Dla każdego coś się znalazło

"Rób to, co uważasz za stosowne. I tak zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa inaczej…"
[Michelle Obama]

Truizmem będzie, jeśli napiszemy, że każdy lubi co innego w bieganiu. Jednakże mamy w naszych szeregach osobę, jawnie gardzącą zorganizowanymi zawodami z opłatami startowymi, która zwie je “komercyjną hucpą”. Myślę jednak, że wachlarz biegów, w jakich mogliśmy w ten weekend wziąć udział był na tyle szeroki, że każdy mógł wybrać sobie to, co mu się podobało. Taka zresztą była obietnica :)

Kto zatem wybrał parkrun Olsztyn?

Odpowiedź: TU!

A poniżej relacje uczestników:

Mirek Mikita (uczestnik / wolontariusz): “Weekend, sobota, Parkrun....Tak w skrócie można napisać. Zmagania z wymagającą trasą, pogodą, wirusami i innymi przeciwnościami losu. Daliśmy radę. Trasa oznaczona, wolontariusze spisali się na medal. Bieg na zasadzie oszczędnego dysponowania siłami bo przed  sporą grupką uczestników Parkrunu dogrywka o godz.15:00...ale o tym później. Pogoda jak to w lutym +6°C..wiatr i na koniec lekki deszczyk. Nic wielkiego...biegało się w gorszych warunkach. Jednak chyba wszyscy już mamy dosyć takiej zimy...aby do wiosny.”

Piotr Paltian - “Fazi” (uczestnik / wolontariusz): “Sobota bez Parkruna jest jak weekend bez niedzieli, także aby godnie rozpocząć celebrację dni wolnych od pracy stawiłem się rano w olsztyńskim Parku Centralnym. Na początek wspólnie z Mariuszeczkiem oznaczyłem trasę biegu, potem trochę pomogłem przy rozstawianiu ekwipunku. Przed biegiem mała rozgrzewka w towarzystwie Mirka i Mariuszeczka i potem "piątka" pękła, ale też raczej na spokojnie - pobiegłem wspólnie z Marcinem, trochę sobie pogadaliśmy i tylko ostatni kilometr zrobiłem jak na mnie szybko.  Spotkanie jak zawsze udane, był bieg, był uśmiech czyli czego chcieć więcej!” 

Mariusz Witkowski, poza garścią przemyśleń dotyczących parkrunu, porusza również kwestie ogólne, związane ze złym prowadzeniem przez rodziny dzieci. W kontekście owych przemyśleń, niejaka Monika P to po prostu zło wcielone, albowiem do biegania przymusza swe nienarodzone jeszcze dziecię oraz Ewa C, zmuszająca do aktywności Jadzillę :)

“Pisałem już wielokrotnie, że bieganie to sport dla ludzi, którzy nic innego nie potrafią robić, bo galop niczym zwierzę najniższego rzędu przed siebie mija się z jakimkolwiek sensem.

Dzisiaj w czeluściach Internetu znalazłem również bardzo pouczający wywód dotyczący demoralizacji najmłodszych dzieci poprzez bieganie a że sprawa dotyczy między innymi Parkrunu, w którym wielokrotnie startuje Jadzilla, czuję się w obowiązku zacytować rzeczony artykuł w całości, aby uratować biedną latorośl przed zgubnym wpływem jej rodziców a Ewę C. uchronić od sądowego nakazu pozbawienia praw rodzicielskich:

Przez bieganie tracisz nadzieję na dobrą przyszłość Twego dziecka. Ty już jesteś na straconej pozycji i raczej nikt i nic Cię nie uratuje. Chcesz biegać, to rób to, ale dlaczego pokazujesz Twojemu dziecku, że to jest dobre? Czy widziałaś, żeby Twoi znajomi, którzy palą papierosy pokazywali swoim pociechom jakie to fajne? Tobie dzieci powinny być odebrane – zabierasz je ze sobą na zawody i każesz im na to patrzeć. Czy wiesz, ile młodych ludzi co roku zaczyna wchodzić w ten świat? Przecież oni naśladują dorosłych, Ty powinnaś świecić przykładem. Znam wiele przypadków, które zaczynały się niewinnie (zupełnie jak pierwsze piwo czy inne narkotyki) – trochę tuptania po parku, jakiś Parkrun z rodzicami, mityng w szkole. I wiesz co? Teraz to są już dorośli ludzie, którzy nie mogą z tego wyjść. Biegają dyszki, połówki, maratony, niektórzy nawet ultra… Czy tego właśnie chcesz? Czy chcesz, aby Twoje dziecko w przyszłości miało pasję, która będzie mu odbierać cenny czas?

Podzielam zdanie tajemniczego autora tego felietonu, że zawody to zło, dlatego wybieram „zło mniejsze” czyli niekomercyjne, darmowe biegi organizowane w każdą sobotę o godz. 9:00 w jednej z 72 lokalizacji w Polsce. Ze względu na fakt, że do najbliższej lokalizacji Parkrunu od mojego miejsca zamieszkania mam 1400 m, to uczestniczę w olsztyńskiej jego lokalizacji. Od dłuższego czasu razem z Piotrem vel. Fazim spełniamy się jako wolontariusze pełniąc arcyważną funkcję „specjalistów branży drogowej do spraw oznakowania poziomego”. Dzielimy się tą funkcją w taki sposób, że Piotr rysuje strzałki i inne bohomazy w rejonie Parku Centralnego a ja profesjonalnie i starannie kreślę znaki ułatwiające orientację kierunku dla zawodników wzdłuż Łynostrady do nawrotki i pierwszego mostu łączącego dwa brzegi rzeki w parku.

Skoro nie biorę udziału w komercji, to nie biegam też dla wyniku i tak traktuję udział w parkrunie, pokonuję go wolno a jeśli przyspieszę to tak aby zawsze biec z kimś z naszej drużyny, towarzysko i dla funu. Tym razem całą trasę pokonałem w czwórkę razem z Adamem, Mirkiem i Marcinem. 

125 parkrun to 12 naszych zawodników aktywnie - przebierających nogami i 2 statycznie - udzielających się jako wolontariusze, właściwe 3 ponieważ Monika P nosi już przyszłego zawodnika naszej drużyny :) . 

Część z wymienionej dwunastki truchtaczy występowała w podwójnej roli, biegacz=wolontariusz. Cieszy fakt, że olsztyński parkrun po frekwencyjnej zadyszce wrócił do stałej liczby biegaczy oscylującej w granicach 50 osób. W obecnej edycji startowało już 53 zawodników.

Mimo, że wynik dla mnie to już sprawa, cytując znanego polityka, sprawa nie drugorzędna ale trzeciorzędna to mój start w parkrunie uważam za bardzo udany a organizację stojącą na najwyższym poziomie ponieważ ZNOWU BYŁY MOJE ULUBIONE CIASTKI ZBOŻOWE. Zjadłem niewiele bo 7 przed biegiem i 9 zaraz po biegu ale i tak warto było przyjść.

Po zakończeniu biegu, oczywiście wspólna drużynowa fotka z naszym znakiem rozpoznawczym – wywalonym jęzorem. Swoją drogą zrobiłem rozpoznanie rynku pod względem kosztów dotyczących zastrzeżenia naszego znaku, przedmiotowego jęzora. Zważywszy, że gro parkrunowych biegaczy bardziej lub mniej świadomie kradnie naszą markę, ta drobna kwota tysiąca złotych, jako koszt zastrzeżenia znaku, bardzo szybko nam się zwróci. Niedługo 99,9% uczestników olsztyńskiego Parkrunu dostanie przedsądowe wezwania do zapłaty, a że jesteśmy wyrozumiali to również będziemy dążyli do polubownego zakończenia sporu. Odstąpimy od roszczeń w zamian za złożenie deklaracji członkowskiej do najlepszej olsztyńskiej drużyny biegowej. Tak więc Pani Sekretarz, proszę dokupić 4 dodatkowe segregatory na przyszłe deklaracje. 

Parkrun zakończył się tajnym konspiracyjnym spotkaniem, które zorganizowane było przez Piotrka Sz. a spowodowane było logistycznymi przygotowaniami do biegowego wydarzenia „(Nie)Pożegnalna dycha Misi”. Piotrek był pomysłodawcą i wykonawcą fajnego pamiątkowego albumu dla organizatorki wydarzenia – Michaliny. Album zawierał fotki z biegów, w których brała udział Michalina a że biegała ona, jako nasza sympatyczka bardzo często z nami, zarówno w zawodach ultra jak i wycieczkach biegowych to album zawierał gro zdjęć Michaliny podobiznami „Są Wolniejszych”. 

  • zegrzynski2020zegrzynski2020

Tajne spotkanie miało na celu złożenie podpisów przez osoby deklarujące udział w pożegnalnym biegu Michaliny na okładce jej prezentowego albumu. Ja nie mogłem wziąć udziału w tym fajnym wydarzeniu, ale… jako to powiadają „człowiek to potrafi się w życiu ustawić” i mimo absencji dostąpiłem wszystkich dobrodziejstw zarezerwowanych dla uczestników biegu. Skosztowałem smakołyków, pyszne ciasto dostarczyła mi Ela jeszcze przed biegiem a piękny medal z podobizną dzika został podarowany mi przez Michalinę i dostarczony również przez Elę. Ale żeby nie było, że medal otrzymałem awansem, to te 10 km dla uczczenia (nie)pożegnania Miśki przetruchtałem podczas wyjazdu służbowego, wzdłuż Zalewu Zegrzyńskiego.”
Wybrane Parkrunowe fotki do obejrzenia poniżej:

 

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

 

O wspomnianej, (NIE)pożegnalnej dyszce Miśki, kolejnej sobotniej aktywności, opowie ponownie Mirek Mikita: “Kolejna aktywność w sobotę...i znowu pogoda nie była najlepsza...Jakieś fatum. Spora grupa znajomych dostała facebookowe zaproszenie na (nie)pożegnalny bieg z Michaliną. Skończyła studia w Olsztynie...i opuszcza nas...Wiatr towarzyszył nam od początku do końca biegu. Ale humory dopisywały...atmosfera była wspaniała. Tempo konwersacyjne...przez większość trasy. Zrobiliśmy ponad 10 km wokół Jeziora Długiego. Na parkingu zrobiliśmy szwedzki stół...były pyszne ciasta, cukierki i gorąca herbata. Każdy dostał od Miśki piękny, własnoręcznie zrobiony medal...a my odwdzięczyliśmy się albumem z fotkami ze wspólnych biegów. Wszyscy i tak wiedzą, że jak długo będziemy biegać to i tak się spotkamy ...gdzieś w Polsce albo w Olsztynie. Przemarznięci ale zadowoleni zmykaliśmy do domów...rozgrzać się i nawodnić:)”

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

 

Sprawozdania niedzielne rozpoczniemy od udziału Rafała Nojmana w 40. Półmaratonie Wiązowna który ukończył z imponującym czasem 1:19:32:

“Przygotowania do maratonu w Gdańsku rozpocząłem od grudnia. Czując progress z miesiąca na miesiąc postanowiłem półmaraton Wiązowna polecieć na maksa. Przed biegiem byłem pewny że poprawię swoją życiówkę, która do tego biegu wynosiła 1:22:27. Patrząc jak wychodzą treningi wiedziałem że jest szansa złamać 1:20 ale żeby mieć szansę to osiągnąć musiałem w ostatni tydzień przed zawodami trochę odpuścić treningi aby być wypoczęty i głodny biegania. Na starcie czułem że nogi są lekkie i że to będzie ten dzień a dodatkowo nie wiało aż tak mocno jak przewidywano w prognozach a podczas biegu również obyło się bez zapowiadanych opadów.

  • RafipolmartaonRafipolmartaon

Na starcie szybko znalazłem zajączka wymieniłem z nim parę zdań i wiedziałem że będzie starał się prowadzić równym tempem. Odliczanie wystrzał startera i lecimy. Pierwsze 3km bajka lekko oddech spokojny na zegarku średnia 3:46 więc wszystko zgodnie z założeniami. Później troszkę mnie poniosło i urwałem się grupie biegnącej na 1:20 jednak po 2 samotnych km i walki z wiatrem postanowiłem zwolnić i poczekać na grupę. Z każdym kilometrem nasza grupa stawała się coraz mniejsza a po nawrocie na 11 km ruszyliśmy delikatnie pod górkę i wiatr. Na 15 km jednak pojawił się kryzys musiałem zwolnić i ustawiłem się na końcu naszej grupy. Po kolejnych 2 km grupa zaczęła mi odjeżdżać a ja starałem się ich trzymać w zasięgu wzroku. Od 18 km była już walka ze sobą postanowiłem zaryzykować dać z siebie wszystko i przyspieszyć licząc że wytrzymam do końca. Na 600 metrów przed metą udało się dogonić i przegonić zajączka i dalej przyspieszałem wiedząc już, że uda się przebiec poniżej 1:20.

Zawody bardzo polecam nie ze względu na życiówkę ale bardzo bogaty pakiet jak na startowe 50 zl a po biegu izotoniki, słodkie bułeczki, masaż i dwudaniowy posiłek a co najważniejsze Marcin po biegu poczęstował niemiecką czekoladą. Jaka ona była... “(tego się nie dowiemy, bo Rafi to pies na czekolady).

A tymczasem na lokalnym podwórku - super impreza rodzinno - psia, której celem było wsparcie olsztyńskiego schroniska dla zwierzaków i zachęcenie do adopcji, czyli “Urodzinowy Bieg na 6 Łap 

Jak słusznie wskazuje Mariusz Witkowski: “Wspieranie akcji „Bieg na sześć łap” to jeden z naszych celów statutowych. Nie jest to tylko i wyłącznie obowiązek wynikający z regulaminowych zapisów, ale potrzeba płynąca z głębi serca. Przedkłada się to na wysokość kwoty jaką zebraliśmy dzięki hojności członków naszego stowarzyszenia. Na potrzeby schroniska przekazaliśmy 1000 zł. Oprócz fizycznego przekazania pieniędzy na rachunek bankowy olsztyńskiego schroniska, dokonaliśmy uroczystego wręczenia ozdobnego czeku na ręce Dyrekcji schroniska podczas 7 urodzin biegu na sześć łap.

Jak zawsze urodziny biegu na sześć łap to mega wydarzenie, czyli prawdziwe święto, gdzie głównymi bohaterami są schroniskowe bezdomniaczki czyli PSYjaciele i KOTledzy. W święto, dzięki ogromnej charyzmie organizatorki - mamuśce biegu na sześć łap Monice Dąbrowskiej zaangażowani są zarówno wolontariusze, firmy jak i prywatne osoby które fundują mnóstwo smakołyków dla uczestników biegu oraz dodatkowo wspierają schroniskowe zwierzaki karmą, zabawkami czy też darowizną pieniężną.

Dlatego wydarzenie pod nazwą urodziny biegu na sześć łap to od siedmiu lat prawdziwa kulinarna uczta i festiwal smaków. Ciasta, lody, zupy i przekąski a dodatkowo mnóstwo stoisk promocyjnych przyciągają gości, którzy tego dnia zechcą odwiedzić schronisko. 

Nazwa „bieg” definiująca to wydarzenie jest określeniem umownym, ponieważ głównym założeniem tego swoistego eventu jest zapewnienie aktywności zwierzakom poprzez bliskość z człowiekiem.  Oczywiście, wzorem lat ubiegłych dla każdego uczestnika urodzinowego biegu przygotowane zostały pamiątkowe medale i dyplomy. Tym razem również schronisko przeżywało oblężenie gości, cieszyły puste klatki i ogromna kolejka stojących osób przed schroniskowym azylem, które postanowiły niedzielne przedpołudnie spędzić spacerując ze schroniskowym psiakiem. Chętnych było tak dużo, że niektórzy musieli czekać kolejne 40 minut, aż pies wróci ze spaceru, aby móc zabrać go na ponowną spacerową wycieczkę.

Nasi członkowie oczywiście zaangażowali się w pomoc w organizacji urodzinowego biegu na sześć łap, zabezpieczaliśmy punkt odżywczy dla gości - uczestników biegu. Nasi członkowie przygotowali pyszne wypieki, przekąski, ciepłe i zimne napoje.

Ja i Basia występowaliśmy w roli podwójnych agentów, jako członkowie naszego stowarzyszenia i jako organizatorzy stoiska promocyjnego Wojsk Obrony Terytorialnej.

Dzięki wcześniejszemu przybyciu, byliśmy dwie godziny przed oficjalnym otwarciem urodzinowego wydarzenia, zdążyliśmy przygotować nasze służbowe stoisko, pomóc dostarczyć produkty na punkt odżywczy i pozyskać mojego ulubionego PsyJaciela Cezala. To jeden z dwóch psów, który jeszcze został aktywny biegowo w olsztyńskim schronisku. Szkoda, ze schroniskowy Cezal nie znalazł jeszcze swojego człowieka, to fajny i przyjazny psiak, który lubi długie wybiegania, nie wykazuje w ogóle agresji w stosunku do innych psów a koty traktuje ambiwalentnie. Oczywiście, Cezal tego dnia robił furorę, pożyczaliśmy go innym biegaczom i spacerowiczom, aby mogli cieszyć się jego obecnością a on sam również czerpał radość z aktywności fizycznej. Ja sam zrobiłem z nim krótką dziesięciokilometrową przebieżkę. 

Po zakończeniu urodzin, zostaliśmy jeszcze z Basią i żołnierzami, aby pomóc w uprzątnięciu terenu schroniska po urodzinowej zabawie, oraz pomogliśmy w karmieniu psiaków. Ogólnie fajnie spędzona niedziela połączona z niesieniem dobra i aktywnością fizyczną.”

Wspaniałą atmosferę wydarzenia potwierdza Mirek Mikita:

“Co tam całonocny ból głowy...nie ma "miętkiej gry". Po 8 rano zameldowałem się w schronisku by pomagać przy organizacji super imprezy. Pierwszy raz... i nie ostatni mam nadzieję. Czego tam nie było...WOT, SG..Ślimaki, Są Wolniejsi i masa znajomych ludzi z biegowych tras. No i inni wolontariusze, których nie znałem...ale szacun za pomoc w organizacji. Nagły atak wirusa złożył Monię w nocy...więc ratowaliśmy z Kubą, Jadzillą, Ewą, Jarkiem K i Fazim. punkt odżywczy. Rozstawiliśmy miski z wodą dla piesełów na trasie...przystroiliśmy nasze stanowisko i ruszyli.....Większość spacerem...kilka czworonogów biegało. U nas była pyszna tarta zrobiona przez Piotrka...mało jej zostało dla spacerowiczów i biegaczy...bo była tak dobra, że z Ewą jedliśmy na wyścigi. Mieliśmy też cymesowe ciacha, cuksy i dla spragnionych wodę. W centrum wydarzenia załapałem się na pyszny bigos, lody i kawę. Trzeba było się jakoś rozgrzać...bo pogoda znowu nie sprzyjała. Pomimo tego ludzi chętnych do spacerowania z psiakami było więcej niż zwierzaków. Fajna i potrzebna impreza. Na koniec urodzinowy tort...połknięty szybko...i do domu. Aktywny weekend zakończony...pod kocem i z aspiryną. Takie to ostatki:)” 

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

 

I tym optymistycznym akcentem kończymy relację! Czas zbierać materiały do kolejnej. Pozdrawiamy!


Ostatnio zmienianyczwartek, 27 luty 2020 11:21
Więcej w tej kategorii: Sezon wiosenny coraz bliżej »

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.