Ani słowa o... Wyróżniony

… no właśnie. Zatem jedziemy!

W całej Polsce spotkania parkrun przebiegły pod znakiem #IWD czyli Międzynarodowego Dnia Kobiet. Z tej okazji biorące udział w olsztyńskim spotkaniu Panie otrzymały kwiatki i w ogóle było bardzo fajnie :)

Sporo “naszych” było, chociaż mogło być więcej :) ZOBACZ ILU!

10 dżentelmenów i tylko dwie panie na trasie, a w pomocy - 5 osób, w tym jedna jedyna - Monika w sumie daje tylko 3 dziewczyny.

Oddajmy zatem głos… Paniom! 

Ela Ciećko opowie o swoim udziale: “Sobotni parkrun przebiegł pod znakiem dnia kobiet. Nasi drużynowi koledzy zadbali o świetne oznaczenie trasy, wraz z życzeniami dla płci pięknej. Jednakże, chciałabym złożyć zażalenie. Na starcie widniał napis "Dziś nie wyprzedzamy Pań", niestety mężczyźni nie zastosowali się do tej sugestii. Ja całą trasę byłam "ogonem" Mirka, Elizy i Faziego. Pierwszy raz udało mi się zrobić 5 km w narastającym tempie. Zdjęcie z mety oddaje mój stan, gdy tempo końcowe było 3:30. Miłym zaskoczeniem były kwiaty na mecie, dziękujemy panowie! Po całym tygodniu mój kilometraż biegowy wyniósł 63 km (jak nigdy!) i niestety nogi odmówiły posłuszeństwa na niedzielnej wycieczce. Ale grunt to być na zdjęciu! :D

Sekretarz (Magda z Fejsbuka) może dołożyć trzy słowa na zasadzie nieobecności, choć i szczerej chęci uczestnictwa, albowiem nie wyobraża sobie rozpoczęcia soboty inaczej, niż od parkrunu :) A było to tak - biegłam sobie na parkrun ulicą Żołnierską. Jak biegnę to myślę sobie o różnych fajnych rzeczach, niekoniecznie patrzę pod nogi. No i jak dobiegłam do skrzyżowania z Obiegową, nie zauważyłam krawężnika i malowniczo się wywaliłam. Udało mi się zbić prawe kolano i skręcić lewą kostkę (tu sobie jeszcze pomogłam, próbując truchtać dalej i wykręcając ją). Doczłapawszy do Aury, umyłam otarcia na rękach, kolano, zaopatrzyłam się w Altacet, środek do odkażania rany i opaskę elastyczną, przy wydatnej pomocy Marcina doczłapałam się na parkrun (bo z ludźmi się trzeba było zobaczyć). We wtorek wbiłam się do lekarza, który zdiagnozował skręcenie stawu skokowego i nakazał 2 tygodnie pauzy od biegania a potem ostrożnie. Czy odważę się pobiec Warneland? Temat stoi pod znakiem zapytania zarówno pod kątem braku wybiegań jak i konieczności pokonywania nie - płaskiego terenu.

  • parkruntorun0703220parkruntorun0703220

Na “zagranicznym” parkrunie w Toruniu wystartowała Basia Berdecka - Niewdzięczna: “Pojechałam do córki do Torunia no i nie byłoby na miejscu żeby nie zaliczyć parkrun w tym mieście. Bieg po lesie pełno korzeni i błota to jest to co lubię najbardziej.

 

Wróćmy na nasze podwórko i oddajmy głos Faziemu (Piotr Paltian): 

Jest sobota... aaaa to już było tyle razy, ale w sumie co z tego, w zasadzie to już wiadomo, że sobota zaczyna się od Parkrunu. A w moim przypadku od latania z kredą i oznaczania trasy - od jakiegoś czasu czynię to wspólnie z Mariuszeczkiem. Tak też było i w miniony szósty dzień tygodnia. Pomazaliśmy trochę chodnik, tu muszę dodać, że kolega od "kredy" tak bardzo rozbrykał się z pisaniem haseł, że trzeba mu było w jednym miejscu coś zetrzeć, bo w szale "tfurczym" się nam zagalopował i orta pięknego wywalił ;) Dobrze, że cenzor pilnuje i szybko znaka daje... Tym razem biegowo świętowaliśmy Dzień Kobiet.  Czyli było odśpiewane Paniom "Sto lat" i każda uczestniczka na zakończenie biegu została obdarowana kwieciem. A mój bieg wyszedł całkiem fajnie, bo z "niechcenia" zrobił się bieg z narastającą prędkością. Zacząłem wspólnie z Mirkiem Mikitą i Elizą, miało być 5:30, ale od samego początku było szybciej, cały czas na plecach siedziała nam Ela, myślałem, że chce trochę poplotkować z Elizą i po nawrotce stwierdziłem, że zrobię jej miejsce i trochę przyspieszyłem, ostatni kilometr przebiegłem wspólnie z Grześkiem Grabowskim, który mnie mocno zmotywował na finiszu - mało co płuc nie wyplułem, ale Grzesiu dzięki, było warto :). Na mecie przykra niespodzianka - Magda ze skręconą nogą i pokaźną zdrapą na kolanie. Musi Pani Sekretarz pamiętać, że Olsztyn to metropolia Polski "C' i tu chodniki są równe inaczej - mam nadzieję, że z kostką już nie jest tak źle, a kolano wiadomo, się wygoi...W niedzielę za to spokojne wybieganie z Mirkiem, po drodze nad jeziorem Długim spotkaliśmy trzech drużynowych muszkieterów - Tomka, Jarka i Marka - wspólna fota i my w swoją stronę na spokojnie, a sprinterzy w swoją, pyknęło nam ponad 15 km i każdy zadowolony wrócił do domu.

O wszystkim, tylko nie o najważniejszych osobach na parkrunie opowiedział Mariusz Witkowski:

Hszonszcz bżmi w czcinie – czyli polska ortografia jest bez sensu. Czyli jak zostać mistrzem oznaczania trasy na parkrunie.

W angielskim języku jest jedno słowo fuck, które załatwia sprawę a w polskim, aby stworzyć nowe trzeba dodatkowo sprawnie operować przedrostkami np.: 

Podstawa: - pierdolić (1 uprawiać seks, 2 lekceważyć coś, 3 gadać głupstwa, 4 nie wytrzymywać); 

- napierdalać (1 bić, 2 boleć, sprawiać ból, 3 robić coś dobrze, 4 uczyć się, 5 szybko mówić).

Jakby tego było mało to jeszcze wymyślono, nikomu nie potrzebne, zasady ortografii. Tylko co ten wywód ma wspólnego z bieganiem? Otóż ma i to bardzo wiele. Jak wiadomo od dłuższego czasu jestem jednym z wolontariuszy, którzy oznaczają trasę parkrunowego biegu. To bardzo ważna funkcja, bez której bieg by się w ogóle nie odbył. Między innymi dlatego właśnie potrzeba aż dwóch specjalistów od oznaczeń poziomych. Jednym jestem ja a drugim Piotr P. vel Fazi.

No bo niby co takiego robi koordynator? Koordynuje, czyt. drze japę, rozstawia uczestników biegu po kątach i udaje, że panuje nad wszystkim, czyli nie robi faktycznie nic. Albo taki „tokenowy”, rozdaje te kartoniki, kompletny bezsens, tak jakby biegacze nie mogli sobie sami ich pobierać po przekroczeniu linii mety. Weźmy kolejny przykład takiego „stoperowego”, wielkie mi co klikać jak opętany w przycisk stopera. Następny mistrz - ekspert to „zamykający” – głupizna do kwadratu a nawet sześcianu, przecież i tak będzie ktoś ostatni i po co ma to być właściwie ON i jeszcze w dodatku podpisany. 

Co innego „oznaczacze trasy”, funkcja wymagająca ponadprzeciętnej inteligencji, kreatywności… i  Qrła, jak się okazuje znajomości podstawowych zasad ortografii.

Ale jak to mówią pływacy, do brzegu!  Więc o co chodzi z tą ortografią, już wyjaśniam.

Zawsze, oprócz strzałek kierunkowych i krótkich komunikatów w stylu: „NA MOST 

W PRAWO”, „PROSTO” itp. wykonuję, również szereg motywujących napisów, jak np. „WOLNIEJ”, „JESTEŚ CIENKI”, „NIE BIEGAJ WYBIERZ SZACHY”. Do tej pory nie było żadnych problemów aż tu wypadło święto Pań i chcąc zmotywować dziewczyny do utrzymania formy oraz ogłosić parkrunowej społeczności i reszcie świata ich ważną rolę w galaktyce i wszechświecie postanowiłem wyrazić swój przekaz w postaci życzeń popełnionych kredą na kostce brukowej.

Napisałem piękne wyraziste życzenia, których pierwotna wersja na pewno krąży jeszcze w otchłaniach Internetu w brzmieniu –„DZIEWCZYNY Z OKAZJI DNIA KOBIET ŻYCZYMY SWIERZOŚCI W KROKU PRZEZ CAŁY ROK”.

Na nic zdały się tłumaczenia, że to RZ zamiast Ż to po to aby krok był bardziej świeży, analogicznie jak herbata napisana przez CH jest herbatą bardziej słodką a z kolei wulgarna nazwa penisa pisana, zresztą poprawnie przez CH  jest po to by podkreślić jego jeden z walorów w postaci długości.

Na szczęście koordynator zauważył ten błąd ortograficzny (no dobra jednak na coś się jednak przydał) i szybko została poczyniona korekta, tylko świeżość będzie przez to mniej trwała.

Przy okazji upadł pomysł, aby dobrowolne datki wrzucane do parkrunowej świni - skarbonki przeznaczyć na zakup termosu. Niestety są wydatki priorytetowe – kasa jest potrzeba na zakup słownika ortograficznego dla jednej z osób oznaczających trasę. W sumie muszę przyznać rację prof. Miodkowi, który radzi: "Nie wiesz jak napisać żółty napisz słoneczny".

Czas w końcu opisać, mój mało znaczący udział w parkrunowym biegu, co czynię zgodnie z rubrykami określonymi w formularzu. Bieg odbywał się w Olsztynie w parku Centralnym na dystansie 5 km. Trasa biegu była zróżnicowana i obfitowała w trzy typy nawierzchni; asfalt, szutr i kostka brukowa koloru czerwonego, miejscami z akcentami szarości. Na starcie stawiło się 12 naszych zawodników, czyli co czwarty uczestnik parkrunu to ktoś od nas. Ogólną liczbę zawodników można zdefiniować jako constans olsztyńskiego parkrunu, która oscyluje w granicach 50 osób. W obecnej edycji startowało 47 biegaczy.

Mój wynik był składową wygłupów i szybkiego biegu. Pierwsze metry przypomniały mi, że zjadłem za mało ciastków i postanowiłem po kółeczku spocząć na ławeczce i wepchnąć w otwór gębowy trzynaście i pół ciastka. Cały mój bieg miał oscylować w granicy tempa 5:30min/km. Zapewne by tak było, gdyby nie to, że na parkrun przybył  znany „podpuszczacz” Adam K. Tym sposobem z 5:30min/km zrobiło się 4:20/min na km a ostatnie 1000 m pokonałem w tempie 3:55 min/km. Ogólnie przez Adama zrobiłem sobie trening tempowy, tylko po co jak ja już do niczego się nie przygotowuję, ponieważ oprócz tego, że jestem skromny to jeszcze w dodatku tak świetny, że żadne zawody nie są dostatecznie elitarne abym chciał zaszczycić je moją obecnością.  

Jedyny plus całego tego parkrunowego biegu to to że osiągnąłem orgazm, przynajmniej tak stwierdził mój zegarek, który zakomunikował że mam coś tam SZCZYTOWEGO, wiec to na pewno to. Dziękuje ci garminie 945xt za doprowadzenie mnie do rozkoszy.

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

A w niedzielę? (to ten sam gawędziarz opowiada)

“Niedziela miała być nudna i przeznaczona na regenerację. Jednak znana grupa biegowa, tworząca stowarzyszenie pod nazwą Są Wolniejsi wraz z partnerem tytularnym Foto Olsztyn zorganizowała bieg, a właściwie wycieczkę biegową o nazwie „Niepełna trzydziesta - Wycieczka Biegowa (powtórka)”. Cześć nazwy, definiowana jako powtórka odnosiła się do wydarzenia odbywającego się w lutym, kiedy ten sam organizator zafundował biegaczom wycieczkę Ultra o dystansie 60 km – “Dzikie ultra, półdzika trzydziestka”. Wtedy biegacze, którzy zdecydowali się na krótszy dystans mieli okazję pokonać malowniczą trasę. Szlak wycieczki tak bardzo przypadł do gustu uczestnikom biegu, że cześć z nich domagała się w najbliższym czasie powtórki tego wydarzenia. Dlatego właśnie organizator, wychodząc naprzeciw żądaniom środowiska  biegaczy zorganizował to wydarzenie pod wcześniej wymienioną nazwą.

Oczywiście nie mogłem odmówić sobie udziału w tej przygodzie, ponieważ organizator wycieczek biegowych znany jest ze swojego profesjonalizmu. Mimo, że brzydzę się komercją a przede wszystkim medalami, to chętnie podziwiam nagrody jakimi obdarza on uczestników swoich wycieczek. Zawsze na mecie na biegaczy czekają fajne pamiątkowe medale i dodatkowe niespodzianki. Warto zapłacić astronomiczna kwotę wpisowego, czyli zero złotych, aby mieć fajną, niepowtarzalną pamiątkę.

Mimo nieludzkiej pory, wydarzenie było zaplanowane na 7:11, to na starcie zjawiło się aż 9 osób a jeden biegacz przybył nawet z dalekiego Olsztynka.

Oprócz humoru, który dopisywał grupce biegowych świrusów organizator zapewnił malowniczą trasę, której 97,56 % stanowiły leśne dukty.

Tym razem pomysłodawca przebił chyba wszystkich organizatorów wydarzeń sportowych. Każdy z uczestników wycieczki, na mecie, która usytuowana była jak zwykle przy kultowej już dziurze koło Wysokiej Bramy, otrzymał 500 zł. Czyli mamy jednak kolejne 500 plus i to bez konieczności posiadania dzieci, wystarczyło tylko pokonać 30 km dystans wycieczki. Szkoda, że nie wiedziałem o tym wcześniej, bo bym przyprowadził braci siostry wujków, dziadków i odnowił kontakty z dalszą rodziną.

Podsumowując, fajne wydarzenie – w końcu wiem dlaczego biegam, proste: DLA KASY I PO KASĘ.  Chyba komercja już mnie trochę mniej brzydzi ... ha ha.

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

 Słowa dotrzymaliśmy :) Trzymajcie się ciepło, biegowe siostry i biegowi bracia!

Ostatnio zmienianyczwartek, 12 marzec 2020 17:45
Więcej w tej kategorii: « Sezon wiosenny coraz bliżej

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.