Zimowe przebudzenie

Coś jakby drgnęło, coś ruszyło. Biegają więcej, piszą więcej. Nic, tylko się cieszyć z takich aktywności i nie wnikać w detale. Bo pogoda taka, że nie wiadomo, jak się ustawić. Powinna być zima, śnieg skrzypiący pod butami, mróz a co mamy? Jeden dzień wiosnę, jeden dzień jesień. Ciśnienie to w górę, to w dół. W takim pogodowym roller - coasterze jedną z najlepszych opcji aby nie złapać chandry jest regularne zasilanie głowy endorfinami. Bieganie, czy w ogóle - aktywność fizyczna - będzie najlepszym na to sposobem.

Okazji zwłaszcza do pobiegania, trochę w miniony weekend mieliśmy, zatem przechodzimy do przeglądu - kto, co, gdzie i na ile.

Bieganie zaczęliśmy od piątkowego wieczoru i to dość daleko od Olsztyna - w Mielnie. Tym Mielnie nad morzem. Tam stawiła się pisząca tę relację Sekretarz.

  • mprsmielno08022020mprsmielno08022020

A o co chodzi z tym Mielnem, które przyciąga entuzjastów plażowania latem? A o to, że miasto to znane jest również jako morsowa stolica Polski, z racji odbywającego się tam corocznie od 17 lat Międzynarodowego Zlotu Morsów. Od kilku lat imprezą towarzyszącą są również biegi, które są jedną z licznych konkurencji w ramach “Turnieju Mrozoodpornych”, w których udział biorą kluby morsów. Jako że w klubie, który reprezentowałam, przeważają entuzjaści spacerów, nie miałabym szans w pojedynkę przeciągnąć liny więc biegałam, bo jak wiadomo “bieganie to sport dla ludzi którzy nic innego nie potrafią robić”. W piątek odbyły się “III KLUBOWE MISTRZOSTWA W BIEGU MORSÓW PO PLAŻY - 2,5 KM” brzegiem morza i był on sporym wyzwaniem z kilku przyczyn. Przede wszystkim stanęłam na starcie “zmęczona” podróżą, ale nie tylko to było wyzwaniem. Plażowy piasek nie jest moim ulubionym podłożem do biegania, zwłaszcza gdy jest już ciemno i oślepiają czołówki biegaczy którzy po nawrotce znajdowali się naprzeciwko mnie. W takich okolicznościach dodatkowym utrudnieniem byli zawodnicy, którzy postanowili biec całą trasę trzymając się za ręce. W tych okolicznościach zajęcie 204 na 225 uczestników uznaję za oszałamiający sukces :D 

Do Mielna jeszcze wrócimy, tymczasem tradycyjnie w Olsztynie, punkt 9.00 w Parku Centralnym po raz 123 wystartował Parkrun, z dziewiątką naszych klubowiczów i sympatyków na trasie oraz czterema osobami pomagającymi w organizacji, co daje w sumie 11 osób (w tym dwóch “podwójnych agentów”).

W Y N I C Z K I

Relację zaczniemy od Mirka Mikity, który wyjątkowo wstał z łóżka i pojawił się po to, aby poświęcić swój czas dla innych uczestników, pomagając przy organizacji spotkania: 

“Dzisiejszy Parkrun wyjątkowo w pojedynczej roli...jako wolo. Nie pamiętam już kiedy był ostatni raz jako tylko wolo:). Zawsze pomagam i biegam i to mi pasuje. Ale z trenerem nie ma dyskusji. Zaplanował mi inne 5 km i dodatkowe 15 km...Fajnie było się popatrzeć jaką radość sprawia bieganie. Na mecie wszyscy meldowali się z uśmiechami na twarzy. Były też psiaki, byli debiutanci i było piękne słońce. Nic lepszego nie mogło spotkać tych, którzy stawili się na starcie.

O swoich wrażeniach i roli podwójnej opowiedział również niezastąpiony Mariusz Witkowski:

I… znowu wytarte slogany i stare przebrzmiałe powiedzenia, czyli  jak sobota to Parkrun. To stwierdzenie jest pewne jak śmierć i podatki, tak więc jak kiedyś nie będzie Parkrunu to odwołają sobotę i tydzień ulegnie skróceniu do  sześciu dni. 

Tylko dlaczego ma być skracany kosztem jednego z tzw. dni  weekendowych. Dlatego mam nadzieję, że Parkrun będzie wieczny jak Lenin… ups chyba to nie trafione porównanie, bo go jednak wyjęto w końcu z mauzoleum i tradycyjnie przyklepano łopatą.

Sam mój udział w biegu, jak zawsze schematyczny: oznaczanie trasy, żarcie ciastek i przebieranie nogami. Tak kolejność nieprzypadkowa, pochłaniam  ciastki przed biegiem ponieważ na skutek tego, że nie chce mi się biegać szybko to obawiam się, że po dotarciu na metę wszystkie zostaną skonsumowane przez równie nienapasionych i nieposiadających umiaru ani taktu osobników analogicznie jak moja skromna osoba.

Muszę to koniecznie zaznaczyć, że przedmiotem mojego łakomstwa są szczególnego rodzaju ciastka – te fajne, brązowiutkie okrąglutkie - zbożowe, innych nie jadam a że Jarek KOPYŚĆ dzięki lokalnemu sponsorowi Piekarni Cymes dostarcza je od paru edycji parkrunu w pokaźnych ilościach  to… ja dbając o odświeżanie zapasów wkładam je w otwór gębowy i rozdrabniam za pomocą uzębienia a następnie przełykam i kieruję do żołądka. Opisu dalszego losu ciastek, po ich strawieniu oszczędzę a ciekawych odsyłam do podręcznika z biologii czy też anatomii – Rozdział: Budowa układu trawiennego człowieka.

Sam udział w biegu nuda, gdyby nie Szampan, który przyniosła Michalina aby uczcić swoją obronę dyplomu i przy okazji pożegnać się (niestety) z Warmią nie byłoby nawet czym popić, no bo kto by pił herbatę jak jest + 10 stopni C. 

Michalina ukończyła prestiżowy kierunek weterynarii na UM, więc jak ktoś z zawodników biorących udział w parkrunie czuł się świnią czy też inną krową mógł od razu zasięgnąć fachowej porady i zostać otoczony profesjonalną opieką lekarską. Moje deklaracje, że wszyscy jesteśmy zwierzętami nie znalazły u absolwentki zrozumienia a tak naprawdę to po szybkiej ocenie organoleptycznej uczestników parkrunu stwierdziła, że tu potrzebny jest specjalista zajmujący się… przestrzenią między uszami.

Wracając do trasy to była bardzo ciężka i zróżnicowana. Organizator zapewnił uczestnikom ścieżki o nawierzchni asfaltowej, szutrowej i miejscami wyłożonej kostką brukową. Dlatego aby nie przecenić swoich sił i nie nabawić się kontuzji postanowiłem dołączyć do dwuosobowej grupy w której skład wchodzili doświadczeni biegacze: Piotr P. ps.Fazi, Piotr S. 

Całą trasę trzymaliśmy się razem i dzięki temu ukończyliśmy bieg bez uszczerbku na zdrowiu, oczywiście fizycznym bo ze zdrowia psychicznego, przynajmniej u mnie, nie bardzo co ma się już szczerbić.

Chciałem jeszcze zasygnalizować, że „nadejszła wreszcie wiekopomna chwila” i nie stanowiliśmy 100% wolontariuszy zabezpieczających parkrun. Dzięki naszym delikatnym sugestiom, że biegać to każdy potrafi i przyjść na gotowe, zabrać cztery litery w przysłowiowe troki to  najlepiej każdemu wychodzi, wreszcie stanowiliśmy tylko 60% ogólnej liczby wolontariuszy. Statystyka biegu to 7/36, czyli siedmioro wspaniałych od nas na 36 ogólnej liczby parkowych truchtaczy. Kameralna liczba 36 uczestników parkrunu niekoniecznie wiąże się z faktem, że w tym samym dniu w Olsztynie nad j. Długim odbywały się komercyjne, masowe i popularne zawody typu City Trail. Po prostu od paru edycji to stała liczba uczestników tej fajnej zabawy a szkoda.

Muszę się pochwalić, że złożyłem pisemną petycję, oczywiście drogą służbową, do założyciela „parkrun świat” poprzez  naszego lokalnego ojca parkrunu , że biorąc udział w wolontariacie jako oznaczasz trasy pokonuję dwukrotnie dystans parkrunu. Spodziewam się jednoznacznej odpowiedzi, że będę miał liczone dwa parkruny w jedna sobotę. Tylko patrzeć jak dobiję do 100 edycji i też sobie założę, mimo że jestem skromny i nie dbam o lans, w końcu tę CZARNĄ KOSZULKĘ . I co Pani Sekretarz, kto jest debeściakiem???.

Odpowiedź Sekretarza: pogadamy, Cwaniaczku, jak Ci odrzucą petycję :)

Wspomniany przez Mariusza Fazi (Piotr Paltian) potwierdza. Co potwierdza? Że z tym zdrowiem psychicznym jest w naszej drużynie…. Jak najlepiej, bo wszyscy są świrnięci, stąd cały Olsztyn nas kocha:

Tradycyjnie w sobotę należy pojawić się na Parkrunie, także z dziką rozkoszą rankiem udałem się do Parku Centralnego w Olsztynie. Tam na początku oznaczyłem trasę wspólnie z Mariuszeczkiem, choć ten osobnik staje się coraz bardziej zachłanny i zaborczy w mazaniu kredą po asfalcie.... A sam bieg, miałem ochotę na trochę szybsze przebieranie nogami i wyszło ze średnią około 5:00/km. Trasę pokonałem wspólnie z Mariuszeczkiem i Piotrem Szczepaniakiem. Po biegu jeszcze odśpiewanie "sto lat"  jubilatom i bezalkoholowy "szampan" od Michaliny - taki urodzinowo - pożegnalno - magisterski. To nie był jednak koniec mojego Parkrunu, jakoś było mi mało tych 5km, więc po całej gali zakończeniowej wspólnie z Mariuszeczkiem zrobiłem jeszcze 5km po parkrunowej trasie. Wcześniej już wiedziałem, że w niedzielę nie dam rady uczestniczyć w super wycieczce biegowej, więc samotnie pokonałem 11km po górkach między Dywitami i Różnowem i weekend biegowy się zakończył.

Jako “start kontrolny” i sprawdzian formy potraktował parkrun Marcin Dębowskii:

W sobotę o godzinie 9.00 stawiłem się w Parku Centralnym.  Jak zawsze jest to okazja do aktywnego rozpoczęcia weekendu i spotkania z biegowymi znajomymi. Tym razem liczba uczestników była mocno okrojona, ze względu na odbywający się kolejny bieg z cyklu City Trail. Nie zawiedli oczywiście Są Wolniejsi, którzy stanowili bez mała trzecią część zawodników. Dla mnie osobiście był to pierwszy bieg od kilku miesięcy, w którym postanowiłem sprawdzić swoją aktualną dyspozycję. Na treningach wszystko wygląda dobrze, znacznie zwiększyłem obciążenia i nie odczuwam już żadnego dyskomfortu ze strony Achillesa. Stwierdziłem, że Gdynia zbliża się bardzo szybko, więc trzeba mieć podstawy do obiektywnej oceny własnych możliwości. Przeszkadzało mi przeziębienie i katar oraz fakt, że w ostatnim tygodniu biegałem tylko na bieżni mechanicznej. Założenie było takie, że biegnę na ile dam radę. Finalnie bieg ukończyłem na drugim miejscu z czasem 19:23. Wysoka pozycja wynika głównie z nieobecności czołówki zawodników, która startowała w City Trail. Z występu jestem zadowolony tym bardziej, że jest to wynik uzyskany bez bezpośredniej rywalizacji.  Zwycięzca był szybszy o ponad minutę, podobną stratę zanotował zawodnik, który przekroczył linie mety za mną. Do Gdyni 2020 zostało już tylko 46 dni i jeszcze trochę da się poprawić.

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

 

Idźmy jednak dalej, bo jak to średnio co jeden jesienno - zimowy miesiąc, występuje zjawisko dwupaku, czyli szansa na przebiegnięcie dwóch biegów, a mówiąc krótko - CityTrail,

  • city09.02.2020city09.02.2020

którego start następuje dwie godziny po starcie parkrunu. Tradycją jest również dość silna obstawa tj imprezy przez ekipę “w tych charakterystycznych koszulkach” :)Ponieważ był to czwarty bieg w sezonie, być może są już osoby które zapewniły sobie medal. Pozostałe mają jeszcze szansę albo nawet dwie - na jego zdobycie.
Wyniki: TU

Mirek Mikita - tym razem na trasie, skromnie i mimochodem wspomniał o swojej nowej życiówce:

“Kolejny bieg z cyklu City Trail. Tym razem pogoda dopisała. Było piękne słońce i lekki mrozik. Tradycyjnie duża liczba biegaczy a wśród nich My...Są Wolniejsi. Dzisiaj każdy biegł swoim rytmem i wszyscy zameldowali się na mecie. Biegło się fajnie,lekko i komfortowo. Czas na mecie... i nie było zaskoczenia...mój rekord trasy. Chyba forma idzie do góry. Pstryknęliśmy sobie drużynową fotkę i każdy poleciał w swoją stronę. Jedni morsować inni spędzać czas rodzinnie...a ja nad Ukiel...na kółko 16 km.”

Ewa Chećko, jak wspomina, wystartować nie mogła, za to Jadzilla - i owszem:

“W perspektywie wariackiej soboty związanej z niebiegowymi obowiązkami, niestety musiałam zrezygnować ze swojego startu w "citku". Na szczęście bieg dziecięcy był wcześniej, więc choć Jadzilla mogła pobiec. A pogoda była wprost wymarzona do aktywności w plenerze! Start młodej fajnie wyszedł, przybiegła jako druga poprawiając swój czas z trasy o kilka sekund. I... trzeba było zmykać, nie udało nam się spotkać i poplotkować z resztą drużyny. Więc może i dobrze, że w lutym zawody z cyklu odbędą się dwukrotnie?  ;-)”

Jak obiecaliśmy, wracamy do Mielna. Pomiędzy parkrunem a CityTrailem, o godzinie 10.00 zaplanowano start “Śniadaniowego Biegu Morsów” na dystansie 5 km, oczywiście po plaży.

  • sniasdaniowy2020mielnosniasdaniowy2020mielno

I w tymże biegu, w stanie pewnym i świadomym, po zjedzonym śniadaniu, ponownie stanęłam ja, Sekretarz. Co ciekawe, ta impreza o dystansie dwa razy dłuższym niż piątkowa, płatna (w piątek było za darmochę) zgromadziła tyle samo uczestników. Może 225 morsów na starcie wobec 6000 uczestników zlotu nie robi jakiegoś mega wrażenia na “mugolach”, ale spieszę z wyjaśnieniem, że rozpiętość wiekowa morsów na Zlocie była od lat 2 do 90 no i też różna jest morsów kondycja. Frekwencja owa dementuje natomiast kłamliwe i nienawistne, oszczercze twierdzenia, jakoby morsy to nic innego tylko raczyły się izotonikami :)

W każdym razie - jako że było jasno, biegło się o wiele lepiej, bo widać było innych biegaczy. O dziwo zajęłam 193 miejsce na 246 osób, co znów uznaję za sukces, bo spodziewałam się, że wszyscy wyrwą do przodu a ja zostanę sobie na końcu i będę się lansowała z głośnikiem. Tak się niestety nie stało, ale i tak było fajnie. Dzięki takim imprezom mam motywację żeby klepać jakieś inne podłoża a nie tylko asfalt. 

Jeszcze chciałam się odnieść do numeru 69 który jakoś dziwnie często mi się przytrafia. To nie dlatego, że go sobie załatwiam albo coś, tylko że nazwisko mam na literę J i wobec faktu, że na biegu jest około 230 osób a numery startowe przydzielane są alfabetycznie, trafia mi się to częściej niż innym :) 

W niedzielę natomiast, osoby które najwyraźniej nic innego robić nie potrafią (nawet się wyspać), pod przewodnictwem największego lesera Mariuszeczka udały się na “wycieczkę biegową”. Przy czym nazwa ta zwykle kojarzona jest z dystansem 20-30 km. Tymczasem “Dzikie Ultra i Półdziką Trzydziestkę” zaplanowano na dystansach: 60 i 30 km.

Oddajmy zatem głos temu, który brzydzi się komercją (Mariusz Witkowski):

Brzydzę się komercją, jednak jak znajdę zawody o dystansie ultra i to jeszcze w naszym województwie a co dopiero w Olsztynie to daje się kupić. Tak było i tym razem po ukazaniu się informacji o zapisach na prestiżowy bieg o nazwie "Dzikie Ultra, półdzika 30-ka" postanowiłem od razu zapisać się  na te zawody. Tym bardziej, że znałem organizatora i zawsze jak brałem udział w biegach, które firmuje swoim szyldem to spodziewałem się super organizacji, bogatego pakietu startowego, szczerozłotego medalu i wypasionych punktów odżywczych na trasie.

Oczywiście się nie zawiodłem, bieg ze względu na dość wysoką opłatę startową był  kameralny: na starcie stanęło 13 zawodników. Udział w biegu na 27 km zadeklarowało siedmiu  zawodników a dystans 63 km wybrało sześciu śmiałków. Cześć trasy biegliśmy razem a po dotarciu na 15 km ekipę deklarującą krótszy dystans przejął Alex i poprowadził urozmaiconą trasą do miejsca startu czyli słynną już olsztyńską dziurę  koło Wysokiej Bramy.

Nasza szóstka postanowiła polecieć dalej zwiedzając podolsztyńskie miejscowości i wsie, mimo tego, że dystans był dość zacny wszyscy świetnie się bawili. Przy okazji stwierdziliśmy, że kultowy kibel w Łupstychu ma konkurencję, bo na trasie biegu znaleźliśmy wannę która po naszej beatyfikacji również zyskała miano kultowej. 

Podwójne peany na cześć organizatora tych prestiżowych zawodów, wybrał świetną trasę, asfaltu może w sumie było 5 km, reszta to fajne polne drogi i leśne dukty.

Atmosferę biegu oddają zamieszczone zdjęcia. Ogólnie fajnie zorganizowane zawody, jedyny minus to kosmiczna opłata startowa. Jednak  polecam ten bieg z całego serca - ja za rok na pewno też lecę!

O swoich wrażeniach opowie debiutant wycieczkowy - Marcin Dębowski:

“W niedzielę punktualnie o 6.22 stawiłem się pod Wysoką Bramą jako uczestnik wycieczki biegowej pod nazwą Dzikie Ultra i Półdzika Trzydziestka. Było to dla mnie pierwsze długie wybieganie od 4 miesięcy. Co mnie tam spotkało to przede wszystkim sympatyczna atmosfera, przepiękna pogoda i malownicze tereny. Fajnie, bo miałem okazję spotkać osobiście kilka osób z drużyny, które do tej pory znałem jedynie za pośrednictwem Internetu. Równie ważny jest dla mnie fakt, że po raz pierwszy mogłem zobaczyć kultowy kibelek w Łupstychu. Na żywo robi piorunujące wrażenie ?. Mirek Mikita powiedział, że teraz dopiero zostałem prawdziwym olsztyńskim biegaczem. Wspaniałe uczucie…. Wszystko co dobre szybko się skończy i po 4 godzinach biegu w ramach Półdzikiej Trzydziestki pożegnaliśmy się pod Wysoka Bramą. To moja pierwsza wycieczka biegowa, z niecierpliwością czekam na następne i jak tylko czas pozwoli deklaruję uczestnictwo.”

Wojtek Olszewski (trasa 63 km) skwitował temat krótko i dosadnie:

“Extra wycieczka biegowa w gronie super biegaczy, trasa prowadziła głównie pięknymi leśnymi szlakami czyli to co lubię najbardziej pogoda też dopisała, było piękne słoneczko.”

Asia Palowska (wcale nie mięczak) również miło wspomina ową wycieczkę:

“Wycieczka biegowa to jeden z elementów treningu, który pozwala łączyć przyjemne z pożytecznym. Z jednej strony długie wybieganie budujące naszą wydolność I mocna głowę,a z drugiej jest to świetna okazja to spędzenie czasu w grupie pozytywnych biegaczy, którzy podzielają Twoje pasję. Rzadko mam możliwość dołączyć do bandy na ich wycieczkach ,dlatego tym bardziej cieszy mnie fakt, że stawiłam się w niedzielę 9-go lutego pod wysoką Bramą punktualnie o 6:22. W planie było zrobić część trasy (15 km) Dzikiego Ultra (o długości 60 km z haczykiem) i wrócić na miejsce startu. Dziarsko wyruszyliśmy gromadzą wzbudzając lekkie zdziwienie na oczach "normalnych" ludzi. Trasa wiodła przez Plażę Miejską, obok słynnego kibelka do Łupstychu i dalej do wsi Szelążek. W tym miejscu nasze drogi się rozdzieliły i mięczaki (w tym ja ) ;) wróciły. Jak zwykle trasa po warmińskich lasach była urzekająca. Lekki mróz i słoneczko wprawiały nas w jeszcze lepszy nastrój. Pogaduchy,ploteczki i przekąski dodawały kropki nad i. To był idealny niedzielny poranek ;)”

  • 11
  • 1010
  • 1111
  • 1212

  • 22
  • 33
  • 44
  • 55

  • 66
  • 77
  • 88
  • 99

 

A co na to wszystko Ewa Chećko? Też biegała:

  • morsewa08022020morsewa08022020

"Może i dystans 16 km pokonany przez nas ( = Jacka, Eweliny - koleżanka spoza drużyny i mnie) to maluteńki pikuś przy wyczynach drużynowych ultrasów, ale... było mega przyjemnie! Słonko świeciło, ptaszki ćwierkały tak bardziej wiosennie... W tym czasie Jadzilla z Kubą machnęli rundkę w Parku Centralnym. A więc o tym piszę, żeby nie było, że część drużyny się męczy a inni na kanapie przed TV siedzą ;-)  Potem, jako że grzechem byłoby w domu siedzieć, wyskoczyliśmy rodzinnie/drużynowo pomorsować w Jeziorze Kortowskim. Tym razem team w składzie: Jadzilla + wapno, Agata i Marcin. Wisienką na torcie były popołudniowe łyżwy, tu już tylko ja i Jadzilla. Noooo, takie niedziele to ja rozumiem!"

A takie relacje to JA rozumiem :)

Kończymy audycję, do następnego razu!












Ostatnio zmienianypiątek, 06 marzec 2020 09:56

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.