Nie tylko dla Niepodległej...

Mimo, że wszyscy należymy do rodziny biegaczy i biegaczek, każdy z nas jest inny - mamy własne cele, własne plany treningowe, bądź ich brak, własne kalendarze zawodów, ulubione dystanse i nawierzchnie. Można jednakowo odnieść wrażenie że dzień 11 listopada i odbywające się wówczas zawody dla uczczenia rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości to swoisty wspólny mianownik i można wówczas na trasach spotkać wszystkich albo prawie wszystkich biegaczy polskich :) Mimo to każdy zachowuje odrębność i mimo, że biegniemy wszyscy, każdy ma swoją własną intencję - życiówka, pomoc w osiągnięciu dobrego wyniku koleżance / koledze, pamięć o bliskiej osobie. Ilu startujących, tyle intencji. Tyle nas różni. Tyle nas łączy.

Zaczynając jednak od biegu urodzinowego - jakim był 108 parkrun Olsztyn, na którym ogłoszono święto Państwowe - drugie urodziny naszej “domowej” lokalizacji. Co można powiedzieć o naszym parkrunie? Do najliczniejszych to on nie należy. Ale gdzie w Polsce znajdziecie rodzinną atmosferę, co tydzień ciastka i ciasta spontanicznie przynoszone przez uczestników? W końcu - gdzie indziej znajdziecie taką ekipę pozytywnie zawiniętych wariatów? No rejczel, że w Olsztynie i nigdzie indziej!

Wyniki: TU
Ponieważ na urodzinowym parkrunie działo się wiele, to i relacje uczestników będą nie byle jakie :) Na rozgrzewkę swoje wrażenia opisze Piotr “Fazi” Paltian:

Sobota i Parkrun, ale wyjątkowy, bo urodzinowy. Olsztyńska edycja biegu ma już 2 lata. Drużynowo stanęliśmy po stronie biegowej jak i licznie w wolontariacie, co godnie zaprezentowaliśmy przywdziewając fioletowe koszulki Parkrun. Tym razem w związku z szeroko rozesłanymi wićmi do Parku Centralnego przybyło około 100 osób, było miło rodzinnie i mocno "ciastkowo" i czekoladowo - dlatego nie wiem, czy to było bieganie, czy totalne "obżarstwo" :) . No i wróciły na parkrun "pieseły" :) Razem z Mariuszem Brzezińskim zaopiekowaliśmy się dwoma psiakami i z nimi pokonaliśmy 5km trasę (czas: 28:28). Początek to ogień w wykonaniu zwierzaków /nawet zdjęcia od prędkości rozmazane, tak szybko sunie gnały :)/ , całe szczęście po nawrotce trochę im przeszło, bo tak to bym musiał się chwalić nową życiówką :) A prawdę mówiąc wcale nie miałem ochoty na tak szybkie przebieranie nogami. Dzisiejsze bieganie to w zasadzie tylko epizod przy świętowaniu urodzin, było gromkie "Sto lat", dwa torty, pyszne wegańskie pralinki przygotowane przez Ewę i Jadzillę - pożarłem dużo :) Dużo uśmiechów i zabawy. Ze swojej kateringowej strony to przytargałem na urodziny dyniowy tofurnik, nie wiem czy wszystkim smakował, w każdym razie do domu wróciła pusta blacha....

Czyli - obżerali się i tyle.

Co na to Mirek Mikita? Bardziej że ciasta, czy bardziej, że biegane było? “Długo oczekiwane urodziny Parkrunu oficjalnie przeszły do historii. Przygotowaliśmy pyszny tort..herbatę i oczywiście pozytywną energię i sporą dawkę humoru. Troszkę zawiodła mnie liczba uczestników..byłem pewny,że przekroczymy magiczną liczbę 100...ale nie tym razem...szkoda.Pomimo tego bieg był fajny...zresztą jak zwykle co sobotę. Były psy...komu starczyło urodzinowych czapeczek biegł z urodzinowym atrybutem. Po tym jak ostatni uczestnik dotarł do mety odśpiewaliśmy wspólnie 100 lat...i można było zajadać tort. Zjadłem 2 kawałki..wypiłem herbatkę z cytryną. Impreza ogólnie udana. Spotykamy się za tydzień i tradycyjnie biegamy o 9 rano. Na koniec dodam tylko,że uzyskałem 3 czas (27:05) w swojej kategorii wiekowej...fajnie.”

Na kolegę Wiceprezesa Mariusza Witkowskiego w kwestii soczystych relacji możemy zawsze liczyć - nie zawiódł nas i tym razem: “Wierzę, że ze względu na  fakt, że nie biorę udziału w komercyjnych zawodach bo... wszelkie zawody to zło (póki nie zacznę trenować) to moje monotematyczne  relacje tylko z parkrunu są nudne. 

Tym razem też nic ciekawego w moim wydaniu, prawdziwymi bohaterami byli ci, którzy przyczynili się do organizacji tej edycji parkrunu, ponieważ było to wydarzenie niezwykłe,  bo świętowaliśmy 2 urodziny olsztyńskiego parkrunu. Nasza drużyna stanęła na wysokości zadania, zarówno jako wolontariusze - organizacja i zabezpieczenie biegu oraz dostarczyciele własnych wypieków.

2/3 członków naszej drużyny stawiła się aby wesprzeć urodziny Parkrunu. Mimo tego nie udało się pobić rekordu frekwencji, trochę szkoda ale ... do trzech razy sztuka i na 3cie urodziny spodziewamy się  300 osób :) . Mam nadzieję, że mimo przeciwności będzie to faktycznie 300 osób a nie 30.

Entuzjazm na pewno nie opadnie zważywszy na zaangażowanie grupki zapaleńców, którzy potrafili zaprząc do pomocy zamiejscowych- niedobra Michalina nie dała pospać swojemu tacie zlecając mu prace związane z gotowaniem.od 6:00 wody na herbatę. Oczywiście jak na prawdziwe urodziny przystało, był tort, a nawet dwa oraz mnóstwo innych wypieków i łakoci. Słodkości było tak dużo, że mimo tego że żarłoki brali po 6 kawałków to i tak dla wszystkich starczyło. Co do mojego udziału, stał on pod znakiem zapytania bo na parkrun dotarłem przysłowiowym rzutem na taśmę, prosto z dyżuru z pracy. W wolontariat też miałem minimalny wkład, ponieważ pomogłem w pozyskaniu termosu, w którym właśnie pyszną herbatkę zaparzył Krzysiek - tata Michaliny. Jak urodziny to zabawa i tak potraktowałem ten bieg, pierwsza połowa trochę szybciej a później wcieliłem się w rolę sędziego PZLA i sprawdzałem czy wszyscy prawidłowo obiegają kropkę wskazującą agrafkę czyli nawrót. Na szczęście nikogo nie musiałem określić jako DNF. 

Najważniejsze, że jednak olsztyński parkrun żyje i dzięki grupce zapaleńców ma się dobrze a że tę grupę tworzą w większości członkowie naszego Stowarzyszenia to tym bardziej rozpiera mnie duma.

Tyle tytułem mojego udziału w parkrunie, obiecuję że nie będę więcej zamęczał Was takimi nudnymi relacjami. OD następnego razu tylko wynik i nazwa biegu :)

Tylko kurła spróbuj.

Ewa Chećko potwierdza, że bieganie było trochę na dalszym planie, głównie chodziło jednak o te torty: “Drugie urodziny parkrunu - nie można było nie przyjść! Z założenia miał to być dla mnie bieg towarzyski, bez spiny - i taki był. Najważniejsze było spotkanie z pozytywną ekipą biegaczy, zgromadzoną wokół tego fajnego biegu i wspólne świętowanie drugiej rocznicy "dziecka" Jarka K. Było wszystko to to, co na porządnych urodzinach być powinno - torty, ciacha, czekoladki, owoce, napoje zimne i gorące, urodzinowe czapeczki... wspólne śpiewanie "Sto lat", a przede wszystkim uśmiechnięte towarzystwo, w tym goście spoza Olsztyna. Potem kto mógł - ruszał na 5 km trasę. Tym razem Jadzia odpuściła bieganie, zajmując się wyposażaniem tajnej bazy w kryjówkę dla jeży, a ja pokicałam w miłym towarzystwie Marka. To był bardzo udany początek weekendu :-) Long live Parkrun Olsztyn!”

Czy chociaż od Anety Całki usłyszymy, że brzydzi się ciastami? “W sobotę świętowałam 2-ie urodziny olsztyńskiego parkrunu - jak zwykle w wyśmienitym towarzystwie i niezwykle, bo po biegu czekały na nas przepyszne torty, ciastka i czekoladki.”

  • 11
  • 22
  • 44
  • 55

Moja skromna osoba (Magda z Fejsbuka), prawie tak skromna jak osoba Wiceprezesa, polazła na parkrun zagraniczny, trochę starszy ale nie dużo: Parkrun Gdynia #409:

Przyszłam sobie pobiegać a tu nagle koordynatorka pyta - "Chcesz zamykać?" No dooobra. To sobie slow joggingowałam tuż za dziewczynami maszerującymi z kijkami. 

  • magda11112019magda11112019

Parkrun Gdyński #409 z założenia miał być spotkaniem z okazji rocznicy odzyskania niepodległości i taki też był. Biegacze założyli koszulki z poprzednich edycji Gdyńskiego Biegu Niepodległości, gdzie dostajemy białe albo czerwone koszulki, z których w czasie tych biegów tworzymy jedną wielką flagę. Ja ubrałam naszą drużynową, bo kolory ma stosowne, ale niestety została ona schowana pod pomarańczową kamizelką. To był mój 140 bieg, a wolontariatów niedługo będę mieć 60.” Ciast nie było. Taka to jest właśnie sprawiedliwość na tym świecie.

Jak zapewne wiecie, na urodzinowym parkrunie Olsztyn znów nie udało się pobić rekordu frekwencji. Winowajców szukać nie będziemy, wspomnimy jedynie, że niektórzy wybrali sobie “jakieś tam inne biegi” - jak na przykład Piotr Szczepaniak, który wziął udział w Biegu Gregoroviusa z Bankiem Spółdzielczym w Nidzicy. 10 kilometrową trasę pokonał w czasie 46:45. “Trasa z atestem, trudna, dużo górek, jedna mega górka. Ostry finisz na mecie i ściganie się z innym zawodnikiem. Przegrałem o jedną sekundę walkę o... 68 miejsce. Z wyniku zadowolony bo i trasa ciężka (8-y na 24 w kategorii wiekowej). Ciekawy medal. Połączenie metalu i szkła. Zadowolony i... cały następny dzień chory (przeziębienie).

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

Ponieważ większość miała w planach starty w poniedziałek, niedziela była raczej spokojna, tylko Marcin Dębowski pobiegł do Maratonu. I rzec by się chciało, parafrazując profesora Miodka: “nieprawidłowym jest mówić: biec do Maratonu. Powinno się mówić: biec maraton.” Tylko heloł, mordeczki, on naprawdę biegł z Aten do TEGO Maratonu!! Zresztą poczytajcie:

“Na maraton w Atenach i bieg towarzyszący na 10K zapisaliśmy się z żoną i znajomymi już w kwietniu. Dla mnie był to wyjazd typowo urlopowy z turystyczną atrakcją w formie zawodów. Start miał być na luzie, dla przyjemności. Niestety życie biegacza jest często nieprzewidywalne...... Już w trakcie sezonu nabawiłem się zmęczeniowego pęknięcia kości śródstopia, co wymusiło na mnie zakończenie treningów już po UltraMazury. Ze względu na opłacony start, dokładnie po miesiącu przerwy wystartowałem w Warneland Łańsk. Po urazie śródstopia nie było śladu, ale chyba to jednak był za duży wysiłek po okresie roztrenowania i skończyło się ostrym zapaleniem lewego Achillesa. Z tego względu przed wyjazdem do Aten znowu nie trenowałem, Achilles nie bolał był tylko nieco grubszy. Wydawało się, że jest dobrze. W piątek odebraliśmy pakiety startowe i pokręciliśmy się po centrum maratońskim. W przeddzień startu w maratonie, wziąłem udział w wieczornym biegu towarzyszącym na 10K jako wsparcie dla mojej żony. Bieg bardzo fajny z metą już po zmroku na przepięknie oświetlonym antycznym stadionie olimpijskim. Naprawdę super klimat. W biegu brało udział około 9,5 tysiąca biegaczy. Jako ciekawostkę napiszę, że 3 miejsce w kategorii kobiet open zajęła 13 letnia Greczynka z czasem 37:07. Wyobrażacie to sobie !!! Niestety podczas tego biegu okazało się, że z moją nogą jest bardzo źle. Jednak chodzenie to nie bieganie. Pełen, jak się okazało uzasadnionych, obaw położyłem się spać. Rano pobudka o 5.00, kanapka, banan na wynos i o 6.15 wraz z kolegą pojawiliśmy się w miejscu, z którego organizatorzy transportowali biegaczy z centrum Aten do Maratonu.

  • atenymarcindebowski2019atenymarcindebowski2019

Podróż trwała około godziny, potem to już standardowo kolejka do toytoya, jakieś fotki, batonik, rozgrzewka, kilka rozmów z innymi biegaczami i już trzeba się było ustawiać się w swoich strefach startowych. Wynik z tegorocznego OWM 3:17:23 umożliwił mi start z trzeciej strefy tuż za elitą i trójkołamaczami. Za mną 17 tysięcy biegaczy w 12 strefach  startowych. Fajnie, ale wiedziałem że z moją nogą jest nie najlepiej i będzie bardzo trudno. Liczyłem tylko, że dexak i adrenalina zrobią swoje...... Kontuzja jeszcze bardziej ograniczyła moje oczekiwania. Plan bieżący był biec spokojnie w strefie komfortu i oszczędzać nogi. Start był o godzinie 9.00. Pogoda idealna. Około 18-20 stopni, pochmurno, umiarkowany boczny wiatr i przelotne intensywne opady deszczu. Średnio co 2,5 km punkty nawadniania, punkty odżywcze co 5 km począwszy od 10 km (banany, batoniki, krakersy, żele). Na trasie dużo kibiców, dzieci, zespołów. Wśród biegaczy około 600 zawodników z Polski. W związku z tym na trasie maratonu nudy nie było. Sam maraton oceniam jako bardzo trudny. W zasadzie od 7 km do 32 km podbieg, z jednym krótkim zbiegiem. Przewyższenie na tym odcinku to blisko 350 m. Naprawdę było czuć, że biegnie się pod górę. Całe szczęście ostatnie 10 km to delikatny zbieg do stadionu olimpijskiego wśród licznie zgromadzonych i dopingujących kibiców. Meta na antycznym stadionie robiła olbrzymie wrażenie. Co do mojego występu to przez pół dystansu biegłem tempem 4:50 - 5.00 min./km. Półmaraton w czasie 1:44:27. Reszta dystansu 5:15 - 5.30 min./km. Wynik na mecie 3:38:34. Jestem z tego rezultatu bardzo zadowolony. Biorąc pod uwagę, że od dwóch miesięcy nie biegam, bolesną kontuzję oraz charakterystykę trasy to jest całkiem dobrze. Podsumowując, organizację tej trzydniowej imprezy oceniam bardzo wysoko, wspaniała atmosfera, mnóstwo biegaczy, fajne miasteczko maratońskie. Trasa nie jest na robienie życiówek, mimo to bardzo polecam. 

Wybaczcie ten długi tekst, to chyba wynik spaczenia zawodowego. Na pocieszenie dla Was jest to moja pierwsza, a zarazem ostatnia relacja w tym sezonie. Ze względu na kontuzję, co najmniej do końca roku wieszam buty na kołku. Chyba zacznę zbierać punkty za wolontariat, bo już zazdroszczę chłopakom tych fioletowych parkrunowych koszulek. Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję za przyjęcie do grona biegowych Wariatów. “

Ej weź, nie musisz przepraszać, dajesz dobry przykład leniom :p

W poniedziałek miały miejsce główne obchody rocznicy odzyskania przez Polskę Niepodległości, zatem kto żyw i zdrów (albo prawie) zapisał się któryś z rozlicznych biegów. No chyba że jawnie pogardza “komercyjną hucpą”, bo są i tacy wśród nas.

Zacznijmy od 8 Dobromiejskiego Biegu Niepodległości, bo tam byliśmy w największym stężeniu :) Zapewniamy jednak, że Dobre Miasto żyje i ma się dobrze :)

Nową życiówkę na dystansie 10 km (47:36) przywiózł Mirek Mikita: “Jechałem do Dobrego Miasta z założeniem poprawienia wyniku na 10 km. Nie zakładałem konkretnego czasu...chciałem pobiec szybciej niż ostatnio...nawet o parę sekund..tak dla frajdy. Pogoda była rewelacyjna...chłodno ale bez wiatru.

Przed biegiem plan na każdy km ułożył Andrzej Jerszewski...i po minięciu startu trzymaliśmy się tego planu. Na podbiegu poszło nam super...a później już miało być tylko z górki. Miało być..ale nie było. Pomimo tego tempo trzymaliśmy cały czas. Na 8 km przyspieszyłem. Była moc w nogach. Rafał Nojman zrobił mi extra doping biegnąc obok mnie i zachęcając do walki o rekord.. Jak mu się chciało biec dodatkowe 2 km..to szacun..No i poleciałem..Skończyłem z rekordem życiowym na 10 km i dodatkowo na 5 km..w jednym biegu..szok. Jestem zadowolony,że znowu pokonałem samego siebie i wyznaczyłem kolejne cele na przyszły rok. Co z tego wyniknie? Zobaczymy…

Będziemy trzymać kciuki za dalsze sukcesy biegowe Mirka. Zresztą nie on jeden przywiózł z Dobrego Miasta życiówkę, bo na przykład nasz sympatyczny kolega Rafał Nojman również. Z tym że nie przywiózł, tylko zostawił na miejscu, bo tam mieszka: “Do biegu w Dobrym Mieście przygotowywałem się 6 tyg. Postanowiłem zrezygnować ze startu w maratonie i Ultramaratonie i skupić się na biegu niepodległościowym. Bardzo mi zależało na nowej życiówce i złamaniu 38 minut na 10km. Zawody rozgrywane u siebie w mieście na atestowanej wymagającej trasie co jeszcze bardziej mnie motywowało. Mocne treningi idealna bezwietrzna pogoda i trzech mocnych zawodników z Dobrego Miasta to wszystko sprawiło że udało się złamać 38 minut z delikatnym zapasem (37:34). W porównaniu z ubiegłym rokiem wynik poprawiony o minutę a więc wyszło super. Co do zawodów fajnie że przyjechało tyle wariatów z Są Wolniejsi było super i wpadły życiówki. Zawody fajne mam nadzieję że z roku na rok będzie tylko lepiej.

Kolejny biegacz rekordu życiowego nie poprawił, ale wystąpił w roli prywatnego pacemakera wystąpił Jarek Słowik: “Biegałem w roli zająca dla teściowej. Pierwszy raz w takiej roli główne zadanie było zrobić mniej niż godzinę. W czasie biegu po sprawdzeniu 1km i dobrym samopoczuciem poszło stwierdzenie o sub55 i wszystko pięknie szło co kilometr równo czas na mecie 54:10 jest to poprawa Teresy o 10 min. Jestem bardzo Zadowolony że Teresa od samego początku wiedziała że da radę to zrobić. BRAWO TY!!  A na sam koniec okazało się że zająłem pierwsze miejsce w Grandprix Warmii w kategorii wiekowej 20-29.

Na niełatwej trasie walczył dzielnie również Maciek Piskor: “Bardzo długo czekałem na swoją kolejną DYCHĘ aż wreszcie nadszedł ten dzień. Było zimno, mój ambitny plan złamania  godziny zaczął się lekko "chwiać" Start i biegnę, na pierwszych kilometrach realizowałem swój mały plan po 5 było spoko, ale potem przestałem kontrolować czas i obudziłem się na 8 km a na zegarku 52 minuty i buuum (w głowie) nie dam rady.   Czas 1:02:34 netto na początku byłem troszkę zawiedziony ale emocje opadają i jestem zadowolony z tego wyniku -18 sekund już nie boli ? Nie pierwszy raz przekonuje się że dużo zależy od głowy :)

Nasze Panie w Dobrym Mieście reprezentowała Ela Ciećko: “Drugi rok z rzędu dla uczczenia święta niepodległości wybrałam bieg w moim rodzinnym mieście: Dobrym Mieście. Mimo, że trasa nie należy do najłatwiejszych atmosfera biegu i spora ekipa chłopaków z naszej drużyny wszystko wynagradzała. Przy okazji bieg był ostatnim z serii Grand Prix Warmii w skład którego wchodziły biegi w: Lidzbark Warmińskim, Kudypach, Wichrowie, Swobodnie. Pocieszeniem po zdobyciu 4 miejsca w kategorii wiekowej w biegu niepodległości, było 1 miejsce w kategorii wiekowej w cyklu Grand Prix, w którym nikt więcej z mojej kategorii nie ukończył cyklu.

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

Kolejną imprezą, na której pojawiły się nasze sympatyczne przedstawicielki w osobach Ewy Chećko oraz Jadzilli, był II Gminny Bieg Niepodległości w Dywitach: “Pierwszy raz w Dywitach biegliśmy rodzinnie rok temu. Było bardzo ciasno (wąska dróżka wokół jeziora musiała pomieścić prawie 700 osób!) i bardzo fajnie. W tym roku wybór mój i Jadzilli znów padł na Dywity. Ten bieg to nie były zawody - nie mierzono czasu, nie było klasyfikacji, a wśród blisko 800 osób biorących udział w tym roku część nie biegła, a szła. Bo najważniejsze było aktywne uczczenie 101 lat odzyskanie niepodległości, a nie wyścigi.

  • ewadywity2019ewadywity2019

Oczywiście dla tych, którzy chcieli biec, slalom wśród spacerowiczów był nie lada wyzwaniem, więc z założenia nastawiłyśmy się na tempo rekreacyjne. Bieg wystartował o godzinie 11:30, po uroczystym odśpiewaniu Mazurka Dąbrowskiego (o 11:11). Sygnałem do startu był wystrzał z armaty - wydarzenie uświetniła obecność rekonstruktorów w strojach historycznych. Wydarzeniu towarzyszyły rodzinne atrakcje - wspólne tworzenie ozdoby z biało-czerwonych proporczyków, malowanie flagi, konkursy, "szpital polowy" (wystawa wojskowego sprzętu medycznego) a także ognisko i spory wybór dań gorących i słodkich wypieków. Dzieciaki miały możliwość wystrzelić z karabinu, a nieliczni szczęśliwcy - nawet odpalić armatę! Czyli - nie zawody, a prawdziwie rodzinny piknik i mnóstwo wrażeń, nie tylko sportowych. Kiepska pogoda z przenikliwym, zimnym wiatrem w tym wcale nie przeszkadzała. Po biegu sezon rozpoczęły Morsy Dywity - ja również do nich dołączyłam. Po wspólnej rozgrzewce weszliśmy do wody i ponownie odśpiewaliśmy Hymn. Cóż więcej mówić - zacna impreza!”

Przenosimy się teraz na zasadzie teleportacji do Warszawy, gdzie sporo Są Wolniejszych wzięło udział w 31 Biegu Niepodległości. Jako pierwsza o swoim udziale opowie Aneta Całka: “Bieg Niepodległości w Warszawie. Po raz pierwszy brałam udział w tak dużym biegu i różne "przygody” w związku z tym przeżyłam. Najpierw ustawiłam się nie w tej strefie, co trzeba. Potem hymn i wzruszenie. Następnie 3 razy się przebiegłam, bo raz było słońce, a raz chmury. Z tego wszystkiego nie zorientowałam się, kiedy przekroczyliśmy linię startu ??? Dopiero po jakichś 300m włączyłam zegarek. Na szczęście do mety dotarłam bez problemu i udało się zrobić życiówkę, a to głównie dlatego, że jakoś w tej Warszawie dziwnie płasko i z górki było ?

Podobne wrażenia w kwestii “dużego biegu” odniósł Piotr ‘Fazi’ Paltian: “To był mój pierwszy wyjazd na tak dużą imprezę biegową. Stresu żadnego nie było, jednak dzień przed wyjazdem zaczęło mnie brać przeziębienie. Zaaplikowałem sobie terapię czosnkowo - witaminową, do tego gorąca kąpiel i stwierdziłem, że co ma być to będzie. Rano nie było źle. W podróż do Warszawy wybrałem się ze Staszkiem i jego wesołą rodzinką. Droga minęła szybko i humory dopisywały. Centrum biegu to galeria Arkadia, a wewnątrz tłum biegaczy, który lekko mnie przeraził, jakoś nie wyobrażałem sobie biegu w takiej masie ludzi. Większość w koszulkach białych i czerwonych, myśl organizatora taka, aby połączenie tworzyło na trasie wielką flagę biało-czerwoną - muszę przyznać, że wyglądało to efektownie.  Przed biegiem hymn, czyli celebracja Święta Niepodległości zachowana. Nie nastawiałem się na jakieś rekordy, stwierdziłem, że nie ma co szarżować jak człowiek podziębiony. W swoje strefie biegowej odnalazłem Anetę z mężem, pogaduszki umiliły nam samo puszczenie z cugli :). Pogoda do biegu dobra, trochę słoneczka, +7 stopni, trasa płaska jak stół, nie licząc dwóch podbiegów, czyli biegło się elegancko, zakładałem, że będę biegł w tempie 5:25 - 5:30, w zależności od samopoczucia, a najwyżej coś przyspieszę na ostatnim kilometrze. Pierwsze dwa kilometry przebiegłem jakoś wolniej, jednak trzeba było się trochę przebijać - potem jednak trzymałem 5:22, lekki kryzys miałem na 8 kilometrze - w zasadzie sam nie wiem dlaczego, chociaż to chyba tam prawie pod same buty wlazła mi jakaś szurnięta babka, która chciała przejść na druga stronę i mało co jej nie stratowałem, potem już poleciałem w granicach 5:06 - 5:08.  I tak też skończyłem. Na trasie masa kibiców, z balkonów pieśni patriotyczne, atmosfera super. Na mecie kłębowisko biegaczy, medale, banany, izo i folia, która uratowała mnie przed wyziębieniem i być może większym choróbskiem. Po biegu wspólna fota ze Staszkiem, był pomysł na piwo i jedzenie w Arkadii, ale chyba byśmy tam do 20:00 czekali, więc sobie odpuściliśmy, nastąpiły szybkie łącza z Piotrem Szczepaniakiem i już razem z nim wracaliśmy do Olsztyna. Najgorsza część podróży to wyjazd ze stolicy, po drodze kawka i szczęśliwie wróciliśmy na Warmię i Mazury - wszyscy zadowoleni, chłopaki od razu wiedzieli, że mają życiówki. Ja dopiero ogarnąłem temat jak wróciłem do domu i okazało się, że też mimo biegu bez spiny poprawiłem swój czas na 10km wg Endomondo o całą 1 sekundę, czyli mam teraz 53:14 :) Patrząc z perspektywy kolejnego dnia, to mam niedosyt, bo czuję się całkiem dobrze /widać wypociłem choróbsko podczas biegu/ i mogłem jednak trochę pocisnąć od samego początku, złamanie 53 min na pewno było w moim zasięgu, ale cóż, co się odwlecze to nie uciecze.....”

Ten od szybkich łącz, czyli Piotr Szczepaniak, wzorem imiennika, też poprawił czas na 10 km: “Pobudka o 4.00. Podróż do Warszawy pociągiem, potem metro i na piechotę. Uff jestem, biuro zawodów i... 40 minut stania w kolejce po pakiet startowy. Z koszulek zostały tylko "S", nagle cudem "rzucili" "L" (eska za mała, elka za duża, biorę elkę). Na dworze 8 stopni. Baza biegaczy - 19 tyś w Galerii Handlowej (przynajmniej ciepło i można usiąść i przygotować się do biegu). Trzeci mój start w tym biegu więc już wiem co i jak. Pakiet wygrałem (trzeci raz pod rząd!!!) więc i numer startowy mam "VIP". Mogę wybrać strefę startu. Ambitnie staję w strefie III w pierwszym rzędzie koło balonika z napisem 45 minut. Czekamy 20 minut. Start. Trasa prosta, szeroka, dwa małe podbiegi. Trzymam się balonika. Na 6km. balonik zaczyna mi uciekać i tracę go z oczu. Biegnie mi się dobrze, trzymam równe tempo. Niesie mnie doping. Wychodzi słońce, ciepło, za ciepło jestem ubrany. Meta. Zmęczony, medal, napoje, banany. Idę do Galerii odpocząć. Mija parę minut, SMS z wynikiem. Szok - życiówka na 10km (45:29). Powrót do Olsztyna że Staszkiem i Piotrem (obaj też życiówki). Mega zadowolony i zaskoczony tym bardziej, że dzień wcześniej walka z przeziębieniem.

Zacny czas wykręcił również Marcin ‘Cinek’ Stradomski chociaż ciekawsze od czasu było to, kto go zdenerwował: “Bieg niepodległości to obowiązek każdego biegającego Polaka, jako patriota nie widzę aby nie wziąć w tym udziału,w stolicy spotkałem 2 znakomitości ,pierwsza to Robert Korzeniowski on szedł ja biegłem może to dziwnie brzmi ale tak było,skubanie tak zapitala chodząc ale w końcu mnie zdenerwował i mu uciekłem?,a druga znakomitością spotkana w Warszawce to Baśka. Jej nie da się opisać ?????

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

A skoro mowa była o Staszku Guzowskim, to i on skrobnął dla Was kilka słów o swoich biegach. Wyjątkowo nie tnę relacji na pół :) 

Hej:-) Kilka słów o mijającym długim weekendzie czyli zaczynamy od soboty a jak sobota, to #108 PARKRUN i jego 2 urodziny ? a mój kolejny wolontariat, pyszne torty, słodycze i najważniejsze wspaniali ludzie, którzy przybyli licznie aby wspólnie spędzić czas czy, to aktywnie uczestniczyć w biegu czy, to podziękować wszystkim osobom, które dbają o to aby tak się działo a ich pasja zaraża innych. Dzięki wielkie Jarek - jesteś Wielki. Poniedziałek, to już kolejne wielkie święto czyli 31. BIEG NIEPODLEGŁOŚCI w Warszawie ?? podobnie jak w wielu miejscach w Polsce jako biegacze uczciliśmy ten ważny dla Nas Wszystkich dzień, bo choć jest to radosna i podniosła chwila gdzie znowu  wspólnie przebiegając ulicami miast dajemy wyraz Naszego patriotyzmu na swój sposób, jednocześnie popadam w zadumę nad wartościami, które są mi bliskie a jednocześnie takie trudne i może niedoceniane w codziennym natłoku obowiązków i innych zajęć. Czytając dzisiaj post mojej przyjaciółki z biegowej braci o dedykowanym biegu dla zmarłego Taty i najokrutniejszym kosiarzu Naszych czasów jakim jest choroba nowotworowa, widząc cierpienie i walkę mojego Taty, który walczy każdego dnia z tym  silniejszym wrogiem rosnącym w siłę i bezsilnie patrząc jak gaśnie, pytam się co jest ważne i czy warto pomimo bólu trwać ? Coraz bardziej uważam, że warto jak diabli chwytać takie chwile i dni kiedy stawiasz czoła wyzwaniu, może słabości czy kontuzji ale wiesz, że ktoś jest obok i biegnie razem z Tobą choć pewnie wcale nie musi albo przychodzi w sobotę rano aby ktoś inny, mógł fajnie spędzić aktywnie czas. Takie właśnie dni dają coś więcej niż życiówki czy medale, dają to, po co warto walczyć o każdy kolejny dzień. Dziękuję za to, że dzięki Wam chce mi się zmieniać mam nadzieję że na lepsze, otworzyć oczy na to, co ważne i podnosić się po trudach i potknięciach. Dzięki wielkie :-) Marek, Piotr  za wspaniały dzień i bieganie, żonie i synowi bo są razem ze mną, AKTYWNI i Wolniejsi za wsparcie i energię!

Koniec! To chyba najdłuższa relacja w mojej karierze redaktorskiej :) 

Ostatnio zmienianyśroda, 04 grudzień 2019 07:24

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.