Ostrzeżenie
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 385.

Sezon wiosenny coraz bliżej

Do wiosny kalendarzowej jeszcze trzy tygodnie, ale w kalendarzach biegowych imprez widać już wiosenne ożywienie. Zimowe cykle mają się ku końcowi a “długie biegi wiosenne”, z Mistrzostwami Świata w Półmaratonie w Gdyni włącznie - coraz bliżej. Nie ma się zatem co dziwić, że spora część naszej drużyny spędziła weekend aktywnie - na zawodach, jak również na mniej lub bardziej zorganizowanych treningach.

Tradycyjnie zaczniemy od spotkania w sobotę o 9 rano, w Parku Centralnym, czyli od parkrunu! Było to spotkania unikatowe ze względu na okoliczności “datowe”, czyli: piąte spotkanie w lutym (co nie zdarza się za często) oraz - oczywiście 29 lutego! Na kolejną taką okazję będziemy czekać dłuuugo!

Na trasie 126 parkrun Olsztyn mieliśmy 7 osób z grupy, ponadto trójka na wolontariacie, co w sumie daje... 8 osób. U nas matematyka jest nieoczywista :)

WYNIKI: TU

Jeśli na parkrunie był Mariusz Witkowski, to zawsze oznacza, że będzie tłusta i porządna relacja:

"Znowu Parkrun czyli nuda i marazm. Sobota, jak zawsze zaczęła się monotematycznie: wstałem, oznaczyłem trasę i pobiegłem. Co prawda parkrun x 2, bo jako „oznaczacz” trasy zobligowany jestem do malowania oznaczeń poziomych na 3/4 trasie parkrun. Suma odległości to składowa długości trasy którą oznaczam, dystans oficjalnego parkrunu i odległości z/do mojego miejsca zamieszkania, co daje dokładnie 10 km.

Tym razem oprócz kierunkowych strzałek i motywujących napisów popełniłem na kostce brukowej prozę epistolarną w postaci życzeń dla Natalii, która obchodziła smutny dzień związany z upływającym czasem od dnia zerowego w którym pojawiła się na świecie. Życzenia niestety straciły swój urok ponieważ współoznaczacz trasy Piotr P vel Fazi dopisał do nich dedykację dla jakiegoś gościa, który bezceremonialnie na messengerowej grupie upomniał się (mimo swojej wrodzonej skromności) również o upamiętnienie swoich urodzin.

Ogólnie bieg fajny bo… znowu były zbożowe ciastki, tradycyjnie należy pożerać je przed biegiem, ponieważ po mojej ostatniej ich recenzji przybywa amatorów tych łakoci. Ciastki to oczywiście rzecz ważna, ale najważniejsza to możliwość spotkania naszej zwariowanej drużyny. Mimo tego, że w tym dniu był tzw. dwupak czyli bezpłatny parkrun i komercyjny City trail to reprezentowało na siedmioro wspaniałych a właściwie ośmioro bo Mirek M. nie przebierał nogami tylko wcielił się w statyczną rolę wolontariusza. Ogólna liczba uczestników parkrunowej zabawy to 48 osób, więc oscyluje koło średniej liczby uczestników olsztyńskiego parkrunu.

Mimo tego, że lubię spotkania z naszymi wariatami z grupy Są Wolniejsi oraz innymi pozytywnie zakręconymi biegowymi wariatami to uważam, że bieganie to bezcelowe marnowanie czasu. Na dowód przytaczam kolejną część felietonu wygrzebanego z czeluści „internetów”:
„Coś Ty zrobił ze swoim życiem? Kiedyś potrafiłeś wypić litra, wypalić paczkę fajek, ogarnąć jakieś zioło i dobrze się bawić, a teraz? Masz wolny weekend, to jedziesz 300km żeby przebiec 21… To jest Twoim zdaniem normalne? Nic dziwnego, że wielu Twoich kumpli z dawnych lat odwróciło się od Ciebie. Chwalisz się na fejsie swoimi dyplomami, medalami, pucharami, ale zobacz jak wiele musiałeś zrobić, aby je zdobyć? Twoi kumple z dawnych lat też mają swoje trofea, ale nie pajacowali jak Ty żeby je zdobyć tylko kupili sobie nad Bałtykiem – Certyfikat Super Kochanka, Tata na medal, Najlepszy Szwagier na świecie, itp. I co, łyso Ci? Ty wylałeś hektolitry potu żeby zdobyć swoje, a przecież pocić to Ty powinieneś się w pracy. Nic dziwnego, że takie dziwadło jak Ty straciło tylu wartościowych znajomych. Może jeszcze weźmiesz udział w tym śmiesznym biegu brzegiem morza po Półwyspie Helskim? A co jeśli spotkasz tam kumpli z dawnych lat, którzy zza parawanu dostrzegą Cię i zobaczą co zrobiłeś ze swoim życiem? Jak spojrzysz im wtedy w oczy? Trochę to przerażające…"

O przebiegu spotkania opowie również Mirek Mikita, który pomógł przy organizacji:

Kolejna wolontariuszowa edycja Parkrunu. Oznaczenie trasy rozstawione...czas prawidłowo złapany...oznakowanie zebrane i złożone w kominie:). Tak w skrócie..Idzie nam coraz lepiej. Potrzebujemy 10 min na ogarnięcie i oznakowanie"grzybka" .Mariusz i Fazi na wyścigi biegają z kredą. Tylko Pani Koordynator przyszła sobie o 8,50....na gotowe:).Bieg bez wiatru...co ostatnio jest normą.Przyszło i biegło prawie 50 osób + 3 psy..Fajnie.

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

Ale to nie było tak, że Mirek w ogóle nie biegał. Ponieważ zeszły weekend był “Citytrailowy” a jak wiadomo, biegi z tego cyklu w Olsztynie odbywają się w soboty, a ten był piąty z cyklu sześciu:

Cykliczny bieg City Trail...był moim ostatnim w edycji 2019/2020 . Pobiegłem wymagane 4 razy. Zastanawiam się...czy w kolejnej edycji brać udział. Niby fajnie spotkać się z drużyną i znajomymi...ale wkrada się znudzenie trasą.Chyba jak dla mnie formuła biegu się  wyczerpała. Nie mogę powiedzieć...organizacja zawsze na 10 pkt..ale nie mam już radości z pokonywania trasy. Może do rozpoczęcia zapisów na kolejną edycję...przejdzie mi.”

  • city022020olsztyncity022020olsztyn

O udziale własnym i Jadzilli w City Trailu opowiada Ewa Chećko: "Piąte zawody z cyklu City Trail zaczęły się tradycyjnie biegami dziecięcymi. Dla Jadzilli był to też piąty start w tym sezonie. Po dobrym biegu, tylko o sekundę wolniejszym od jej najlepszego czasu na tej trasie, zajęła 2 miejsce w swojej kategorii. A ja, ponieważ nie biegłam w pierwszym i czwartym biegu, tym razem mimo wielkiego "niechcemisia", potęgowanego lodowatym wiatrem, musiałam wystartować aby mieć szansę na zdobycie citkowego medalu. W założeniu miał to być bieg bez eksploatowania się, typowo na samopoczucie - bo wieczorem lekcje pływania (jeszcze ciężkie dla mnie), a następnego dnia kolejny start. No ale widać samopoczucie było dobre, bo... znacznie poprawiłam swój rekord trasy! Mój dobry humor wywołany tym faktem nieco się zepsuł na basenie, gdyż pary w nogach jednak nie starczyło na cały dzień ;-) No ale cóż, nie można mieć wszystkiego :-)"

  • tut20202atut20202a

Tymczasem w Trójmieście… odnotowano wyższe niż zazwyczaj stężenie “Są Wolniejszych” - głównie za sprawą TUTa (Trójmiejski Ultra Track), czyli biegu przełajowego, rozgrywanego na czterech dystansach, po terenie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Okazuje się, że nie tylko Jurek i Basia Niewdzięczni wybrali się na tę Trójmiejską Poniewierkę bowiem ku zaskoczeniu redaktorki naczelnej, o swoim starcie opowiedział również Rafał Cyrkler, który dystans wymagający 21 km pokonał w czasie 1:49:11:

No cóż, pierwszy start po 5 miesiącach wyszedł w miarę pozytywnie, w zastępstwie za Darka z Ostródy.. Dziękuję Darku za pakiet I Aniu za odbiór pakietu  :). TUT 21 km I pierwsze koty za płoty :) Nie spodziewałem się 12 miejsca, chociaż była szansa na pierwszą 10, tylko po co? ?

Praktycznie od początku biegłem z innym zawodnikiem do 18 km I to mnie trzymało, niestety potem rozładowały mu się akumulatory i musiałem dalej biec sam, a teraz zaczęły się najlepsze pagórki. Trochę motywacja mi spadła,na dodatek zaczęli do trasy dołączać zawodnicy z 10 km I już ciężko było mi się połapać z kim się ścigam.

Świetnie też poleciał Jacek (26) Aga I Ania(20). Dziękuję też naszemu supportowi I fotografowi :)

Na koniec oczywiście nikomu nie polecam takich biegów. Szkoda czasu I nerwów ;).

A jak biegało się wśród moren (i po nich) Basi i Jurkowi? Opowie o tym Basia Berdecka - Niewdzięczna: “W piątek pojechałam z moim Jurkiem do Gdańska po odbiór pakietów na TUT 21 km. Przenocowaliśmy u mojej siostrzenicy w Gdyni a rano wyruszyliśmy na start. Początek nie wyglądał obiecująco bo nie mogliśmy znaleźć startu ale w końcu się udało. O 11 ruszyliśmy. Na początek podejście mega i już poczułam że nie będzie dobrze bo ciężkie łydki miałam. Jurek jak zwykle poleciał jak dzik w żołędzie. Ja na spokojnie.. dotarłam do pierwszego punktu żywieniowego o czasie 1 godz 27 min. Pierwsze 10 km były w miarę ok. Hardkor zaczął się na następnych kilometrach. Dużo wysokich podejść i ostrych zbiegów. Nogi dostawały w kość a najbardziej łydki. Nie obyło się na podejściach bez łaciny co dodawało mi sił ?? . Bieg ukończyłam z czasem 3 godziny 2 min. Jurek miał czas 2: godziny 9 min. Wielki szacun dla niego. Po biegu od razu był powrót do domu.

Może myślicie, że Basia niedzielę przeznaczyła na regenerację?

Na drugi dzień żeby nie zapomnieć jak się biega po lesie pojechaliśmy na stadion leśny żeby pobiec bieg żołnierzy wyklętych. Pobiegłam 2 km w mundurze żeby rozruszać nogi a Jurek dodatkowo oprócz 2 km dołożył jeszcze 5 km. Także weekend był biegowo hardkorowy.

Podobny pomysł na spędzenie niedzieli miała Ewa Chećko: "Wspólna aktywność jest niezłym sposobem na rodzinne spędzenie niedzielnego, słonecznego przedpołudnia. Tym razem był to wypad do Dobrego Miasta na "Bieg Tropem Wilczym". Towarzyszyli nam Marcin i Piotr, którzy obiecali pomóc mi wspierać Jadzillę moralnie na trasie biegu, gdyż do samego końca nie było wiadomo czy kontuzjowany Kuba z nami pobiegnie. Naszą drużynę reprezentowali też Jarek i Tomek. Mimo dość krótkiego dystansu (1963 m) bieg do łatwych nie należy - tuż po starcie uczestnicy mają do pokonania ponad 800 m podbiegu, na trasie są ostre zakręty i zróżnicowana nawierzchnia. Ale finalnie wyszło super - Jadzilla zajęła 3 miejsce w kategorii do 13 lat, przegrywając tylko z dwoma starszymi o cztery lata dziewczynkami. Była też 9 spośród 89 kobiet i dziewcząt startujących w biegu! Ale jeszcze bardziej ucieszyło nas to, że przebiegła tą trasę o prawie 1:30 szybciej niż rok temu i pokazała mocny finisz. Miłym zaskoczeniem było moje podium - również 3 miejsce w kat. k41-55 i 11 open K. Kuba jednak wystartował i przeżył - ale Marcin i Piotr i tak dotrzymali nam towarzystwa na trasie, co było bardzo miłe. Tak to jest w naszej drużynie! :-) A droga do domu upłynęła nam pod znakiem rozmów o skomplikowanej historii końca wojny i lat powojennych w Polsce."

Ponieważ takie biegi organizowane były w wielu miastach, olsztyńskiej edycji udział wziął Mariusz Witkowski: "Taki służbowo prywatny bieg. Występowałem w podwójnej roli jako reprezentant mojej jednostki wojskowej oraz zawodnik drużyny Są Wolniejsi. Bieg organizowany był na dwóch dystansach 2 km oraz 5 km. Dystans 2 km pokonałem w umundurowaniu dla zabawy, natomiast trasę 5 km przetruchtałem już w stroju sportowym. Ogólnie trasa typu cross, nie biegłem szybko - średnia wyszła 5 min/km, więc to raczej trening połączony z zabawą. Oprócz mnie pojawiło się gro zawodników z naszej drużyny. Podtrzymując hasło tych którzy swoją słabą formę (czyli ja) ubierają w otoczkę typu: "biegam dla siebie a nie dla medali" to medal oddałem Barbarze N., która nie zdążyła się zapisać na bieg i pobiegła bez numeru startowego a jako biegacz hołdujący zasadzie Fair Play nie wzięła medalu na mecie od wolontariuszy."

  • 11
  • 1010
  • 1111
  • 1212

  • 1313
  • 1414
  • 1515
  • 1616

  • 22
  • 33
  • 44
  • 55

  • 66
  • 77
  • 88
  • 99

 

 Czyli jak widać, przygotowania w toku! Oby tak dalej :) Widzimy się na biegowych ścieżkach!

 

Ostatnio zmienianypiątek, 06 marzec 2020 11:54

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.