Ile można pisać o parkrunach?

Pytanie będące tytułem i jednocześnie myślą przewodnią niniejszej relacji jest retoryczne, bo osoba pisząca tę relację, zakochana w parkrunach od pierwszego razu, może o nich pisać bez końca - z przyczyn zarówno osobistych jak i z uwagi na wyjątkowość tego zataczającego coraz szersze kręgi przedsięwzięcia. W końcu jakby nie patrzeć, w najbliższy weekend otwiera się kolejna, bodajże 73 lokalizacja w Polsce i kolejna w województwie pomorskim.

Ale czemu w ogóle taki wstęp? Bo mimo ubiegło-weekendowego ożywienia zima to martwy okres jeśli chodzi o zawody, więc parkrun - inicjatywa uniwersalna - daje szanse na pościganie się, potruchtanie, pomaszerowanie, spotkanie się ze znajomymi biegaczami, nordic - walkerami i innymi osobami, aktywnymi fizycznie. 

Dlatego tak go lubimy. Dlatego spora ekipa co tydzień spotyka się w Parku Centralnym. Dlatego z chęcią pomagamy przy organizacji. Nie inaczej było tym razem.

Zaczniemy od formalności: W Y N I K I

53 osoby na trasie, wśród nich 13 osób na trasie deklarujących członkostwo w naszym stowarzyszeniu bądź z nami sympatyzujących. Sporo - bo aż 6 - pań. Wśród wolontariuszy - 7 niektórzy również biegli. Czyli - stanowimy trzon parkrunu Olsztyn, jakby nie patrzeć. A co się tam działo w ogóle, opowie jako pierwszy Mirek Mikita -”podwójny agent”:

Walentynkowa edycja Parkrun Olsztyn odbyła się przy pięknej pogodzie i równie fajnej temperaturze. Dopisali uczestnicy i oczywiście wolontariusze. Nasza ekipa liczyła 17 osób!!! Aaaaa...18 osób...zapomniałem o postawie Piotra " Faziego", który w iście wariackim stylu oznaczył trasę...o godz.7 rano!!!!!! To się nazywa odpowiedzialność za bezpieczeństwo uczestników biegu. Nie mógł być o 8:20...był o 7...szok. Mało tego, że oznaczył trasę...to jeszcze pokonał całe 5 km:) Tradycyjnie część z nas biegła...część udzielała się jako pomocnicy. Bieg jak bieg...każdy traktuje go inaczej. Jedni biegną na czas...ścigając się z innymi uczestnikami...inni biegnąc konwersują na potęgę. Wszyscy dobiegli do mety by gromkimi brawami nagrodzić najmłodszą zamykającą ...Zuzia...mała wzrostem ale wielka duchem...biegła razem z Mamą i w pięknym stylu zameldowały się obie na mecie.Po biegu i wspólnej fotce, spóźniony Mikołaj rozdał długo oczekiwane plecaki z nadrukiem drużyny. Podziękowania dla Mariuszeczka...za pilotowanie sprawy przez prawie rok:)...ma chłop nerwy ze stali. Każda kolejna edycja biegu jest inna niż poprzednia. Zawsze dołączy ktoś nowy, pojawiają się goście. U nas nigdy nie ma nudy!!!

O swoim pochwały godnym wyczynie opowiedział również Piotr “Fazi” Paltian: “Jest sobota.... jest hmmm, no właśnie co...? Parkrun, ale nawet mój wolontariat jakiś taki dziwny, dziwny bo nie widziałem nikogo z ekipy obstawiającej imprezę, jedynie na sam koniec spotkałem Agatę, która robiła trening przed biegiem. Oczywiście oznaczałem trasę, ale ze względów osobistych musiałem to zrobić już o 7 rano. Także przy słoneczku i lekkim mrozie przebiegłem sobie trasę olsztyńskiego Parkrunu z kredą. Pomazałem trochę strzałek, na starcie i mecie były kwiatuszki i serduszka i muszę powiedzieć, że jakoś tak smutno mi było, że przebiegłem tę trasę samotnie…

Pisząca te wszystkie relacje ja - Magda z Fejsbuka, sekretarz tegoż zacnego stowarzyszenia oświadczam, że i ja zasiliłam frekwencję swoim jestestwem, chociaż biegło się ciężko. A czemu ciężko? Bo raptem 5h snu dzieliło parkrun od Balu z okazji 22 lecia powstania Olsztyńskiego Klubu Morsów IGLO. Bal, na którym nie dane mi było za długo grzać miejsca przy stole, tylko parkiet parkiet parkiet i taniec taniec taniec.

Także na pakrun przyszłam prawie że spóźniona, czyli nie pogadałam za dużo, a nogi ciężkie były od tańczenia ale szczęście że na trasie znalazł się kompanion do pogawędek :) Wolniejszych grupie nie było ale tradycyjnie mi to nie przeszkadzało, bo nie widzę sensu skracania sobie przyjemności udziału w tej przezacnej imprezie. No i byli ludzie, z którymi zdecydowanie za rzadko się spotykam więc straszliwie tęsknię. To wszystko co mam do powiedzenia o moim udziale.

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

 

  • parkrungdynia17022020parkrungdynia17022020

A tymczasem w Gdyni… biegli nasi! A kto? Grzesiek i Ania Grabowscy:W sobotni poranek wraz z Anią Grabowską wybraliśmy się na wycieczkę do Gdyni, a tam pobiegliśmy piękną trasą, czyli Bulwarem Nadmorskim w parkrun Gdynia #425. Czas na mecie był sprawą drugorzędną. Pobiegliśmy po prostu powoli przed siebie podziwiając piękne widoki. Na starcie i mecie zostaliśmy bardzo miło przyjęci przez wolontariuszy za co im serdecznie dziękujemy.”

Z kolei w niedzielę ta część ekipy, która nic innego nie potrafi robić a nawet się wyspać, skrzyknęła się na trening. Opowie o nim Fazi i będzie to ostatnia relacja: “Chandra po sobotnim samotnym Parkrunie została skutecznie uleczona wspólnym drużynowym treningiem. Punktualnie o 8:00 pojawiłem się pod olsztyńskim Decathlonem, skąd razem ze sporą ekipą drużyny wyruszyłem na wspólne bieganie. Sam pomysł treningu padł ze strony Ewy, trasę zaproponowała Asia i się wydarzyło :) Na początek  wolne wybieganie - wyszło 12 km - trochę po szosie, trochę po lesie, generalnie przyjemnie z pogaduszkami i widoczkami. Potem dużo szybsze tempo. Sprinterzy zafundowali sobie 5km w tempie poniżej 5:00, ja zostałem właśnie przy 5:00, na koniec kilometr schłodzenia i było po zabawie. Po tych wspólnych długich wybieganiach ciężko jest samemu zmotywować się do takiego treningu, polecam każdemu "wyprawę" w towarzystwie  "Są Wolniejszych" jest fun i trening sam się robi :)”

Krótko i konkretnie. Ale nadchodzący weekend będzie obfitował w różne fajne wydarzenia. Obiecujemy!

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

Ostatnio zmienianyczwartek, 12 marzec 2020 14:17

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.