Akcenty mocno upalne

Jest tak ciepło, że brakuje mi weny do napisania jakiejś porywającej relacji z zeszłego tygodnia. Może schować się do lodówki i zaczekać – na wenę i chłodniejszą temperaturę. A nie, przecież moja lodówka ma rozmiary studenckie. Czyli nie ma ratunku, trzeba pisać. Tylko jak pisać z ugotowanym własnym mózgiem? Wie ktoś?

Frustrujące jest siedzenie i bezmyślne wgapianie się w pustką kartkę. Zwłaszcza, że jedyną logiczną myślą przychodzącą mi do głowy, może poza schowaniem się do lodówki, są fantazje o morsowaniu.

No dobra, jest coś, czego się dość kurczowo chwytam. Środa wieczór. Po godzinie 19-stej. Temperatura wtedy była taka cudownie znośna...

Środa, 21.08.2019 – CBŚ on Tour, Gdynia, 5 km

Sekretarz donosi: "CBŚ on Tour to wakacyjna odmiana znanego w Trójmieście Cyklicznego Biegu Śledzia. Inny dystans, inna lokalizacja (ten „mniejszy bulwar”, nie znany turystom), ta sama świetna energia organizatorów i uczestników plus optymalna temperatura (start o godzinie 20.00) i bliskość morza - oto recepta na fajne zawody. Zastosowałam sprawdzoną i ulubioną strategię startu z ostatniej pozycji i prześcigania :) Finisz w tempie poniżej 6 m /km nie zdarza się u mnie każdego dnia, ale taką miałam fantazję i ochotę :) Uzyskany czas (oficjalnie 30:27) – pozwolił na konkluzję – byli wolniejsi. A nawet, jakby nie było, to też by było fajnie."

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

I to była jedyna relacja z biegania w znośnych warunkach pogodowych. Kolejne, to grillowanie, smażenie i duszenie biegaczy.

Sobota, 24.08.2019 – parkrun Olsztyn #97, parkrun Gdynia #398

Na olsztyńskim parkrunie, spośród 35 uczestników, siódemka była od nas, więc byliśmy najliczniejszym klubem biegowym. Dodatkowo, przy organizacji biegu pomogli Piotr (Fazi) i Mirek Mikita. To się bardzo chwali :)

Zresztą, jak powiedział Mirek: „Sobota to oczywiście Parkrun. Dzisiaj jako wolo i biegacz. Odpowiada mi taka forma..Pomagam i biegam:). Tradycyjnie super atmosfera, debiutanci, goście i Andrzej Jerszewski po raz drugi...spodobało się chłopakowi. A że w każdym biegu poprawia swój czas to można się spodziewać regularnych odwiedzin. Tak więc do zobaczenia na #98!!”

Faziego też udało się przekonać do podzielenia się opinią: „Sobotni parkrun na spokojnie, najpierw oznaczenie trasy. Potem bieg, tempo wyszło coś około 5:45/km, w perspektywie już był niedzielny Leśny Cross w Łukcie, poholowaliśmy z Mirkiem trochę umordowanego Cinka i jak zawsze wbiegliśmy z uśmiechem na twarzach :)”

Cinek nie powiedział nic. Ale żyje.

Wyniki: KLIKAJ!

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

 

  • sledz20911sledz20911

Tymczasem na parkrunie Gdynia rządziłam ja - sekretarz – w niebiesko – białej kamizelce koordynatorki biegu: „Po raz ósmy w tym roku pełniłam funkcję koordynatorki spotkania. Wolontariusze zgłosili się już wcześniej, także stresu nie było, tylko makijaż trochę od upału spłynął :) A, no i bieg ukończyło 69 osób. Przypadek?” Nie, takie przypadki się nie zdarzają.

 Niedziela, 25.08.2019

Jak na letnią porę, działo się całkiem sporo. „Wolniejsi” obstawili trzy różne imprezy – jeden triathlon i dwa biegi przełajowe. Zacznę od tej najliczniej reprezentowanej:

Leśny Cross, Łukta, dystans 23+ km

Zaczynamy od absolutnie cudownej relacji Mirka Mikity, której lektura pozwoli wczuć się w klimat zawodów – i pozazdrościć, że się nie brało udziału :)

Pierwszy raz brałem udział w biegu crossowym. Dla mnie to nowość ale i frajda...bo zawsze coś nowego. Sprawdzanie prognozy pogody bywa złudne. Na 2 tyg przed biegiem zapowiadała się fajna pogoda...21 st..czyli extra. No ale jak to w życiu bywa nastąpiła zmiana planów...i słońce zaświeciło nam w pełni. Od rana już było ciepło i to bardzo:) Start o 11...i 25 st. Zebraliśmy fajną ekipę ...byli weterani biegów crossowych i ja...chyba jako jedyny debiutant.

Dwa Rafały (Rafał Nojman i Rafał Cyrkler – przyp. red) pomknęły w czubie stawki a nasza czwórka (Asia Palowska, Piotr Paltian, Adam Kiewisz, Ja) trzymała się cały czas razem. Adam poświęcił się i ciągnął nas przez całą trasę...czekał na nas na podbiegał...zawracał...sprawdzał czy stado jest w całości.

Bieg biegiem..ale był czas na wariackie zdjęcia i pogaduchy. Oczywiście im bliżej mety tym stawaliśmy się bardziej milczący:) Ostatnia górka na 22 km to zabójca...pokonaliśmy ją spacerem..nie dało się już biec. Asia odłączyła się od stada na 20 km bo miała duże szanse na pudło w kat wiekowej (co się udało). Piotrowi dokuczało kolano więc by cało dotrzeć do mety zwolnił. Ja i Adam poczekaliśmy na znajome dwie dziewczyny...i razem pobiegliśmy do mety. Ostatnie metry to już na bezdechu ale i tak ciarki...że w końcu meta...i że się udało!!!!!!!

Nie wiem skąd organizator brał w taki upał zimne arbuzy...ale one życie mi uratowały...Wszyscy dotarli do mety i to jest najważniejsze. Po sprawdzeniu wyników...okazało się, że mamy 3 pudła!!!! Rafał...normalka...Asia...super...i Ja - to była prawdziwa niespodzianka. Nie zakładałem pudła...biegłem by dobiec.

Kilka słów o trasie i organizacji...nie ma się do czego przyczepić. Poważnie.. Od pakietów startowych, do mety, paśnika. - wszystko zorganizowane na 6+. A trasa? Piękna – widoki, las, pola..tylko te górki:) No ale każdy wiedział na co się pisze...bieg cross..nie jest po płaskim. Jak zdrowie dopisze..to w przyszłym roku też pobiegnę..bo warto.

Równie fascynujący raport złożył nam Piotr 'Fazi' Paltian:

Od rana było wiadomo, że ten bieg to będzie wyzwanie, w podróż do Łukty udałem się wspólnie z Asią i Mirkiem. Od rana "żarówa" dała znać, że litości nie będzie. Na miejscu spotkanie z pozostałymi członkami drużyny - Adamem i dwoma Rafałami, szybkie odebranie pakietów, mamy jeszcze trochę czasu, więc nasza trójka i Adam korzysta z okazji i przed biegiem schładzamy się lodami w miejscowej lodziarni.

Humory nam dopisują, nie mamy ciśnienia biegu na wynik, z resztą wszyscy zdajemy sobie sprawę, że żar lejący się z nieba nie sprzyja biegowi na maksa. Punktualnie o 11:00 startujemy, zgodnie z założeniami nasza czwórka biegnie w tempie "wycieczkowym", mimo to trzeba często pić. Nasza wesoła czwórka po drodze korzysta ze wspaniałych plenerów i wykorzystuje je do zdjęć.

Kilometry mijają od "wodopoju " do "wodopoju", do mniej więcej 19km wszystko jest ok, jednak na ostatnim punkcie zaczynam odczuwać lekki ból kolana /dawno k..wa nie było :( . Mówię reszcie ekipy, żeby biegli dalej w swoim tempie, a ja sobie te ostatnie kilometry pomalutku przeczłapię. Doturlałem się do mety w niecałe 2,5h. Z perspektywy poniedziałku oceniam, że słusznym było odpuszczenie tych ostatnich kilometrów, dziś wstałem bez bólu i z tego jestem mega zadowolony.

Cały bieg oceniam jako dosyć trudny - ze względu na ogromny upał, ale cieszę się że dałem radę. Jeszcze raz gratuluję Asi, Rafałowi i Mirkowi pudła, a Adamowi dziękuję za wspólną przebieżkę i ciągniecie nas do mety.

Na deser – lapidarny raport autorstwa Asi Palowskiej: Po udanej pierwszej edycji musiałam wziąć udział i w tym roku. Trasa wiodąca lasami,polami,łąkami jest bardzo urokliwa i urozmaicona. Miłośnicy crossa mają tu idealne warunki. Pogoda dopisała aż za bardzo,co podniosło poprzeczkę i sprawiło,że ten bieg był niemałym wyzwaniem. Na szczęście dzięki wsparciu ekipy z drużyny (biegliśmy prawie cały czas razem), pomocy wolontariuszy na punktach i dopingowi na mecie udało się z uśmiechem na ustach ukończyć zawody.

Wyniki: KLIK KLIK!

  • 11
  • 22
  • 33
  • 44

  • 55
  • 66
  • 77
  • 88

Lotto triathlon Energy Mrągowo

Zmotywowany do napisania relacji Tomek Hermann uprzejmie doniósł o swoim ogromnym sukcesie – najwyższym podium w klasyfikacji generalnej w swojej kategorii wiekowej.

  • TomektraiatgftTomektraiatgft
„Zawody w Mrągowie zamykały cały cykl zawodów Energy Triathlon. Udało mi się wziąć udział we wszystkich lokalizacjach: Gniewino, Starogard Gdański, Lidzbark Welski, Bełchatów, Chełmża i wspomniane wcześniej Mrągowo na dystansie 1/8. Żeby zostać sklasyfikowanym w całym cyklu, trzeba było ukończyć minimum 4 zawody na jednym dystansie. Dzięki mojej determinacji i dobremu rozkładowi punktów udało mi się ukończyć cykl na 1 miejscu w kategorii M3 40-49 lat. Sam start w Mrągowie w tropikalnych warunkach był bardzo ciężki, dyspozycja dnia pozwoliła na zdobycie 21 miejsca open na 123 zawodników (czas 1:15:57)”.

Na sam koniec – również o biegu w upale :)

VII Kolbudzka '10 – Bąkowo k. Kolbud

  • kolbudykolbudy

To znów ja, Wasz sekretarz - kronikarz :) "Nie będzie przesadą jeśli stwierdzę, że rok 2019 to gwałtowny i nieoczekiwany wybuch miłości do biegania terenowego :) I w takim właśnie biegu, świadomie, dobrowolnie i z dziką radością wzięłam udział. Co prawda upał był, ale jakoś tam specjalnie w lesie nie doskwierał. Biegło się naprawdę super, zresztą jak na wszystkich imprezach z cyklu Kaszuby Biegają :) Pomijając tak nieistotny szczegół jak czas (01:10:58), żałuję, że to był tylko dystans 10 km bo mam ochotę na więcej, a z taką ekipą jak tam biega, mogłabym polecieć choćby i maraton. Jednym słowem - mega zadowolona :) I chcę więcej :)"

I na tym kończę. Temperatura spadła, jest dobrze. Życzę miłej lektury!

Ostatnio zmienianypiątek, 13 wrzesień 2019 12:38

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.