Zima jest!

Zimowa pora, chociaż trudno to samo powiedzieć o aurze, skutkuje mniejszą liczbą organizowanych zawodów. Co nie oznacza, że biegacze zapadają w zimowy sen :) Regularnie gromadzimy się chociażby na parkrunie, aby wspólnie pokonać dystans 5 km, również organizujemy mniej lub bardziej spontaniczne wycieczki biegowe w końcu Olsztyn i okolice serwuje mnóstwo możliwości, co w połączeniu z łagodną zimą wprost zaprasza do spędzenia wolnego czasu właśnie na biegowo.

O ile powiedzenie “jest zima, to musi być zimno” w kontekście obecnej pogody ma charakter historyczny, o tyle “jest sobota, jest parkrun” jest wciąż aktualne.

I tak na Olsztyńskim parkrunie doliczyliśmy się w sumie 10 przedstawicieli i przedstawicielek (plus sympatyków) naszej wesołej drużyny, a wyniki możecie obejrzeć tu: WYNIKI :)

A o samym spotkaniu opowie Mariusz Witkowski:

Sobota to... wiadomo parkrun, czyli zabawa biegowa - przynajmniej ja tak traktuję udział w tym wydarzeniu. Ostatnio z etatowym  ekspertem od ciągów komunikacyjnych - specjalistą ds. oznaczeń poziomych Piotrem (Fazim) podzieliliśmy się funkcjami. Trasa naszego parkrunu jest prosta, ale jak nieraz już się przekonaliśmy, część startujących  (mimo szczegółowego opisu jej przebiegu przez koordynatora przed startem) ma problem z ogarnięciem na którym mostku skręcić. Dlatego aby "świeżaki" nie kiwali głowami jak maskotki typu pies montowane na tylnej szybie Fiata 125p , podczas omawiania zawiłości trasy a później i tak pobiegli inaczej to: Fazi maże kredą po alejkach Parku Centralnego a ja zużywam kredę od wiaduktu  przy Obrońców Tobruku w kierunku do pierwszego mostku w parku. Oczywiście, razem umieszczamy szereg motywujących haseł dla biegaczy typu: ZAP..., JUŻ BLISKO, DASZ RADĘ. Wszystko po to aby ten morderczy dystans mogli pokonać bez uszczerbku na zdrowiu... zwłaszcza psychicznym. Jeśli chodzi o higienę psychiczną to... brak diagnozy nie oznacza, że członkowie naszej drużyny są do końca zdrowi. Zdjęcia z parkrunu świadczą same za siebie. Tylko, że to my stanowimy normę na parkrunowych schadzkach bo jest nas tam najwięcej... hahaha i dlatego zaburzenia psychiczne mają Ci co nie wywalają jęzorów a nie MY.

Samego mojego udział w biegu nie ma co roztrząsać, bo wielokrotnie już pisałem, że biegam sobie parkruny dla funu, tak było i tym razem.

Z naszej fajnej drużyny było aż 10 osób, 9 biegnących (cześć w roli podwójnej bo udzielali się jako wolontariusze) i 1 osoba poświęciła się tylko wolontariatowi. Ogółem stanowiliśmy jako drużyna 57,14% ogólnej liczby wolontariuszy i  20,00% uczestników parkrunu - biegaczy.

Po zakończeniu parkrunowych zmagań oczywiście obowiązkowo grupowe zdjęcie z eksponowaniem jęzorów.

W podwójnej roli wystąpił Mirek Mikita:

Aktywny początek weekendu tradycyjnie w gronie Są Wolniejsi i innych biegaczy, którzy nie śpią w sobotę do 12. Tradycyjnie w podwójnej roli. Drużyna oczywiście pomogła przygotować bieg i aktywnie uczestniczyła ruchowo na trasie i oczywiście jako wolo. Wyniki różne bo i my nie jesteśmy tacy sami. Odśpiewaliśmy Jarkowi sto lat...a na koniec raczyliśmy się Picolo.I tak kolejna zimowa...bez śniegu...edycja ukończona. Gdzie ten śnieg???

Podobnie - co bardzo się chwali - sobotę lubi rozpoczynać Fazi (Piotr Paltian):

Sobota bez parkruna jest jak poranek bez kawy :) Trzeba dobrze zacząć weekend. Także rankiem pojawiłem się w Parku Centralnym, na początek jak zawsze oznaczanie trasy i tak jak tydzień temu pomazałem trochę chodnik wspólnie z Mariuszeczkiem. Potem mała rozgrzewka z Mirkiem i "piąteczka" się pobiegła. pierwsze 4 km zgodnie z planem w okolicach 5:10, a potem jakiś "demon prędkości" mną zawładnął i ostatni km w granicach 4:50. Należy dodać, że w sobotę ojciec olsztyńskiego Parkrun Jarek Kopyść obchodził urodziny, także na starcie zaintonowaliśmy gromkie "Sto Lat", a po biegu z czeluści małego plecaczka wydobyłem namiastkę szampana, czyli Piccolo i wznieśliśmy toast za zdrowie Jarka. Takie biegi tylko w Olsztynie!!!! Moja niedziela to 16 km po lesie z mocną kontrolą pulsu, plan zrealizowany w 100%. Także weekend biegowo baaardzo udany

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

 

  • ultrakrew2020ultrakrew2020

Tymczasem w Trójmieście, jak zwykle ⅓ Zarządu biega albo pomaga w organizacji, to tym razem wyjątkowo nie. To się czasem zdarza ale rzadko z takiej ciekawej okazji jaką jest akcja “UltraKrew - każdy ma swój krwiobieg” z udziałem naszego kolegi Mariusza Brzezińskiego. Liczę, że Mariusz podzieli się wrażeniami z tej trudnej do objęcia biegowym umysłem wyprawy, powiem tylko, że w związku z faktem, że trasa przedsięwzięcia wiodła przez Trójmiasto, został zorganizowany marszobieg pod przewodnictwem Pawła Sucheni (tego do maratonów na biegunach), w ramach którego można było potowarzyszyć zmagającym się z trudami trasy uczestnikom Ultrakrwi.

Zatem oto co zrobiłam - wpierw z domu dobiegłam na miejsce zbiórki a potem, truchtając obok Mariusza, przemierzyliśmy około 10 km plażą, od mola w Gdyni Orłowie do mola w Gdańsku Brzeźnie, mijając oczywiście sopockie. 

Niedziela to zazwyczaj dzień długich wybiegań i taki też plan - pomysł miała nasza grupa. A komu było mało, postanowił sprawdzić, czy planowana przez Elę trasa jest bezpieczna i wolna od smoków i innych dzikich stworów, czyhających na biegaczy. 

Tym  śmiałkiem okazał się Mariusz Witkowski, który postanowił trasę wokół jeziora Ukiel pokonać dwukrotnie:

W niedzielę miałem odpoczywać ale jak zobaczyłem na naszej tajnej grupie ogłoszenie znanej blogerki Elżbiety Ć. odnośnie czy ktoś chętny, no to ja chętny  zawsze tylko czy zawsze mogę? Tym razem i byłem chętny i mogłem ... przebiec te 20 km, które były przedmiotem zapytania na naszej grupie :) . Trening określony był na godz.20:00 dlatego postanowiłem samotnie przetestować trasę o 14:00 a przy okazji ją uklepać aby podczas oficjalnego treningu lepiej nam się biegło. Przy okazji sprawdziłem czy jest ciepło, bo biegłem “na krótko", oraz dokonałem inspekcji kultowego kibla - stał na miejscu.

Po spełnieniu tych obowiązków i krótkim odpoczynku udałem się już na oficjalne spotkanie o godz. 18:00.  Zgodnie z deklaracją na miejscu koło restauracji Plankon koło Ukiela stawiły się: Ela, Natalia i Ewa ale  z najpiękniejszych byłem tylko ja. Miał być jeszcze Piotr ale jak się okazało dla niego nie ma różnicy między  piciem w Szczawnicy a szczaniem w piwnicy. Czyli obojętne czy bieg jest o godz .18:00 na 20 km, czy o godz. 20:00 na 18km. Dlatego jak kończyliśmy już trening wymieniony osobnik przybył ... hm na miejsce startu a naszą metę. Na szczęście załapał się na fotkę więc należy uznać, że uczestniczył w biegu a najważniejsze - lans w internetach zapewniony. Cały trening był fajny, polegał na "przekorności" czyli z górki biegliśmy wolno a pod górkę szybko,  trasa obfitowała w mnóstwo góreczek to poczuliśmy, że mamy mięśnie nóg :). Po drodze odwiedziliśmy te same miejsca, których rekonesansu dokonałem za dnia czyli: znak z kotami i ceramikę łazienkową. Ogólnie fajna zabawa, tylko mam prośbę jak będzie kolejne ogłoszenie to niech płeć brzydka również nie przychodzi, chcę znów czuć się jak SZEJK :)

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

Ostatnio zmienianyczwartek, 13 luty 2020 13:53

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.