) Tak się trochę, jak zwykle, martwiłam, czy będzie do kogo mordę na trasie otworzyć, wychodzę z toj toja a tam ekipa Slow Jogging Olsztyn. Nooooo, to jesteśmy w domu. Było śmiechowo ale przyznam, że biegłyśmy tak wolno że tak nie do końca się rozgrzałam. No może tak trochę, ale na granicy komfortu termicznego. Mogłam pobiec szybciej ale po co. Najlepsza impreza  jest na końcu, a ja nie mam zwyczaju uciekać z dobrej imprezy. Tak sobie truchtałyśmy do momentu aż trzeba było biec wężykiem, bo zaczęli nas wyprzedzać najszybsi półmaratończycy. I tu wyjdzie ze mnie seksizm i pewnie będzie fala hejtu ale zrobiłyśmy taki quiz - każdego biegacza, który nas omijał, oceniałyśmy pod kątem pośladków oraz łydek - w skali atrakcyjności 1-5. Były “jedynki”, zdarzały się mocne 4 albo 3,5, zdarzyła się i 5/5

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

W każdym razie na 1,5 km przed metą dołączył po raz kolejny Marcin, trzymając w ręku moją bluzę i tak sobie wesoło dobiegliśmy na metę żałując, że tak szybko się skończyło. Tu okazało się, że Tomek Hermann będzie się musiał wspinać na sanki (II Open, II kat. w), podobnie jak Piotrek Szczepaniak (I m kat. w) - obaj zresztą biegli parkrun i citka, więc szacun dla Was, chłopaki.

  • mossmaga2019mossmaga2019

Jednak nie czekaliśmy żeby zobaczyć czy oni spadną z tych sanek czy nie, tylko razem z Mirkiem i Marcinem pojechaliśmy na morsowanie. Odczucia miałam dokładnie takie same jak Mirek, więc nie będę się powtarzać :) 

No i dobrnęliśmy do końca :) To był naprawdę udany weekend! Do następnej razy!!












Ostatnio zmienianyczwartek, 19 grudzień 2019 09:29

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.