A co tam, Panie, dobrego w nowym roku?

"Dobre przypadki zdarzają się zwykle tym, którzy mają wiele optymizmu."

Przyznam, że ostatni czas naprzemiennego odpoczynku i pracy, wcale nie był super dobry. Człowiek zupełnie wypadł z rytmu, w ogóle nie mógł się połapać, jaki jest dzień tygodnia, także po prostu groch z kapustą. Sporo do tego zamieszania dołożyły również parkruny. No bo wiadomo - jest sobota… i każdy wie, jak to leci dalej. A tu co? Parkrun w Nowy Rok, który nie był żadną tam sobotą, tylko środą, a za dwa dni znów. Ja już na serio, stęskniłam się za pięciodniowym tygodniem pracy i dwoma dniami odpoczynku. I tak tydzień po tygodniu, rytmicznie jak krok biegowy. Ale nie ma co marudzić, nie ma co narzekać, trzeba się za robotę brać! Biegane było od samego Nowego Roku więc trzeba to teraz wszystko zebrać w jakąś ładną całość, ozdobić ładnym zdjęciem i puścić w internety!

Tym razem zacznę od siebie [sekretarza]! A to dlatego, że Olsztyn nie mógł. Czego nie mógł? Zrobić parkrunowego dubla. Bo nie ma w najbliższej okolicy jakiejś lokalizacji, do której można szybko dojechać. O co w tym wszystkim chodzi? A no o to, że w dzień Nowego Roku, we wszystkich lokalizacjach może, ale nie musi odbyć się parkrun, mimo, że to nie sobota. Co więcej, wcale nie musi być to godzina 9. Może być 8.30, może być 10.00 albo 10.30. Po co? A żeby można było zaliczyć dwa parkruny w ciągu jednego dnia. I obydwa wliczają się do statystyk! W Trójmieście (i przylegającym Małym Trójmieście) było tak:

  1. 8.30 - parkrun Gdańsk,
  2. 9.00 - parkrun Rumia,
  3. 10.00 - parkrun Gdańsk - Południe,
  4. 10.30 - parkrun Wejherowo,
  5. 10.30 - parkrun Gdynia.

Stąd też sporo osób skorzystało z tej wyjątkowej okazji i stawiło się w pierwszej kolejności w Rumi albo w Gdańsku, po czym udawali się do Gdyni, Wejherowa bądź Gdańska - Południe. Nie dziwne zatem, że na “późniejszych” spotkaniach często zadawanym pytaniem na przywitanie było “a jaką lokalizację biegłeś jako pierwszą” - i udawane zdziwienie, jeśli zmęczony sylwestrową zabawą rozmówca mruczał, że on jeszcze nic nie biegł bo nie był w stanie.

W każdym razie wykorzystując okoliczności - wpierw pobiegłam w Rumii a potem w Gdyni. Oba biegi przegadałam, w Gdyni przyoblekłam truchło w gustowną peruczkę afro i pasujące do niej kolorystycznie boa (które zresztą, pod wpływem potu, zabarwiło mi szyję na kolor sino - trupi). Na oba spotkania przybyłam w towarzystwie Kuby Fedorowicza, który, jak wszystkim wiadomo, sprowadził parkrun do Polski i chwała mu za to! I w ten oto sposób zbliżyłam się szybko do “nieoficjalnego kamienia milowego”, jakim jest 150-ty parkrun. 

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

 

A co się działo w Olsztynie? 19 z 70 uczestników to członkowie lub sympatycy naszego Stowarzyszenia! 
Zresztą sami zobaczcie, oto DOWÓD

Jedną z naszych reprezentantek była Ela Ciećko: “Nowy rok to jak widać nowe postanowienia biegowe. Rozpoczęłam od spontanicznego zapisu po północy na 8 Nocny Półmaraton we Wrocławiu, który będzie 20 czerwca. A jak najlepiej zwiedzać nowe miasta? Oczywiście na biegowo.

Skoro postanowienia już mam, to musiałam pobiec w noworocznej edycji parkrun. Zaskoczyła mnie frekwencja, 70 biegnących osób, to super wynik, ale wiadomo: biegacze nie piją, więc bez problemu wstali pobiegać :D

Trasę olsztyńskiego parkrunu przebiegłam w towarzystwie Moni i rozgadanej Jadzilli, dla której był to bieg "na luzie".

A skoro o Jadzilli mowa, to relację o starcie całej familii, przedstawia Ewa Chećko: “Nowy rok powitany! Dokładnie rok temu Jadzilla debiutowała na parkrunie i spodobał jej się ten sposób na spędzenie pierwszego poranka roku. Tym razem pobiegliśmy leciutko, w pełnym komforcie, z pogaduchami na trasie. Bo najważniejsze było spotkać się z dawno, bo od zeszłego roku, nie widzianymi wariatami z drużyny. A że z niektórymi to było zaledwie kilkanaście godzin wcześniej? Ciiiii…

Podobnie jak Ela, pozytywnie zaskoczony frekwencją był również Mirek Mikita: “Nowy Rok...i wyjątkowo nie jest to sobota...ale pomimo tego jest Parkrun! Na starcie zgromadziło się 70 uczestników...szok. Oczywiście najliczniejszą drużyną byliśmy My..Bieg był spokojny w tempie konwersacyjnym. Nasz najszybszy przedstawiciel zgubił się na trasie...no...sorry...jak można się zgubić w tej lokalizacji?? Wytłumaczeniem może być wypita duża ilość napojów wyskokowych w Sylwestra. Fajnie było zobaczyć się ze wszystkimi w Nowy Rok i złożyć sobie osobiście życzenia. Na koniec wspólna drużynowa fota...oczywiście ze znakiem firmowym..jęzory!!!

Ze  trzy i pół zdania od siebie dołożył też Maciek Piskor: “Bardzo fajnie jest rozpocząć nowy 2020. Przyjechałem na 40 minut przed startem jak zwykle było super. Wynik ? Jak na początek roku nieźle wpisuje się w moje postanowienia na ten rok.”

Oczywiście przedstawiciele naszej ekipy aktywnie uczestniczyli w wolontariacie. Część - jak na przykład Fazi (zwany przez niektórych Piotr Paltian) - tradycyjnie w roli podwójnej: “Dziś kolejny Parkrun, jednak nie taki zwyczajny, do specjalna edycja Noworoczna i tak jak w zeszłym roku, znowu ilość biegnących jak na Olsztyn imponująca /70 osób/. Ale zaczynając od początku to najpierw oznaczenie trasy, też trochę świąteczne, wyrysowaliśmy z Mirkiem parę baloników i fajerwerków :), przy okazji tego biegu wyszło jednak, że trzeba w jeszcze jednym miejscu "maznąć" strzałkę, bo debiutanci mogą mieć problem /sorry Rafał/. A sam bieg - dziś to nie był mój dzień, mimo, że Sylwestra spędziłem grzecznie to jakoś brakowało mi energii - chyba nie zimowa aura zimą źle na mnie wpływa. Czas może tak bardzo nie pokazuje, że ciężko mi się biegło, jednak samopoczucie nie było najlepsze. Grunt, że styczeń dobrze rozpoczęty i oczywiście w gronie najlepszej drużyny biegowej wszechświata. Szczęśliwego Nowego Roku!

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

Grzesiu Grabowski postanowił przejść się po cienkim lodzie na środku głębokiego jeziora :) “W sumie to nie ma się czym chwalić, ale skoro Pani sekretarz każe relacjonować to informuję, że po raz kolejny zameldowałem się z aparatem na dwóch biegach aby zrelacjonować wydarzenia jako fotoreporter.

A tu jego DOROBEK!

Do kolejnej soboty dzieliły nas dwa dni robocze. Jedni odpoczywali, jedni pracowali, inni - fifty - fifty, bo jechali na jakieś zloty morsów. W każdym razie, kiedy większość jeszcze spała albo przestawiała budzik w komórce na drzemkę, mając w perspektywie udział w kolejnym parkunie, nasz kolega Marcin Dębowski wymyślił sobie równie ciekawą rozrywkę na świeżym powietrzu, pod ciekawą nazwą “Ełcka Zmarzlina”: 

  • elckazmarzlina219elckazmarzlina219

W weekend brałem udział w Ełckim Maratonie Pieszym na Orientację Ełcka Zmarzlina 2020. Tegoroczny start zaplanowałem na najkrótszym dystansie 25 km.  Do Ełku pojechaliśmy grupą znajomych już w piątek, odebraliśmy pakiety startowe i spędziliśmy wesoły wieczór. Rano połowa naszej  grupy udała się na start trasy 50K, natomiast ja z żonką oraz resztą spokojnie, po kawce i śniadanku o 9.30 na odprawę trasy 25K. Kilka minut przed startem otrzymaliśmy mapy z naniesionymi punktami do zaliczenia i w drogę. Limit czasu, którego przekroczenie skutkowało dyskwalifikacją, wynosił 4h 15min. Na trasie było wyjątkowo przyjemnie. Fajna pogoda i miła, towarzyska atmosfera. Do mety dotarliśmy po 3h 46 minutach i zostaliśmy sklasyfikowani na miejscach 136 -140 w stawce 231 zawodników co uważam za sukces, ze względu na fakt, że nie biegliśmy tylko maszerowaliśmy. Potem relaks w strefie spa ełckiej pływalni i wieczorna impreza dla uczestników maratonu. W niedzielę po śniadaniu powrót do Olsztyna. 

"Kilka słów refleksji na temat tej imprezy, której organizacje oceniam bardzo wysoko.  To już była 11 edycja i na pewno wybiorę się na kolejną. W pakiecie startowym, który kosztuje 50 zł uczestnicy mają zapewniony nocleg na hali sportowej, darmowe korzystanie z basenu i strefy saun oraz standardowo medal, zdjęcie na ściance i posiłek regeneracyjny na mecie. Dodatkową, największą atrakcją, o której trzeba napisać jest wieczorna impreza dla uczestników z sowicie zastawionym stołem. Ilość pysznego jedzonka i wybór gatunków piwa zadowoli każdego. Impreza zgodnie z planem trwa do 2.00 w nocy, ale o której skończyła się na prawdę tego nie wiem.  Namawiam i zachęcam każdego do uczestnictwa za rok.”

A kto nie był w Ełku, pojawił się na “normalnym” parkrunie. Frekwencja parkrun Olsztyn #118 wróciła do średniej, czyli około 50 osób:

WYNICZKI

Wyjątkowo krótko (jak na swoje możliwości) o tym spotkaniu opowie Mariusz Witkowski: “Brałem udział w dwóch bezsensownych i nic nie wnoszących wydarzeniach biegowych. Jedno wydarzenie to 118 olsztyński parkrun.  Bezsensowność mojego udziału polega na tym, że moje przybycie było bezcelowe. Specjalnie wcześniej wstałem aby wraz z etatowym oznaczaczem  Fazim nakreślić 6451 strzałek dla naszego kolegi, który nie zna zasad biegu nurtu rzeki i nie potrafi poprawnie przebiec trasy parkrunu, napisałem mu nawet przesłanie na kostce brukowej a on… chamsko nie stawił się na biegu. Humoru nie poprawił  mi nawet fakt, że 87,3 % zawodników pozujących do zdjęcia wywaliło ozory.

Kolejna relacja od niezawodnego Mirka Mikity: “Kolejny Parkrun w Nowym Roku...taki normalny, bo w sobotę. Pogoda troszkę odstraszyła uczestników...wiatr i padający deszcz w nocy i rano. Ale podczas biegu tym, którzy przyszli, zaświeciło słoneczko. Bieg jak bieg...w spokojnym konwersacyjnym tempie. Nie było ani za szybko ani za wolno...w sam raz. Pojawiło się sporo debiutantów co bardzo cieszy.Mam nadzieję, w końcu będzie taki bieg kiedy Są Wolniejsi nie będą już potrzebni jako wolo…

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

“A tymczasem w Gdyni…” a nie, przecież ja [sekretarz] nie byłam w Gdyni! Tylko 220 km dalej na zachód, czyli w Kołobrzegu. Na zlocie morsów, który, nawiasem mówiąc, spędziłam zupełnie nie zlotowo. Ale trzeźwa czy mniej, biegane musi być. Tym razem na parkrun Kołobrzeg #225

  • 255parkrunkolobrzeg255parkrunkolobrzeg

To mój trzeci start w tej lokalizacji, poprzednie - równo rok oraz dwa lata temu. Tradycyjnie, na szarym końcu, z koleżanką Kingą, przegadane 5 km. Trasa przypomina gdyńską - też biegnie się wzdłuż morza, jedno okrążenie, mewy, jod, szeroko i płasko. Nic, tylko dzida i na maksa, ale jak już wspomniałam, ja się szybkim bieganiem brzydzę, więc skończyłam tuż za zamykającym stawkę kolegą z Gorzowa. Największą zagadką dla mnie było to, że koordynator mnie rozpoznał, bo pamiętał, że byłam rok wcześniej. Czyli nie ma bezkarnego łobuzowania po Kołobrzegu w charakterze “in-koguto”. No szkoda.

A w niedzielę? Paaaanie! Oni w niedzielę też spać nie mogą tylko latają jak opętani!

Na wycieczkę o wdzięcznej nazwie “½ Maratomu+2”  zaprosił Mariusz Witkowski:

Drugie bezsensowne wydarzenie w którym uczestniczyłem to wycieczka biegowa. Sam już jej tytuł był głupi : ½ Półmaratomu+2 , co to w ogóle za idiotyczna nazwa. 

Dziwne, że w tym wydarzeniu wzięło udział aż 20 osób. Poza tym sama trasa!!! Po co planować trasę jak później organizator ją zmienia, dobrze że chociaż kilometraż się zgadzał – 23. Swoją drogą, nie mógł od razu napisać że to 23 km a nie jakieś głupie wyliczanki wynikające z tytułu wydarzenia zmuszające ludzi do wysiłku. Czy każdy do jasnej cholery musi wiedzieć, że półmaraton to 21km?  Poza tym, nie każdy miał matematykę na poziomie rozszerzonym. Dodatkowo na trasie: zostałem porażony przez elektrycznego pastucha, musiałem wdychać smród z oczyszczalni ścieków, katować oczy tandetnymi sielskimi pocztówkowymi krajobrazami. Nie mówiąc już o lodzie śniegu i mnogości górek. Dodatkowo ten tandetny i odpustowy medal wręczany na mecie i zmuszanie do picia napoju alkoholowego w postaci wina musującego po biegu. Na pewno nigdy więcej nie będę uczestniczył w takim wydarzeniu, nie wiem skąd te ochy i achy w Internetach np. tutajFEJSBUK MARIUSZECZKA. WSTAWIŁ DLA FEJMU

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

Cóż rzec…. My się już do tego przyzwyczailiśmy :) Pierwszy weekend nowego roku za nami! Jak dało się zauważyć, spędzony został bardzo aktywnie i humorem :) I oby taki był cały! Pozdrawiamy!!!

Ostatnio zmienianyczwartek, 30 styczeń 2020 18:54
Więcej w tej kategorii: Zima jest! »

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.