Lepiej, niż w piosenkach :)

Jak swego czasu śpiewał Kuba Sienkiewicz - “wszędzie dookoła czyha pokusa goła..” - tak wraz ze zbliżającą się jesienią rośnie oferta najróżniejszych zawodów - pd 5 km do ultramaratonów, charytatywnych i nie, po asfalcie, leśnych ścieżkach czy nawet po górach. Czyli - do wyboru, do koloru, szans na obciążenie “biegowego wieszaka” żelastwem na wstążce w bród, nic, tylko korzystać. Zatem korzystamy.

  • kaszubskamagda2019kaszubskamagda2019

Pisząca tę relację sekretarz w mojej osobie, czyli Magda z Fejsbuka, rozpoczęła udział w zawodach chwilę po tym, jak skończył się weekend, bowiem w Trójmieście rozpoczynały się ostatnie przygotowania do Utramaratonu Kaszubska Poniewierka, w tym roku rozgrywanych na czterech dystansach: 30, 50, 75 i 100 km. Z racji tego, że w dzień zawodów (sobota) sama miałam plany startowe, moja rola jako wolontariuszki ograniczyła się do udzielania się w biurze zawodów: we wtorek przygotowywaliśmy pakiety startowe, środa i piątek to wydawanie Mnie przypadł w udziale najdłuższy dystans w środę oraz 50 i 75 km w piątek. W ten dzień biuro czynne było do północy, jednak mając na uwadze konieczność wstania w następny dzień dość wcześnie rano, po godzinie 20-stej pojechałam do domu.

Sobota, 14 września

Tymczasem w Olsztynie biegowe święto - setny parkrun. Pamiętam te smutne czasy “przed erą parkruna”, kiedy po piątkowej imprezie w “Kryjówce” vel “Manhattanie” człowiek samotnie leczył kaca, kręcąc kółka po Kusocińskim. Na szczęście te erę mamy za sobą, obecnie wszelkie opary można wylatać na parkrunie, wraz z ekipą pozytywnych wariatów z “Są Wolniejszych” i nie tylko.

Ze statystyk, przytoczonych już w fejsbukowej relacji: Na 68 uczestników, 10 reprezentowało nasze barwy :) Dodatkowo (lub łącznie) 5 osób udzieliło się jako wolontariusze :)

W historii parkrun Olsztyn na mecie zameldowało się 31 osób reprezentujących drużynę Są Wolniejsi - będących członkami bądź sympatykami naszego Stowarzyszenia (deklarujących w ramach pr przynależność do naszego klubu). Cztery osoby wzięły udział w parkrunach więcej niż 50 razy (nie tylko pr Olszyn), jedna - więcej niż 100 razy :) Łącznie odnotowanych zostało 559 "osobobiegów", co plasuje nas na drugim miejscu pod kątem liczby uczestników oraz na pierwszym pod kątem "osobobiegów" - wśród olsztyńskich klubów biegowych.

Mamy wśród swoich szeregów 3 osoby, które są uprawnione do noszenia fioletowej koszulki wolontariuszy… i nieustannie pracujemy nad poprawą tych wyników :)

Wyniki 100 parkrunu: KLIK!

I oczywiście to, co najlepsze tych relacjach - opisy uczestników: 

Grzegorz Grabowski pochwalił się: “Jubileuszową 100-tną edycję parkrun Olsztyn kończę z nowym rekordem życiowym (23:19) na starej trasie. Mam nadzieję, że na nowej posypią się kolejne życiówki.

Jadzilla pobiegła na spokojnie: "Beznapinkowy", towarzyski bieg (28:16)- Jadzilla w roli zająca dla kolegi z drużyny Wyderek :) Trzeba też było oszczędzić trochę sił na niedzielny start.”

Oczywiście, naszej dzielnej małej wojowniczce towarzyszyli rodzice: Ewa Chećko i Jakub Zaremba - “Nie mogło nas zabraknąć na setnym parkrunie.  Piękna pogoda, rekreacyjny bieg z dzieciakami, spotkanie z drużyną - rewelacyjny początek weekendu!”

Udziału w tym doniosłym wydarzeniu nie mógł odmówić sobie nasz Wiceprezes Mariusz Witkowski, który niedawno zmienił imię na Szuiram (mamy nadzieję, że nie zmienił wyznania bo to imię brzmi jakoś….takoś.. Ale ok, jesteśmy tolerancyjni): “Mimo natłoku zajęć w pracy i ogólnej niechęci spowodowanej spadkiem formy biegowej zmotywowałem się i ruszyłem cztery litery aby wziąć udział w parkrun Olsztyn. Dodatkową motywacją było to, że to 100 bieg w naszej lokalizacji.  Prócz tego, z Fazim oznaczyliśmy trasę i... o dziwo nawet nie wspomniał nic o marnotrawstwie kredy :). Trasa jak zwykle, oznakowana była profesjonalnie, nikt nie mógł zabłądzić a to z tej prostej przyczyny, że trasę oznaczyłem kierując się wyznacznikiem mojego IQ, czyli ludzie którzy mają ten wskaźnik powyżej 68 nie mogli mieć problemu z  pokonaniem trasy czyt. nie byli w stanie zabłądzić. 

Jeśli już przyszłem (tak przyszłem a nie przyszedłem, sam najlepiej wiem co zrobiłem) to już postanowiłem sprawdzić, czy mogę trochę szybciej biegać. Test wyszedł średnio - na 68 uczestników zająłem 9 miejsce.  Miejsce nie jest ważne - najważniejsze, że spotkałem 30,3% naszego teamu (w biegu wzięło udział, aż 10 zawodników naszej drużyny) i mogliśmy wspólnie się powygłupiać.

Oczywiście na 100 edycji pojawił się Mirek Mikita, który podobnie, jak Mariusz, wystąpił w roli podwójnej - zarówno uczestnika, jak i wolontariusza: “Jubileuszowa edycja olsztyńskiego Parkrunu. Oczywiście jako wolo i tym razem biegowo. Biegowo wolno..bo w niedzielę półmaraton. Jedna z większych frekwencji ..68 osób. Fajnie było zobaczyć tylu ludzi w parku. A szczególnie fajnie było widzieć juniorów...bo to oni za jakiś czas będą za nas biegać i organizować spotkania....taką mam nadzieję.

Do napisania kilku słów relacji dał się przekonać Piotr Szczepaniak:Bieg w tempie konwersacyjnym. Towarzyszyłem m.in. Gosi z "Są Wolniejsi”. Bieg spokojny, rozmowy na różne tematy. I tam biegnąc Gosi do życiówki zabrakło 8 sekund. Jesteśmy już umówieni na kolejny taki bieg z pobiciem życiówki. 100 Parkrun jeszcze starą trasą. Prawie 70 uczestników. Atmosfera jak zawsze fantastyczna.

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

 

  • magdawerstmagdawerst

Podobnie jak oszczędzający na parkrunie siły pod niedzielny półmaraton, również i ja, startując w 57. Biegu Westerplatte w Gdańsku miałam podobne założenia. To mój piąty start na tej imprezie, lubię jej klimat, mnóstwo spotkań ze znajomymi, no i fakt, że organizator dba o tych “wolniejszych”, umożliwiając start z pacemakerami na 60’, 65’ i 70’, co w biegach na 10 km zdarza się raczej nieczęsto. Ustawiłam się zatem za zajączkami 65’ obiecując sobie, że nie będzie żadnego kozaczenia, gonienia “dla funu” pejsów 60’, jak rok wcześniej, tylko grzecznie, równo, bez przyspieszania. Plan zrealizowany w 100%, meta spokojnie osiągnięta w czasie 01:03:50, co jak się okazało, jest najlepszym czasem na 10 km w tym roku. Na mecie okazało się, że zagubiła się pokaźna liczba medali ale temat już ogarnięty - jestem umówiona na odbiór z Organizatorem.

  • baskapko2019baskapko2019

Tymczasem nasza koleżanka Basia Berdecka - Niewdzięczna pojechała do Lidzbarka Warmińskiego i wzięła udział w 5 PKO Biegu Charytatywnym. Idea była prosta:bieg miał charakter sztafety. W sztafecie biorą udział wyłącznie 5-osobowe drużyny. Każdy z Zawodników miał za zadanie pokonać co najmniej jedno okrążenie w trakcie godzinnego Biegu. Aktywność biegaczy biorących udział w Biegu została przeliczona na złotówki, a uzyskana w ten sposób kwota przekazana będzie przez Fundację PKO Banku Polskiego na cel charytatywny imprezy, wsparcie dzieci z Domów Dziecka w zakresie edukacji w 12 województwach, w których odbył się Bieg. Kwota, którą Fundacja PKO Banku Polskiego przekaże na cel charytatywny wynosić ma minimalnie 50 tys. zł na każdą lokalizację, a jej ostateczna wysokość uzależniona jest od liczby pokonanych przez drużyny okrążeń. Basia zrobiła ich (szczęśliwe) 7. Gratulujemy!

Może myślicie, że to już koniec sobotniego biegania? W życiu! Ponownie oddajemy głos Piotrowi Szczepaniakowi, który wystartował w III Oristo Biegu Stolarskim o Złoty Hebel w Grodzicznie, na dystansie 10 km: “Wycieczka biegowa go Grodziczna na bieg po atestowanej 10km. trasie. Wypasiony pakiet startowy (plecak, koszulka na długi rękaw, termos). Dobra pogoda, bieg asfaltem. Nawrót na 5km. Na półmetku patrzę jest dobrze, czas 22,24. Górki w drodze powrotnej zweryfikowały marzenia o życiówce. Mimo ciężkiej trasy wybiegałem 5-te miejsce (na 19-tu) w kategorii wiekowej. Jestem super zadowolony, bo poziom sportowy zawodów był wysoki. Za rok wybieram się znowu do Grodziczna zmierzyć się z trasą i górkami.

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

Kolejne ciekawe zawody z udziałem “Są Wolniejszych” w mojej osobie (Magda z Fejsbuka) to “Piwna Mila” w Sopocie, w której oczywiście musiałam wziąć udział. Z uwagi na ogromne zainteresowanie zawodami entuzjastów biegania i piwa, “warowałam” na drugi rzut zapisów, czyli zwolnione miejsca przez nie opłacone starty, bo wszystkie miejsca rozeszły się jakieś pół godziny po uruchomieniu zapisów. Ostatecznie udało się dostać na pierwszą falę startową, czyli na godzinę 15 - stą. Zważywszy na start w Biegu Westerplatte, należało mocno zagęszczać ruchy między jednym a drugim startem, aby ogarnąć prysznic, jakiś posiłek, zmianę ciuchów i dojazdy. Zawody rozgrywane były następująco: 0,3 l piwa (z butelki) na starcie, okrążenie po bieżni - i tak razy 4. Uzyskałam czas 12,5 minuty, poprawa w stosunku tych samych zawodów dwa lata wcześniej o 2 minuty - i bynajmniej nie dlatego, że szybciej biegłam :) Bardzo fajne zawody, kolejne fale startowe zyskiwały kibiców w postaci mniej lub bardziej pijanych uczestników z wcześniejszych godzin :) 

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

“A wieczorem, przed mym domem, zrobię ekran i wyświetlę sąsiadom film….” - to z kolei słowa z Piosenki Myslovitz “Scenariusz dla moich sąsiadów”. Część osób wybrała jednak nieco inny scenariusz - w związku ze zmianą trasy olsztyńskiego parkrunu, w sobotę o godzinie 21-wszej, odbył się nieoficjalny, “nocny parkrun” - na którym pożegnano starą trasę. 

Z relacji Mariusza Witkowskiego dowiadujemy się, że: “Spontaniczna decyzja o biegowym pożegnaniu starej trasy z pomysłu została przekuta w jego  realizację. Oczywiście godzina została ustalona analogicznie do godziny w jakiej rozgrywany jest parkrun, tylko 12 godzin później czyli 9pm . Kontynuując  walkę z moją niemocą postanowiłem i w tym wydarzeniu wziąć udział. Fajna zabawa, mimo pory gdzie większość ludzi... już śpi to frekwencja dopisała. Liczebność uczestników podnieśli też Są Wolniejsi. Zgodnie  z ideą wydarzenia bieg był bez pomiaru czasu i w tempie slow - wszyscy biegliśmy w grupie. Najpierw przebiegliśmy jedno kółko stara trasą, następnie wyruszyliśmy potruchtać nową. Nocny parkrun tak się wszystkim spodobał, że nazajutrz w mediach społecznościowych rozgorzała gorąca dyskusja na temat jego cykliczności, czyli 9/21 parkrun Olsztyn, o kurła wymyśliłem nową nazwę :).

Towarzyską atmosferę spotkania potwierdza Piotr Szczepaniak:Nocny Parkrun. Spontanicznie, po głosowaniu trochę starą trasą i całość nowej trasy Parkrun (Łynostrada). Dużo uczestników. Tempo pozwalające na rozmowę. Do biegu próbowało dołączyć się stadko dzików, ale spotkało się z grzeczną ale stanowczą odmową. Trasa mi się podobała. W biegu po raz pierwszy uczestniczyła moja Ania. Przebiegła swoje pierwsze 7km. i jestem z niej dumny. Fantastyczne biegowe spotkanie, pełne rozmów i uśmiechu.

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

Dobra, starczy już tych sobotnich występów :) Czas na niedzielę! 

Albo nie. Dobrym przejściem sobotnio - niedzielnym niech będzie opis aktywnego weekendu Staszka Guzowskiego, który za jednym zamachem opisał sobotę i niedzielę: “Koniec weekendu zbliża się nieubłaganie a więc czas na krótkie podsumowanie aktywności - a działo się już od soboty czyli musi być PARKRUN ale nie taki zwyczajny tylko #100-ny! Jako wolontariusz przy drugiej frekwencji w historii tej imprezy biegowej było co robić ale to nie koniec atrakcji bo wieczorem odbył się właściwie już nocny PARKRUN - trochę nieoficjalny aby pożegnać starą trasę biegu i jednocześnie powitać nową trasę, która będzie obowiązywać od kolejnych edycji. No i dalej niedzielny start w IV półmaratonie UKIEL. Zapowiadała się extra zabawa ale niestety odebrałem kolejną lekcję pokory na tej trasie - było MEGA ciężko i na pewno nie był to spacerek a przynajmniej nie dla mnie. Było wszystko co najgorsze - czyli za szybki początek, skoki tętna, potężny kryzys i chęć zejścia z trasy, ale dzięki wsparciu kolegów biegaczy i kibiców jakoś dotrwałem walcząc o przetrwanie. Chociaż czas poprawiony od zeszłego roku o blisko 8 minut ale w fatalnym stylu i brak satysfakcji z wyniku.

  • stasiekwekstasiekwek

Na szczęście na koniec dnia coś dobrego do zrobienia czyli pokręcenie kilku km dla wspólnej firmowej akcji we współpracy ze Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Mięsaki Sarcoma, którego celem jest wsparcie osób chorych oraz edukacja społeczeństwa i personelu medycznego w zakresie wczesnego rozpoznania choroby i jej leczenia. Za każdy przejechany km dokładamy kasę dla fundacji i tym miłym akcentem wyszło tyle biegania ile "rowerowania" :) UFF dzięki wielkie wszystkim za wsparcie bo dzięki Wam udało się nie tylko aktywnie spędzić czas w SUPER towarzystwie ale również dostać mnóstwo pozytywnej energii :)

I tym optymistycznym akcentem przechodzimy o “grupowego” startu w IV Ukiel Olsztyn Półmaratonie. Uprzedzając nieco fakty: jedni na metę wpadali zadowoleni, inni mniej, jedni zrobili życiówki, drudzy ich w tym wspierali, no i nie można w tym miejscu nie wspomnieć i naszych kibicach, którzy kibicowali pokonującym kolejne kilometry. Czyli - znów, rzec by można - udział grupowy :)

Jednakowoż warto pamiętać, że przed startem na tym dystansie odbyły się biegi towarzyszące, w których jedną z uczestniczek była Jadzilla. Jak jej poszło? Poczytajcie: “Najpierw luźno, rozgrzewkowo przebiegnięte 300 m (kat. 8-10), bo docelowo Jadzia wybrała bieg na 1,5 km. Tu już "dołożyła do pieca" pokonując trasę szybciej o prawie 3,5 minuty niż rok temu i wskakując na pudło - 3 miejsce open K”. Czapki z głów!

Jeśli chodzi o mój własny, sekretarzowy występ - jestem zadowolona. Byli wolniejsi, chociaż niewiele, ale mogę równie dobrze na metę wbiegać ostatnia - zupełnie mi to nie przeszkadza. Założenie proste - jak najbliżej czasu, na który będę prowadziła w czasie Półmaratonu Gdańsk :) Udało się, chociaż o trzymaniu równego tempa raczej, ze względu na ukształtowanie terenu mowy nie było. Oczywiście również drugie założenie “pod maratony” - czyli wbiec na metę na świeżości i z siłami na pokonanie tego samego dystansu jeszcze raz - też zostało wykonane. Najważniejsze - zobaczyć się ze “swoimi” - i to było o wiele ważniejsze, niż te dwa pierwsze założenia. Tyle ode mnie.

Ostatnia relacja “tandemowa” - to jedno wydarzenie widziane z dwóch stron. Wtajemniczeni dostrzegli zapewne, że Mariuszeczek, brzydzący się wszelkimi biegowymi formalizmami, biegł bez numeru startowego. Tym niemniej spełnił on bardzo ważną rolę - był prywatnym pacemakerem Mirka Mikity i pomógł Mirkowi poprawić rekord życiowy na tym dystansie. Nie przedłużając już, łapcie obie relacje:

Mirek: “Przed biegiem zakładałem ukończenie biegu w 2 godziny. W trakcie Mariuszeczek zadał pytanie...jaki czas chcesz mieć na mecie? Zgodnie z prawdą odparłem, że poniżej 2 h...no i poprowadził:) Czasami musiałem krzyczeć na niego...bo leciał ogniem. Ale większość trasy trzymałem się Mariusza. Prowadził perfekcyjnie...jak trzeba było to czekał...jak widział, że można przyspieszyć...przyspieszał..wiedział co robi. Nie było to amatorskie pejsowanie...facet dokładnie wiedział co robi. 2 kryzysy..ale dałem radę. Na mecie czas o 16 min lepszy niż w zeszłym roku i o 3 min lepszy od mojego rekordu na 21,09 km (01:52:25). No i jak tu nie być zadowolonym? Sam nie mogłem ogarnąć tego co wybiegałem. Nie było łatwo...nie przyszło lajtowo...swoje zapłaciłem na mecie..ale mam rekord trasy i rekord życiowy...czad!!!!!! Szkoda,że drużyna zajęła 4 miejsce...ale jak co roku oszukali:) nas...dopisując się po czasie. Nie będziemy składać protestu ...bo i tak w Olsztynie jesteśmy najlepsi:)

Mariusz:Zawsze, aby nie użyć słów niecenzuralnych, denerwowały mnie stwierdzenia ludzi, którzy kiedyś biegali, typu: "Ja kiedyś to osiągałem wyniki, przebiegłem to i to .." Zawsze cisnęło mi się na usta pytanie - Dlaczego teraz nie biegasz?. Teraz, cytując klasyka; "nadejszła wiekopomna chwila" aby to pytanie postawić sobie.

Co prawda  nie osiągałem w jakiś rewelacyjnych wyników, ale coś tam truchtałem w tzw. znośnych czasach na różnych dystansach. Teraz, na skutek braku weny, formy (tak wiem powtarzam się :), stałem się tym...jednym z tych leśnych dziadków, którzy mnie wkur... przywołując wspomnienia o swojej świetności.

Aby nie zgnuśnieć do końca i nie stać się jednym z fejsbookowych ekspertów, którzy udzielają się na forach biegowych służąc radami dla początkujących  typu "nie znam się, to się wypowiem" postanowiłem w niedzielne południe zrobić sobie trening obiegając jedno z olsztyńskich jezior. Wtedy spotkała mnie niesamowita przygoda, a mianowicie ujrzałem tłum biegaczy, okazało się że organizowane są jakieś zawody typu półmaraton. Kurde już sobie nie można spokojnie w samotności pobiegać. Trudno skoro już się napatoczyła ta impreza i przy okazji pojawił się tłum biegaczy to mówię... a co tam potruchtam z nimi.

Dowiedziałem się a raczej..  przypomniałem sobie wcześniej jako wspomniany leśny dziadek  ile km ma półmaraton i... poleciałem. Przy okazji znowu spotkałem zawodników naszej drużyny, kurde czy oni w jakiś zawodach nie biegają?  Nawet jedna taka z zarządu Są Wolniejsi SA przybyła specjalnie z zamorskiego kraju aby sobie przebiec dystans 21,0975 km (kurde jednak moja demencja jeszcze nie jest całkowita skoro pamiętam dokładnie dystans półmaratonu). 

Jeśli już dołączyłem się do grupy półmaratończyków to postanowiłem pobiec z Mirkiem Mikitą, który zadeklarował swój czas na 2 godziny. Niestety obudziła się we mnie nutka pseudotrenera i dawnego pacemakera i... postanowiłem zrealizować mój chytry plan i pomóc Mirkowi pokonać trasę troszkę szybciej. Widziałem, że ma rezerwy i jest w stanie zbliżyć się do 1:50, trochę narzekał, że coś mu tam za szybko ale .. mam kłopoty ze słuchem i .. Mirek biegł koło mnie abym mógł słyszeć jego pochwały na temat .. profilu trasy.  W rezultacie Mirek pobił, życiówkę co jest tylko i wyłącznie jego zasługą. Ja dziękuję Mirkowi za to, że mogłem się z nim przebiec a pozostałym ludkom z naszej drużyny za spotkanie. Oczywiście gratuluję wszystkim wyników. Brawo Wy. Ps. a te medale to były tylko dla tych co zapłacili start, bo nie wiem czy pisać do organizatora, że zapomniałem odebrać?

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

 

 

Cóż pozostało rzec?

“To już jest koniec,

Nie ma już nic,

Jesteśmy wolni

Możemy iść”

Ale tylko na moment :)



 

Ostatnio zmienianyśroda, 09 październik 2019 18:51

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.